Reklama

Kursy walut pod wpływem odwilży na giełdach

Szef Fed zapowiada, że stopy procentowe będą podnoszone aż do czasu zapanowania nad inflacją.

Dane z amerykańskiej gospodarki wskazują, że na starcie tego kwartału konsumpcja była bardzo mocna. Mimo to na rynkach akcji coraz śmielej odrabiane są straty z ostatnich tygodni. Dolar wytracił wzrostowy impet, a EUR/USD oddala się od dołków z 2017 r. W bardziej sprzyjającym polskiej walucie otoczeniu kurs euro zbliżył się do majowego dołka w okolicach 4,65 zł. W rezultacie USD/PLN zaliczył ostry zwrot: kurs dolara błyskawicznie na niemal 10 groszy oddalił się od bariery 4,50 zł.

Warunki, które w ostatnich tygodniach panowały na rynkach, wybitnie nie sprzyjały wycieczkom kapitału na rynki wschodzące. Mimo to kurs euro w ostatnich tygodniach jest bardzo stabilny, a EUR/PLN nie przekroczył 4,72, czyli pułapów ustanowionych po informacji o odcięciu dostaw gazu z Rosji. Wraz z krzepnięciem nastrojów na globalnych rynkach notowania kursu euro powinny kontynuować osuwanie się na niższe pułapy. Na razie kurs pozostaje w obrębie przedziału wahań z ostatnich kilku sesji, który od dołu ogranicza pułap 4,65. Kurs euro obniżył się w tym kierunku, ale nie sforsował tej ważnej bariery wciąż zamykającej drogę do 4,60.

Reklama

Rozszerzająca się różnica w poziomie stóp procentowych w relacji złotego do głównych walut teoretycznie powinna być atutem złotego. W niepewnym otoczeniu rynkowym i przy gigantycznej awersji do ryzyka czynnik ten został jednak zepchnięty na dalszy plan. Spodziewamy się, że cykl podwyższania stóp przez RPP zostanie zakończony na poziomie 7-7,5 proc., a stopy na tym pułapie zostaną utrzymane przez minimum kilka kwartałów. Niezmiennie zagrożenia leżą po stronie jeszcze wyższych stóp. Pozytywnym impulsem dla złotego powinno być także osiągnięcie porozumienia w sprawie Krajowego Planu Odbudowy i napływ środków unijnych, które wymieniane będą na rynku. Spodziewamy się, że w najbliższych miesiącach kurs EUR/PLN wymaże całość zwyżki zanotowanej po agresji Rosji na Ukrainę, tj. powróci do 4,50. Obawy o kondycję światowej gospodarki w połączeniu z rosnącym deficytem budżetowym i gorszą niż w poprzednich latach sytuacją w bilansie płatniczym mogą nie pozwolić na zdecydowanie mocniejszy ruch.

W ostatnich kilkudziesięciu godzinach poprawiła się kondycja złotego, ale można powiedzieć, że to przede wszystkim euro ucieka spod topora. Pod koniec ubiegłego tygodnia EUR/USD runął w kierunku dołków z 2017 r., a na rynku głośno zaczęło mówić się wręcz o osiągnięciu przez kurs euro i dolara parytetu. Niezmiennie uważamy jednak, że Fed nie sięgnie po większe podwyżki niż 50 punktów bazowych na jednym posiedzeniu. W rezultacie, wraz z cementowaniem się oczekiwań, że Europejski Bank Centralny już w lipcu zacznie podnosić stopy procentowe, może to sprzyjać wzrostowemu odreagowaniu potężnych spadków EUR/USD. Na razie notowania powróciły ponad dołki z końcówki kwietnia i pułap 1,05. Zdejmuje to nieco presji ze wspólnej waluty, ale ruchu tego nie można jeszcze interpretować z załamaniem się trendu jej osłabienia względem USD. Biorąc pod uwagę jastrzębie nastawienie Fed i skomplikowaną sytuację gospodarczą na Starym Kontynencie, przestrzeń do zwyżki EUR/USD może być mocno ograniczona. Nie zmienia to faktu, że w omawianym scenariuszu możemy być blisko lokalnych szczytów USD/PLN, które wypadłyby w okolicy 4,50. Kurs dolara powinien kontynuować zniżkę i mieć więcej przestrzeni do spadków niż EUR/PLN, ale osiągnięcie pułapu 4,00 w perspektywie tego roku jest coraz mniej realne.

Bartosz Sawicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »