Reklama

Kursy walut. Euro na szczytach, funt rekordowo drogi

Tarapaty polskiej waluty nie mają końca. Globalne rynki są nerwowe i chwiejne, nastroje chimeryczne, a splot nowego rekordu zakażeń COVID-19, zaostrzenia restrykcji i obaw przed zbliżającym się wyrokiem ws. frankowiczów wypycha kurs euro od 4,65 zł.

Notowania wyrównały już pandemiczne szczyty i były najwyżej od 2009 r., a złoty zagrożony jest dalszym osłabieniem. Dolar przez moment kosztował niemal 3,95 zł. Najdroższy od kilku lat jest funt, GBP/PLN ponownie przekroczył 5,40. Brytyjska waluta po krótkiej zadyszce ponownie zaczęła drożeć względem euro. Motor tej tendencji jest dobrze znany: to kontrast pomiędzy postępem programu szczepień i sytuacją epidemiczną, co rzutuje na perspektywy gospodarcze.

Podobnie - prezydent Joe Biden zapowiedział, że w pierwszych dniach jego prezydentury rozdysponowanych zostanie 200 mln dawek. Pomaga to zepchnąć euro/dolar na kilkumiesięczne dołki i poniżej 1,18. Oddala się perspektywa zakończenia odbicia dolara, może on zyskać jeszcze około 1,5 proc. względem wspólnej waluty, co może wypchnąć dolar/złoty do 4,0. 

Reklama

Dodajmy, że notowania korony norweskiej mają na wyciągnięcie ręki kilkunastomiesięczne szczyty, a korona czeska jest praktycznie najdroższa od 2011 r. Za słabość względem waluty naszych południowych sąsiadów odpowiada przede wszystkim rozbieżność ścieżek polityki pieniężnej. W tym przypadku widać jak na dłoni, że balastem jest nastawienie NBP, co szerzej opisywaliśmy we wczorajszym komentarzu.

Słabość ewidentna, ale wzrost euro/złoty stopniowy

Warto odnotować, że charakter ostatniego wzrostu euro/złoty jest zupełnie inny niż jesiennej przeceny. Wtedy kurs euro wystrzelił o 4 proc. w zaledwie kilkanaście dni, a później zaczął ostro spadać. Teraz na przebycie porównywalnego dystansu potrzeba było niemal miesiąca. W tym czasie euro/złoty spadał tylko kilka razy, ale zwyżce dużo bliżej do stopniowego dryfu niż wystrzału. 

W ostatniej fali osłabienia kurs tylko raz zanotowano dzienny wzrost (minimalnie przekraczający) 0,5 proc. Popyt na złotego jest bardzo słaby, gdyż sytuacja epidemiczna studzi entuzjazm względem perspektyw gospodarki, która (obok sytuacji w bilansie płatniczym) była najjaśniejszym punktem waluty.

Oczywiście kilkuprocentowy wzrost gospodarczy nadal jest realny do osiągnięcia, ale entuzjazm wobec perspektyw polskiej gospodarki w sposób naturalny uległ osłabieniu. Najbardziej optymistyczne prognozy, zakładające ponad 5-procentową dynamikę PKB, ze względu na wydłużający się lockdown wydają się trudne do osiągnięcia. 

Jednocześnie pojawiają się pierwsze instytucje, które obniżają swoje szacunki - dotychczas kierunek był odwrotny. Bazując na wskaźnikach rynku opcji walutowych, można wywnioskować, że nastawienie do polskiej waluty - pomijając pandemiczny krach z marca ubiegłego roku - jest najbardziej negatywne w ostatnich latach.

Nie czekaj do ostatniej chwili, pobierz za darmo program PIT 2020 lub rozlicz się online już teraz!

Kwestią, która potęguje niepewność, jest oczywiście przełożone na połowę kwietnia posiedzenie Sądu Najwyższego ws. kredytów frankowych. Dodajmy, że premia za ryzyko jest w tej chwili większa niż przed wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z jesieni 2019 r. 

W najczarniejszym dla sektora bankowego scenariuszu koszt może przekroczyć 230 mld złotych (szacunki KNF), ale rynek zdaje się skłaniać do opinii, że będzie on wynosic kilkadziesiąt miliardów złotych.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »