Reklama

Moc euro rośnie

Rynki pracują, choć można mniemać, że duża część analityków, bankowców, a nawet indywidualnych inwestorów wzięła sobie dodatkowe wolne. Ten trzydniowy, przejściowy czas - przed weekendem, po którym (pomijając pierwszy i - gdzieniegdzie - drugi dzień stycznia) wszystko wróci do normy, jest wykorzystywany do osłabiania dolara.

I tak np. widzimy dziś rano na głównej parze 1,1930. Teoretycznie więc otwarta jest droga do 1,1950-60, a gdyby i te maksima przebić, to moglibyśmy rozważać perspektywę 1,21. Byłoby to domknięcie konsolidacji, która obowiązuje już prawie pół roku (no, powiedzmy, że od przełomu lipca i sierpnia), a której dolne ograniczenie to ok. 1,16 i mniej.

EUR/GBP też jest relatywnie wysoko, w każdym razie 22 grudnia w minimach kreślono 0,8835, a teraz mamy 0,8880. Ostatecznie jednak wykres jest co prawda znacznie powyżej dołków z grudnia (gdzieś przy 0,8720), ale i dużo niżej niż w czasie listopadowych maksimów.

Reklama

Co dziś w programie? Nie aż tak wiele. W nocy pojawiły się dane z Japonii: produkcja przemysłowa wzrosła w listopadzie o 3,7 proc. r/r, a sprzedaż detaliczna o 2,2 proc. r/r i były to dobre dane. O 8:00 poznamy norweską sprzedaż w detalu bez samochodów za tenże listopad, o 14:30 saldo obrotów towarowych w USA, o 15:45 indeks Chicago PMI.

Nasz pieniądz

GBP/PLN rezyduje dość nisko, tak nisko w grudniu jeszcze nie był: 4,7185. Znaczy to, że złoty jest mocny, nie ulega to wątpliwości. Ale mocny jest i na innych parach. Na EUR/PLN widzimy 4,1910, co oznacza błądzenie w dolnym rewirze zakresu, który obowiązuje, w dość konsolidacyjny sposób, od końcówki listopada. Wyzwaniem jest zapewne poziom 4,18. Złoty stoi dobrze, mimo że euro jest mocne w relacji do dolara - znać w tym więc nie tyle zwyżkę zaufania do euro, ile raczej niepewność co do przyszłości waluty USA i polityki Fed, albo też włączenie w ceny tego wszystkiego, co jest już znane i potwierdzone (generalna polityka Fed na rok 2018, wdrażanie reformy podatkowej Trumpa itd.). W tej sytuacji nawet parcie eurodolara wzwyż, ku 1,21, nie musi jakoś wymownie zaszkodzić złotemu na euro-złotym, choć oczywiście z zupełnie innych przyczyn (realizacja zysków) może dojść do odbicia.

USD/PLN tak nisko nie był od bardzo dawna, w gruncie rzeczy przebiliśmy już dołki z listopada i widzimy 3,5125. Trwale w tych rejonach nie byliśmy od 2014 roku. O ile teraz nie zostanie wykonany odwrót, o tyle mamy szansę na zmianę cokolwiek rewolucyjną. Miernikiem jest eurodolar - i to, czy utrzyma kurs na północ.

Tomasz Witczak

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »