Reklama

Kursy walut: Ciąg dalszy nastąpi

Koniec miesiąca przynosi dwustronne wahania na rynku walutowym przy podobnym niezdecydowaniu na rynku akcji, jak i mieszanych sygnałach z rynku długu. Efekt jo-jo dotyka też złotego przy braku rozstrzygnięć w orzeczeniu TSUE ws. kredytów frankowych.

Reklama

Wczorajsze orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w odniesieniu do pytań skierowanych przez Sąd Okręgowy w Gdańsku w temacie rozstrzygania spraw nad kredytami frankowymi pozostawia niedosyt. 

Reklama

W skrócie, TSUE przerzucił ciężar odpowiedzialności na sądy krajowe, w ich gestii pozostawiając stwierdzenie nieważności umowy. Co ważniejsze (z perspektywy rynku walutowego), TSUE nie odniósł się jednak w ogóle do pytania o terminy, od których można liczyć bieg przedawnień w przypadku unieważnienia umowy oraz czy banki mogą żądać wynagrodzenia za użyczenie kapitału. Te dwie kwestie są kluczowe dla oceny atrakcyjności kierowania umów kredytowych do sądów, a w konsekwencji dla oceny wielkości presji, jak może pojawić się na złotym z tytułu zamykania transakcji zabezpieczających przez banki. 

Niepewność utrzyma się do 11 maja, na kiedy jest zaplanowane posiedzenie Sądu Najwyższego i kiedy powinniśmy otrzymać odpowiedzi na podobne pytania do tych, które były skierowane do TSUE. Do tego czasu budowanie dodatkowej premii za ryzyko na złotym wydaje się bezcelowe, a tym bardziej utrzymywanie krótkich pozycji otwieranych przed dzisiejszą decyzją. EUR/PLN powinien wracać do punktu wyjścia, tj. 4,55, a niepewność o skutki orzeczenia SN z 11 maja będą blokować złotego przed umocnieniem pod wpływem pozytywnych nastrojów zewnętrznych.

Na szerszym rynku ruchy w tą i z powrotem. Po gołębim odbiorze decyzji FOMC w środę dolar tracił na wartości, ale wczoraj odrobił straty. Nieco zamieszania wprowadził nagły wyskok rentowności obligacji skarbowych USA (10-latki wzrosły o +4 pb do 1,6850 proc.), co poruszyło dolarem, ale też Wall Street. Ogólnie jednak wahania należy zrzucić na karb rozliczeń na koniec miesiąca. S&P500 poprawił rekord wszechczasów, a na FX nie został złamany duch risk-on. Przejściowo jednak dane mogą zyskać na znaczeniu, szczególnie w bliskim porównaniu sytuacji w USA i Europie. 

Wczoraj dowiedzieliśmy się, że PKB USA w I kw. wzrósł o 6,4 proc. (w ujęciu zannualizowanym). Pomimo słabego startu roku pod presją rosnącej liczby zachorowań, późniejsze silne wsparcie fiskalne i sprawna realizacja procesu szczepień pozwoliły na odbicie. Konsumpcja w USA w zasadzie wróciła do poziomów sprzed pandemii. Dziś przekonamy się, że w strefie euro początek roku minął w zupełnie innym klimacie. PKB za I kw. ma pokazać spadek (prog. -0,8 proc. k/k) po skurczeniu się w IV kw. - definicja technicznej recesji. 

Naturalnie są to dane historyczne, a rynki patrzą do przodu. Pod tym kątem sytuacja w Eurolandzie jest lepsza z przyspieszającym tempem szczepień, solidną aktywnością w przemyśle (PMI) i wkrótce z odbiciem w usługach. Niedługo powinien też ruszyć Fundusz Odbudowy, zapewniając wsparcie fiskalne. Porównanie wskaźników w USA i strefie euro nie powinno być negatywne dla EUR/USD. Jeśli już, to dane z USA są zapowiedzią tego, jak dobre mogą być kolejne miesiące w Europie, a co nie jest jeszcze w pełni zdyskontowane przez EUR. 

Konrad Białas

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »