Reklama

Kursy walut: Rekord zapomnianej pandemii

Pandemia COVID-19 przestała robić wrażenie na rynkach finansowych. Inwestorzy uznali, że wszystko co najgorsze jest już za nami, za chwilę będzie szczepionka i czas iść dalej, wykorzystując bezprecedensową stymulację. Tymczasem wczoraj odnotowano globalny rekord nowych przypadków zachorowań. Czy to powód do niepokoju?

Hiszpania blisko 11 tys., Francja niemal 10 tys. (rekord), Wielka Brytania 3 tys. - wiosną takie dane budziły przerażenie, teraz przechodzą niemal niezauważone. Co się zmieniło? Czy pandemia nie jest już dla rynków zagrożeniem? Warto zwrócić uwagę na kilka kwestii. Po pierwsze, rynki zawsze najmocniej reagują na coś, czego nie rozumieją. Wiosną obawiano się różnych koszmarnych scenariuszy, które nie nadeszły i obecnie wydają się bardzo odległe.

Po drugie, dość powszechnie akceptuje się fakt, że faktyczna liczba przypadków wiosną mogła być dużo wyższa niż obecnie, a jedynie nie przeprowadzano dostatecznej ilości testów (choćby dlatego, że zwyczajnie ich brakowało). Wreszcie, administracje rządowe miały czas na poznanie problemu i zamiast restrykcji o charakterze "dywanowym" stosują bardziej punktowe działania.

To wszystko sprawia, że obecnej sytuacji nie można porównywać do tej z wiosny. Mimo wszystko, tendencja jest niepokojąca. Rok szkolny dopiero się zaczął, a jesienny sezon grypowy jeszcze nie. Znacząca liczba przypadków, nawet jeśli obecnie nie oznacza przeciążenia systemu zdrowia, przekłada się na serię problemów (choćby kwarantanny), a to jest uciążliwe dla prowadzenia działalności gospodarczej.

Tymczasem europejskie indeksy akcji ostatnio rosły a niemiecki DAX jest blisko rekordowych poziomów. Z tej perspektywy ewentualne dalsze pogorszenie sytuacji jest ewidentnym ryzykiem dla rynków. W USA tymczasem coraz większe znaczenie będzie mieć kampania wyborcza, w której pojawił się mocny akcent. Firma Microsoft poinformowała, że ta sama grupa rosyjskich hackerów, która 4 lata temu ingerowała w kampanię Hilary Clinton, tym razem próbuje ingerować w kampanię Joe Bidena. Może to stawiać prezydenta Trumpa w niewygodnej sytuacji.

Dziś w USA dane o inflacji za sierpień (14:30). Ceny producenta okazały się w sierpniu wyższe od oczekiwań, wzrost CPI skomplikowałby bardzo gołębi przekaz Fed, więc warto te dane obserwować. Kontynuacja hossy na Wall Street i osłabienia dolara bazuje przede wszystkim na polityce banku centralnego. Złoty zaczyna dzień stabilnie. O 8:50 dolar kosztuje 3,7613 złotego, euro 4,4525 złotego, frank 4,1320 złotego, zaś funt 4,8227 złotego.

Przemysław Kwiecień

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »