Reklama

Kursy walut nadal bardzo wysoko, ale EUR/PLN ma szansę na odreagowanie

Złoty nie traci mocno na wartości, ale jest słaby. Kurs euro w tym tygodniu nie był w stanie zadomowić się poniżej 4,60 zł. W czwartek rano za europejską walutę płaci się 4,62 zł, za dolara 3,98 zł, a frank wyceniany jest na niemal 4,34 zł.

W drugiej części tygodnia wydarzenia na rynkach finansowych nabiorą tempa, a złoty ma szansę zakończyć miesiąc pozytywnym akcentem. Przed nami posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego i jego decyzja ws. stóp o godzinie 13:45. Trzy kwadranse później rozpocznie się konferencja prezes Christine Lagarde. Dokładnie w tym samym czasie napłyną na rynek dane o PKB USA w trzecim kwartale. Jutro przed południem Główny Urząd Statystyczny poda szacunek inflacji w październiku. Kolejny skok cen i dynamika CPI wynosząca około 6,5 proc. rok do roku to argumenty za podwyżką stóp w listopadzie i szansa na wytchnienie dla złotego.

Reklama

Wracając do dzisiejszych danych: wzrost gospodarczy w USA w ostatnich kilku miesiącach wyraźnie wytracił impet. Powinno odnaleźć to odzwierciedlenie w danych o dynamice PKB wypracowanej w trzecim kwartale. Tak naprawdę należy mówić o normalizacji tempa postpandemicznego odbicia pod wpływem trzech czynników. Po pierwsze, wygasa wpływ pakietów fiskalnych. Ostatnie czeki w wysokości nawet 14 tys. dolarów zostały rozdysponowane na początku drugiego kwartału. Dodatkowe świadczenia dla bezrobotnych wygasły (w zależności od stanu) pomiędzy lipcem a wrześniem. Po drugie, koniunkturze mocniej szkodziły zaburzenia w łańcuchach dostaw i czynniki podażowe. Po trzecie, nie bez wpływu były zaburzenia procesów gospodarczych wywołane przez wariant delta koronawirusa.

Euro bez wsparcia bankierów centralnych

Europejska gospodarka (i wspólna waluta) jest szczególnie wrażliwa na konsekwencje kryzysu energetycznego. Dynamika PKB pod koniec roku zaczęła ostro hamować, w dużej mierze pod wpływem kumulacji wąskich gardeł i zaburzeń w łańcuchach dostaw. Władze Europejskiego Banku Centralnego - a dokładniej główny ekonomista Philip Lane - podkreśla, że wysokie ceny paliw i gazu mogą dołować inflację bazową poprzez ograniczenie strumienia wydatków konsumpcyjnych przez gospodarstwa domowe.

Taka układanka sprawia, że EBC jest jednym z banków centralnych, które najopieszalej będą reagować na zagrożenia inflacyjne. Choć dynamika cen konsumenckich w poprzednim miesiącu wyniosła prawie 3,5 proc. i była najwyższa od dziesięciu lat, to europejskie władze monetarne nie będą spieszyć się ani z normalizacją polityki, ani zmianą nastawienia. A przynajmniej nie powinniśmy tego oczekiwać po dzisiejszym posiedzeniu. Dużo ważniejsze będzie kolejne, na którym bankierzy centralni będą dysponować nowym zestawem prognoz dotyczących wzrostu gospodarczego i ścieżki cen. W tej chwili rynek zakłada, że podwyżka stóp nie zostanie dokonana wcześniej niż za dwa lata. Sprawia to, że gdy inne banki centralne robią kolejne kroki ku porzuceniu kryzysowej polityki (chociażby wczoraj Bank Kanady), wspólna waluta pozbawiona jest atutów.

Bartosz Sawicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »