Reklama

Kursy walut po trzech dniach wyraźnych wzrostów: Euro, dolar funt i frank mocno podrożały

Notowania EUR/PLN po nieudanej próbie sforsowania 4,45 mocno zawróciły. Głównym powodem odwrotu od złotego jest rozczarowanie części rynku wynikiem ubiegłotygodniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej.

Blisko 40 proc. rajdu złotego z pierwszej części kwartału zostało błyskawicznie wymazane. Oceniamy, że kurs wspólnej waluty powrócił do poziomów, które obecnie wyznaczają krótkoterminową równowagę i ewentualna dalsza przecena nie powinna być trwała.

Kurs dolara podbił ponad 3,70 i od dołków z początku miesiąca podniósł się maksymalnie ponad 2,5 proc. GBP/PLN podbił do 5,25, a frank szwajcarski wyceniany jest na 4,15 zł. Większość walut jest najdroższa od około miesiąca, ale np. rosyjski rubel kosztuje najwięcej od początku kwartału.

Miesiąc miodowy złotego brutalnie przerwany

Poprzeczka oczekiwań przed ostatnim posiedzeniem była bardzo wysoko postawiona, a zmiana postrzegania sytuacji makroekonomicznej i charakteru inflacji przez decydentów zachodzi bardzo powoli. Złoty w pewnym sensie stał się ofiarą własnego sukcesu, a dodatkowo szkodzi mu ten sam czynnik, który w maju napędzał rajd. Waluty naszego regionu w kwietniu odrabiały pandemiczne załamanie (szczególnie dotkliwe w przypadku złotego). W kolejnych tygodniach, w jednoznacznie sprzyjających okolicznościach (hossa na rynkach akcji, obniżające się rentowności obligacji USA, słaby dolar) motorem umocnienia było rosnące przekonanie, że lada moment banki centralne zaczną normalizować politykę.

Reklama

To obrazek, który zapewne często będziemy oglądać, ale będą zmieniać się bohaterzy. Prym będą wieść w danym momencie te waluty, których władze monetarne będą komunikować nieodzowne zaostrzenie kursu. W przypadku złotego dodatkowym wsparciem było rozmycie się kwestii kredytów frankowych po kolejnych wyrokach krajowych i europejskich sądów, które zamiast przełomu przynosiły znaki zapytania. Wracając do polityki pieniężnej: banki centralne Węgier i Czech są na ostatniej prostej do rozpoczęcia podwyżek. Najpewniej dokonają ich jeszcze w tym miesiącu (MNB w najbliższy czwartek!). Tymczasem NBP w maju wykonał dopiero pierwszy krok w kierunku normalizacji przedstawiając strategię wychodzenia z kryzysowej polityki, w której za najbardziej prawdopodobny termin podniesienia kosztu pieniądza jawiła się połowa przyszłego roku.

Ewolucja w cenie

W nastawieniu polskich władz zachodzi powolna ewolucja, ale nie ma radykalnego przełomu. A przecież część rynku zaczęła przyjmować podwyżkę w tym roku za pewnik i dywagować, czy dojdzie do niej już za miesiąc! Nie dziwi zatem, że rynkowe dyskonto wzrostu stóp w ostatnim tygodniu zostało mocno skorygowane, choć raczej należy użyć sformułowania: urealnione. Potencjał do osłabienia złotego przez ten kanał został najprawdopodobniej wyczerpany, ale ryzykiem pozostaje środowe posiedzenie Rezerwy Federalnej.

Rynek gubi się w domysłach, jak bardzo FOMC rozerwane jest pomiędzy celem inflacji a pełnego zatrudnienia. O odbiorze nastawienia mogą zadecydować niuanse. Zakładamy, że polityka amerykańskich władz monetarnych w drugiej połowie roku pozostanie niekorzystna dla dolara, ale sprzyjająca ryzykownym aktywom, złotemu i innym walutom emerging markets. Złoty wspierany silnym krajowym wzrostem i tendencjami w bilansie płatniczym (nadwyżka na rachunku bieżącym w ujęciu kroczącym dwunastomiesięcznym przyjmuje rekordowe wartości odpowiadające kilku procentom PKB) będzie mógł wznowić umocnienie. Prognozujemy niezmiennie, że na koniec roku za euro płacić będziemy 4,40 zł, a dolar wyceniany będzie na około 3,55 zł.

Bartosz Sawicki

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »