Reklama

Mało domów w USA

Prognoza wrześniowej sprzedaży nowych domów w USA wynosiła 550 tys. Tymczasem faktyczny odczyt to raptem 468 tys. przypadków, czyli mniej niż pół miliona. Wynik był dość słaby, podczas gdy np. w Europie opublikowano pozytywny odczyt niemieckiego indeksu Ifo. Wyniósł 108,2 pkt przy prognozie wynoszącej 107,8 pkt. Spadek ze 108,5 pkt okazał się więc mniejszy niż zakładał rynek.

Co zatem widzimy na EUR/USD? Prawdopodobnie spadki na razie się zatrzymały, tzn. na dziś zatrzymały się na pewno, ale i w perspektywie kilku dni nie spodziewamy się zbijania wartości pary do minimów typu 1,0810-15, notowanych w lipcu. Naturalniejsza, choćby z powodu realizacji zysków i prawdopodobnie gołębiej decyzji FOMC w środę, będzie korekta. Jak wysoko? Cóż, być może nawet do 1,1140, albo i wyżej.

Reklama

Być może oporem nie będzie linia równoległa do osi x, ale raczej linia trendu, znaczona dołkami z 13 marca, 13 kwietnia, 20 lipca i 5 sierpnia. Zobaczymy, czy rynek, który właśnie ją przebił, będzie ją respektował (w roli górnego ograniczenia). To jednak oznaczałoby, że korekta będzie skromna.

W Polsce

W zasadzie jasne jest, że PiS będzie w stanie rządzić samodzielnie, ale ważą się jeszcze, gdy piszemy te słowa, losy PSL, KORWiN czy Zjednoczonej Lewicy. W każdym razie odbiór polskich wyborów na świecie jest raczej negatywny (w mainstreamowanych mediach), ale tego można było się spodziewać: tu i ówdzie nowa władza jest przedstawiana jako analogon rządów Orbana na Węgrzech, a wiadomo, że ten ostatni jest teraz "złym duchem" UE.

Taki obraz, wzmocniony swego rodzaju pogróżką ze strony agencji S&P (o tym, że agencja może obniżyć perspektywę polskiego ratingu, jeśli PiS zacznie na serio realizować swe obietnice), może szkodzić złotemu - niezależnie od tego, co się myśli o samym PiS czy koncepcjach tej partii.

Czynników jest jednak wiele i tak naprawdę nawet i bez wyborów mogłoby się okazać, że EUR/PLN znajdowałby się tam, gdzie jest teraz, czyli przy 4,27. Bądź co bądź, co najmniej od 17 lipca, a naprawdę od 21 kwietnia trwa trend wzrostowy na tym wykresie. Pewnym paradoksem jest to, że jeśli FOMC będzie odsuwał termin podwyżki stóp, to teoretycznie mogłoby to pomagać złotemu (na zasadzie, że warto angażować się w rynki wschodzące, gdy na wyższe stopy w Stanach trzeba jeszcze czekać) - ale z drugiej strony wyższy eurodolar oznaczać mógłby euro mocniejsze także i do złotego, szczególnie jeśli byłoby to skutkiem tzw. złych nastrojów na rynkach.

Prostsze przełożenie jest na USD/PLN. Tu jednak sporo zaważyła zeszłotygodniowa, spekulacyjna panika przedwyborcza. Najpierw złoty stracił do dolara mimo dość stabilnego EUR/USD, a następnie - od czwartkowego popołudnia - stracił jeszcze bardziej, "dzięki" Mario Draghiemu.

Mamy 3,8650. Powrót w okolice 3,8120-40 byłby wielkim sukcesem, a i tak na razie się nań nie zanosi. Jakaś korekta powinna jednak nastąpić, zdaje się to wciąż być bardziej możliwe niż atak na 3,90 czy szczyty rzędu 3,9170-90. Chyba że FOMC podwyższy stopy w środę - ale to jest bardzo mało prawdopodobne.

Tomasz Witczak

Dowiedz się więcej na temat: waluty | ze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »