Reklama

Kursy walut na rozdrożach. Dolar szuka dna, kurs euro flirtuje z 4,45 zł

Złoty w czerwcu przestał zyskiwać względem dolara i franka. Kurs euro cały czas pozostaje pod spadkową presją, a notowania funta próbują odbijać od minimum z początku miesiąca.

Amerykańska waluta na światowych rynkach szuka dołka. Można powiedzieć, że w jej notowaniach tak naprawdę miesiąc dopiero się zaczyna - w ubiegłym tygodniu zbiegły się długie weekendy w najważniejszych światowych centrach finansowych (Nowy Jork, Londyn) oraz bardzo istotne informacje z rynku pracy USA. Prawdopodobne jest przedłużenie atmosfery wyczekiwania ze względu na bliskość czerwcowego posiedzenia Rezerwy Federalnej. W rezultacie USD/PLN nie sforsował 3,65 pomimo siły złotego względem euro.

EUR/PLN kontynuuje bowiem mozolną zniżkę i pogłębia tegoroczne dołki. Impulsem do mocniejszego odbicia w wyniku załamania się pozytywnego dla polskiej waluty trendu byłoby dopiero wyjście notowań ponad 4,50. Mimo to podtrzymujemy opinię, że bezpośredni potencjał do umocnienia złotego jest na wyczerpaniu. Warto odnotować, że kurs obecnie znajduje się o ok. 1 proc. powyżej pułapów, przy których w grudniu interweniował na rynku Narodowy Bank Polski.

Reklama

Przed posiedzeniem RPP poprzeczka oczekiwań jest wysoko zawieszona, a nadzieje na szybkie podwyżki mogą okazać się płonne. CHF/PLN zadomowił się poniżej 4,10, a GBP/PLN po ubiegłotygodniowym spadku w okolice 5,15 odbija w kierunku 5,20.

Rynek pracy USA boryka się z problemami, inflacja w centrum uwagi

W gospodarce USA w maju przybyło 559 tysięcy miejsc pracy. To wynik zdecydowanie lepszy niż w poprzednim miesiącu, ale wciąż poniżej oczekiwań rynkowych. Powrót zatrudnienia do poziomów przedpandemicznych przebiega wolno na tle siły konsumpcji, kondycji rozpalonego do czerwoności przemysłu czy rosnących cen nieruchomości. W dużej mierze odpowiadają za to ograniczenia podażowe - zapotrzebowanie na pracę jest ogromne, ale firmy mają problem z zapełnieniem wakatów. Liczba etatów wciąż jest o ponad 7,5 miliona niższa niż w pierwszej części 2020 roku.

To istotne o tyle, że odbudowa tej sfery gospodarki ma determinować, jak szybko monetarną kroplówkę odetnie Rezerwa Federalna. Obecna sytuacja jest kłopotliwa, bo stan rynku pracy wywołuje presję na wzrost wynagrodzeń. Jeśli zaburzenia związane z odmrażaniem połączone z wpływem różnego rodzaju zapomóg i zasiłków nie będą słabnąć, to będzie to przesłanka, by władze monetarne inaczej spojrzały na bilans ryzyk i jeszcze baczniej przyglądały się presji cenowej. Zapewne na razie jest za wcześnie, by Fed zmienił nastawienie.

Nie zmienia to faktu, że w najbliższych dniach najpilniej śledzonym przez rynki odczytem będzie inflacja z USA, której dynamika może zbliżyć się do 5 proc. Dla notowań dolara względem euro - i co za tym idzie kursu USD/PLN - bardzo istotne będzie również posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. Oczekujemy deklaracji wierności skrajnie łagodnej polityce, co powinno sprzyjać ocenie, że impet osłabienia amerykańskiej waluty przejściowo wygasł.

Wielkie emocje przed posiedzeniem RPP

W maju inflacja w Polsce nie przekroczyła 5 proc., ale i tak ceny konsumenckie rosły najsilniej od niemal dekady. Jednocześnie w I kwartale gospodarka skurczyła się mniej, niż wskazywały pierwsze szacunki. Mocne podbicie inwestycji cementuje oczekiwania, że dynamika PKB w tym roku może osiągnąć 5 proc. rok do roku. Indeks PMI oddający nastroje w przemyśle przyjmuje najwyższe wartości w historii, ale wskazuje na kumulującą się w sektorze presję cenową. W kontekście ostatnich doniesień z gospodarki nie może być inaczej - w tym tygodniu na krajowym rynku w centrum uwagi znajdzie się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Komunikat zostanie opublikowany w środę, w godzinach popołudniowych. Poprzednim razem decyzja zapadała o rekordowo późnej godzinie i wszystko wskazuje, że tym razem dyskusja wśród decydentów może być jeszcze bardziej gorąca.

Dużo więcej wskazówek odnośnie do perspektyw polityki zawierają ostatnio piątkowe nagrania prezesa Adama Glapińskiego. Pełniły one funkcje substytutu konferencji prasowych. W maju kluczową informacją było przedstawienie strategii wyjścia z kryzysowej polityki. Tym razem (po ponad rocznej przerwie) zdecydowano się na zorganizowanie konferencji w trybie on-line. Podsyca to spekulacje, że krajowa polityka monetarna znalazła się w kluczowym punkcie. W ostatnich tygodniach NBP nie skupił obligacji skarbowych i ogłosił, że w czerwcu odbędzie się jeden (a nie dwa) przetargi. Stało się to wodą na młyn spekulacji o szykowaniu się do podwyżek - najbliższy tydzień wiele wyjaśni na tym polu.

Obecnie rynek stopy procentowej wycenia ponad 25 pkt bazowych wzrostu kosztu pieniądza w drugim półroczu. Wydaje się, że takie dyskonto jest zbyt ambitne, co sprawia, że kanał polityki pieniężnej mógł wyczerpać swój pozytywny wpływ na walutę. Najbardziej intuicyjna ścieżka inflacji zakłada, że lokalne szczyty osiągnęła ona w maju. Jej średnioroczny poziom wyniesie ok. 4 proc., ale brak dalszego przyśpieszenia tempa wzrostu cen pozwoliłby RPP zwlekać z podwyżkami do preferowanego przez bank centralny terminu, czyli połowy przyszłego roku. Szale przeważyć może treść dwóch najbliższych projekcji inflacyjnych NBP.

Bartosz Sawicki

Dowiedz się więcej na temat: waluty | Fed | inflacja świat | stopy procentowe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »