Reklama

Kursy walut wyhamowały. Kurs euro przy 4,60 zł, kurs dolara wrócił nad 4,30 zł, forint w opałach

Gdy rynki akcji burzliwie szukają odpowiedzi na pytanie, czy na Wall Street rozpoczyna się bessa, w tym samym czasie na rynku walutowym siła ostatnich przetasowań przygasła. Oznacza to, że dolar próbuje odnaleźć równowagę po 3-procentowej przecenie w relacji do głównych walut. Złoty także wytracił impet.

Grupa Polsat Plus i Fundacja Polsat razem dla dzieci z Ukrainy

Kurs euro zaczyna krążyć wokół 4,60 zł, a kurs USD/PLN nie zadomowił się jak dotąd pod 4,30. Kurs franka nie może oderwać się od 4,50, a niestabilny funt próbuje odrabiać ostatnią słabość, co przekłada się na wzrost GBP/PLN ponad 5,40. Wiele wskazuje, że kolejne sesje mogą upłynąć w atmosferze nerwowego wyczekiwania na dane z USA o najwyższej randze.

Reklama

Złoty: Zwyżka hamuje, ale PLN dobrze wypada na tle CZK i HUF

Kurs euro wyhamował zniżkę w okolicy 4,60 zł. Biorąc pod uwagę, że inwestorzy mogą chcieć zaczekać na bardziej wiarygodne sygnały odnośnie od perspektyw globalnego wzrostu, możliwe jest przejściowe zakotwiczenie EUR/PLN wokół tej bariery poprzedzające spadek w kierunku 4,50. Dopiero powrót ponad 4,64 spychać będzie złotego ze wzrostowej ścieżki. Warto także odnotować, że ostatnim czasie złoty nie tylko zyskuje w relacji do dolara i euro, ale również pozytywnie wyróżnia się na tle walut naszego regionu.

Korona czeska w maju znalazła się w opałach przez zapowiedź zmian na stanowisku prezesa banku centralnego. Zostały one przerwane dopiero przez interwencje walutowe, którymi przerwano dynamiczny wzrost EUR/CZK w kierunku 25,50. Jak się okazuje, były to głównie interwencje werbalne, a sprzedaż walut obcych na rynku miała ograniczoną skalę. Skuteczność tych działań wynikała w dużej mierze z wiarygodności, którą CNB w oczach inwestorów budował latami. W rezultacie korona czeska odrobiła praktycznie całość mocnej przeceny. Objęcie przez Alesa Michla sterów w banku centralnym Czech wiąże się z rykiem prowadzenia mniej ostrej walki z inflacją i łagodniejszej polityki. Wiele będzie zależeć od ciągle nieznanych dodatkowych zmian personalnych dopełniających roszady we władzach monetarnych. Niezależnie od tego prognozy walutowe Cinkciarz.pl zakładają, że choć korona szczyty swojej siły powinna mieć za sobą, to EUR/CZK w pozostałej części roku będzie plasować się poniżej 25,00. Im potężniejsza i bardziej uporczywa będzie presja inflacyjna (odczyt CPI za kwiecień to 14,2 proc. r/r) tym silniejsza będzie preferencja by korona była mocniejsza. CNB, obok Szwajcarskiego Banku Centralnego, najaktywniej w Europie stara się oddziaływać na kurs walutowy, by realizować cele swojej polityki. Zestawiając sytuację CZK i PLN: złoty ma więcej przestrzeni do umocnienia w dalszej części roku, a korona powinna pozostawać stabilna.

Sprawdź notowania walut online w serwisie Biznes Interii

Zgoła inaczej rysuje się sytuacja forinta. Od wczoraj jest on mocno przeceniany, a w relacji do złotego stracił w ostatnich dniach 3 proc. Kurs EUR/HUF od szczytów notowanych w trakcie panicznej wyprzedaży po napaści Rosji na Ukrainę dzieli już zaledwie 1 proc. Dla porównania: kursowi euro do złotego jest wielokrotnie bliżej do tegorocznych minimów (4,48 zł) aniżeli osiąganego wtedy rekordowego pułapu 5 złotych. Powodem tarapatów forinta są kolejne niekonwencjonalne, a wręcz szokujące pomysły węgierskich władz. Powołując się na stan wyjątkowy, rząd Węgier planuje wprowadzenie dodatkowych podatków, które mają objąć m.in. banki, sieci handlowe i sektor energetyczny. Takie koncepcje są od razu recenzowane przez międzynarodowych inwestorów poprzez wyprzedaż waluty. Węgierska gospodarka od lat była najmniej zrównoważona i strukturalnie najsłabsza w regionie. W tej chwili spirala płac i cen kręci się tam jeszcze mocniej niż w Polsce, relacje z UE są jeszcze gorsze, a widoki na zduszenie inflacji najmniej realne. Z tego względu do forinta podchodzimy negatywnie: powinien być najsłabszą i najbardziej chimeryczną z walut CEE3, zwłaszcza w przypadku realizowania się scenariusza globalnej stagflacji, czyli połączenia wysokiej inflacji i anemicznego wzrostu gospodarczego.

Dolar: Odwrót od USD może mieć kruche podstawy

Zapis majowego posiedzenia Fed wskazuje, że amerykańscy decydenci wykazywali wówczas ogromną wiarę w impet koniunktury i siłę rynku pracy oraz konsumpcji. Dawało to komfort skupienia się na walce z inflacją i bezpardonowych prób jej tłumienia. Mimo to z protokołu wynika, że nawet w takich warunkach we władzach monetarnych dominował pogląd korespondujący z założeniami prognoz walutowych Cinkciarz.pl, że w kolejnych miesiącach wystarczające będę podwyżki stóp procentowych o jednorazowej skali 50 punktów bazowych.

A przecież w ostatnich tygodniach z gospodarki USA zaczęły napływać niepokojące sygnały, chociażby w tym tygodniu rozczarował rynek nieruchomości. Co więcej, pogłębiona została wyprzedaż na Wall Street, a warunki finansowe w gospodarce uległy zacieśnieniu. Wraz z najmocniej od miesięcy rozczarowującymi (na tle wyśrubowanych oczekiwań) danymi makroekonomicznymi zaczęły słabnąć głosy, że Fed zdecyduje się na ruchy stóp o 75 punktów bazowych. Zastopowało to w konsekwencji również wiosenny rajd amerykańskiej waluty.

Prawda jest jednak taka, że przedstawiciele Rezerwy Federalnej nie zwerbalizowali jak dotąd wyraźnie swojego zaniepokojenia. To, że złagodzą nastawienie, pozostaje w sferze rynkowych domniemań. A te bazują na danych makro, które nie zawsze można zaliczyć do pierwszorzędnych (patrz: bardzo zmienne regionalne barometry koniunktury). Może zatem okazać się, że podstawy do osłabienia USD są patykiem po wodzie pisane. Choć prognozujemy, że dolar będzie w kolejnych miesiącach tracił na wartości (USD/PLN powinien spaść w kierunku 4,10), to uważamy, że jego bezpośrednie dalsze osłabienie może się nie zrealizować w końcówce miesiąca. Bardziej prawdopodobna wydaje się wersja, że rynki walut, akcji i obligacji przejdą w stan wyczekiwania na majowy raport z amerykańskiego rynku pracy, który zostanie opublikowany w przyszły piątek, oraz na najważniejsze wskaźniki nastrojów, czyli indeksy ISM. Wskazówką niższej rangi będą dzisiejsze (14:30), cotygodniowe dane o liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA. Od sześciu tygodni wskaźnik ten rośnie, co może sygnalizować, że na będącym oczkiem w głowie Fed rynku pracy zaczyna krystalizować się niepokojący trend.

Bartosz Sawicki

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »