Reklama

Kursy walut zakończyły miesiąc spadkami, ale euro i dolar mogą przestać tanieć

W lipcu złoty znajdował się w ogonie walutowej stawki, ale przebieg notowań w ubiegłym tygodniu pozwala sądzić, że polska waluta najgorsze ma już za sobą. EUR/PLN w nowy miesiąc wchodzi tuż nad 4,56.

W ubiegłym tygodniu kurs euro po raz drugi odbił się od bariery 4,60. Ostatecznym potwierdzeniem lokalnego szczytu notowań i otwarciem drogi do głębszej korekty (czyli do strefy 4,52-4,53) będzie zejście notowań pod 4,56. Spodziewamy się, że jest to kwestia czasu. Mimo to w najbliższych dniach ze względu na letnie uśpienie rynków i wyczekiwanie na kolejną porcję informacji z rynku pracy Stanów Zjednoczonych może dominować jeszcze przedział wahań, który zakładaliśmy także przed tygodniem, czyli zakres 4,56-4,60.

Podobnie, rozpoczęta po posiedzeniu Rezerwy Federalnej korekta osłabiająca dolara, która notowania USD/PLN sprowadziła pod 3,85, może przejściowo wytracić impet, ale zakładamy, że jeszcze w tym roku kurs dolara spadnie w kierunku 3,70 zł. W lipcu do najsilniejszych walut należał frank, który podrożał prawie 4 proc., a także funt, którego notowania naruszały nawet 5,40 zł. Do perspektyw obu walut podchodzimy sceptycznie i widzimy znaczną przestrzeń zwłaszcza do spadków GBP/PLN.

Reklama

Tydzień czekania na tegoroczny rekord zmiany zatrudnienia

W poprzednim tygodniu amerykańskie władze monetarne zrobiły kolejny krok na ścieżce do rozpoczęcia wygaszania skupu aktywów. To, kiedy zostanie obwieszczony początek tego procesu, zależy teraz przede wszystkim od tempa odbudowy rynku pracy. W grę wciąż może wchodzić nawet odbywające się w końcówce sierpnia sympozjum bankierów centralnych w kurorcie Jackson Hole. W przeszłości bywało ono sceną ogłaszania ważnych zmian w polityce. W piątek zostanie opublikowany comiesięczny raport, który odpowie na pytanie, jak w lipcu wyglądała koniunktura w kluczowej dla Fed sferze gospodarki. Przypomnijmy, że w czerwcu odnotowano najwyższy w tym roku przyrost liczby etatów (850 tys.).

Prognozy zakładają, że wynik ten został nieznacznie pobity, co oznacza, że wiosenne zaburzenia (obawy przed pandemią, kryzysowe zasiłki i zapomogi) opóźniające odbudowę rynku pracy wygasają. Liczba pracujących nawet w takim optymistycznym scenariuszu będzie wciąż o ok. 5 milionów niższa niż przed pandemią, ale tempo jej odtwarzania przyjęte zostanie przez decydentów z zadowoleniem. Tym bardziej że liczba nieobsadzonych etatów przekracza 9 milionów! Innymi słowy: to nie popyt na pracę stanowił problem, ale jej podaż. Poza danymi z rynku pracy pod lupą będą przede wszystkim główne barometry koniunktury, czyli indeks ISM dla przemysłu (publikacja dziś po południu) oraz dla usług (odczyt w środę).

Spadek PMI z historycznych szczytów, Czesi na wojnie z inflacją

Na krajowym rynku tydzień rozpoczął się od publikacji indeksu PMI. Przed miesiącem wskaźnik ten osiągał najwyższe pułapy w historii. Była to pochodna zarówno tendencji pozytywnych (wysoka produkcja, liczne zamówienia krajowe i eksportowe), jak i niekorzystnych pod postacią windujących ceny opóźnień w dostawach i przerwanych łańcuchów logistycznych. W lipcu wskaźnik osunął się z 59,4 do 57,6 pkt, ale pomimo spadku składowej oddającej nowe zamówienia nie jest to powód do zmartwień - odczyt jest jednym z najwyższych w historii. Krajowy przemysł jest rozgrzany do czerwoności, a jeszcze jesienią ubiegłego roku produkcja odrobiła pandemiczne załamanie.

W regionie wydarzeniem tygodnia będzie decyzja Czeskiego Banku Centralnego. W przeciwieństwie do polskich władz monetarnych decydenci naszych południowych sąsiadów obawiają się wymykania inflacji spod kontroli i tzw. efektów drugiej rundy, czyli niebezpiecznej spirali oczekiwań płacowo-inflacyjnych. W efekcie właściwie przesądzonej podwyżce stóp procentowych może towarzyszyć jasny sygnał, że kolejne ruchy stóp możliwe są nawet na każdym kolejnym posiedzeniu. A przecież w ubiegłym tygodniu węgierski bank centralny śmielej, niż zakładano, także podniósł koszt pieniądza.

Polska polityka pieniężna wyraźnie kontrastuje z nastawieniem bankierów centralnych w regionie. Pomimo 5-procentowej inflacji, która dalej może przyspieszać podwyżki, zgodnie z wyłożoną ostatnio strategią normalizacji urealnią się dopiero w pierwszej części przyszłego roku. Wracając do korony czeskiej: inwestorzy oswoili się z perspektywą zacieśniania. Spodziewamy się, że EUR/CZK utrzyma się na niskich pułapach, a wręcz spadnie do 25,00. Złoty, który ostatnio w relacji do czeskiej waluty był najsłabszy od 2011 r., ma zdecydowanie więcej przestrzeni do umocnienia.

Bartosz Sawicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »