Reklama

Kursy walut: Rynek w odmętach spekulacji

Dzisiejszy komentarz powinien być poświęcony wynikom BigTech, ewentualnie decyzji Fed, ale nie sposób nie zacząć od tego, co dzieje się wokół spółki GameStop. Nie dlatego, że jest ważna dla gospodarki, ale właśnie dlatego, że jest nieważna, ale obrazuje ważne symptomy obecnej fazy rynku i skutki polityki Fed.

GameStop to nie jest ani nowy kultowy producent gier, ani nowoczesna sieć e-commerce. To tradycyjny biznes - sieć fizycznych sklepów w USA sprzedających gry komputerowe. Jak się można domyśleć, nawet przed pandemią biznes ten napotykał na coraz większe problemy, gdyż dziś coraz więcej gier sprzedawanych jest online, przez takie serwisy jak Steam, czy bezpośrednio przez konsole. Jak również można się domyśleć, ograniczenia związane z pandemią były dodatkowym ciosem dla firmy, która przynosi coraz większe straty. Dlaczego zatem jej notowania przez ostatnie dwa tygodnie wzrosły o ponad 1200 proc.?! Tylko i wyłącznie dlatego, że była to spółka z dużą ilością otwartych pozycji krótkich. Akcje zazwyczaj kupujemy, ale można je też pożyczyć i sprzedać, z obowiązkiem odkupienia. Oczywiście taki inwestor ma nadzieję, że odkupi je po niższej cenie, a gdy cena rośnie jego straty mogą być nieskończenie duże. Jest więc oczywistym, że przy dynamicznym wzroście ceny w pewnym momencie inwestor będzie musiał akcje odkupić, aby ograniczyć swoje straty. To jest właśnie nowa zabawa na Wall Street - stawianie pod ścianą tego rodzaju inwestorów i windowanie cen dozwolonych (często faktycznie beznadziejnych) spółek w celu zmuszenia do kapitulacji. Drugim fenomenem są twity Elona Muska, który podaje nazwę spółki (i zazwyczaj nic lub niewiele więcej) wywołując szturm inwestorów detalicznych. Wczoraj kombinację obydwu czynników widzieliśmy w przypadku GameStopa.

Reklama

Jeżeli celem Rezerwy Federalnej było kompletne oderwanie rynków od ekonomicznej rzeczywistości to cel ten udało się zrealizować w stu procentach. W ostatnich tygodniach rynek kompletnie przestał być zainteresowany jakimikolwiek raportami makroekonomicznymi, czekając jedynie na "czeki Bidena" i to, które akcje one wywindują. Rezerwa Federalna oczywiście nawet dziś nie zająknie się w tej kwestii, a Powell będzie podkreślać, że nie może być nawet dyskusji o zmianie polityki, bo przecież gigantyczny deficyt sam się nie sfinansuje (wróć, oficjalnie: bo nasze wysiłki w kreowaniu miejsc pracy nadal są potrzebne). Decyzja Fed o 20:00, konferencja 20:30.

Z kronikarskiego obowiązku dodam, że dziś (wieczorem) dzień wyników wielkich techów -Apple, Facebook i Tesla. Zostawią one specjalnie zaniżony rynkowy konsensus w strzępach i jutro media będą rozpisywać się o ich potędze. Te biznesy oczywiście są wielkimi wygranymi pandemii, ale na tym etapie o cenach ich akcji nie decydują już przede wszystkim wyniki.

Na tym tle na rynku walut jest dość spokojnie. Kurs EURUSD ustabilizował się, co sprzyja też stabilności złotego. O 8:15 euro kosztuje 4,5416 złotego, dolar 3,7387 złotego, frank 4,2170 złotego, zaś funt 5,1392 złotego.

dr Przemysław Kwiecień CFA, główny ekonomista XTB

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »