Reklama

Na EUR/PLN jednak tendencja wzrostowa?

Rankiem pojawiły się chińskie dane makroekonomiczne, przy czym przede wszystkim istotne były tu dwie pozycje: dynamika eksportu i dynamika importu. Eksport miał według prognoz spaść o 6,3 proc. r/r, po tym jak w sierpniu obniżył lot o 5,5 proc. Import miał się zmniejszyć o 15 proc. (w sierpniu było -13,8 proc.). Faktyczne rezultaty dla obu wielkości to odpowiednio -3,7 proc. r/r oraz -20,4 proc. r/r.

W eksporcie było więc lepiej niż zakładano, ale w imporcie - dramatycznie. Widać więc, że Chiny sprowadzają mniej surowców i innych rzeczy z zagranicy, a to źle świadczy o gospodarce Państwa środka i źle będzie oddziaływać na ceny ropy czy miedzi. W sensie pro-spadkowym.

Reklama

Eurodolar usytuował się dziś, jeśli chodzi o dotychczasowe maksima, nieco wyżej niż wczoraj i przedwczoraj - i tym razem przekroczył już linię 1,14. Może to jednak okazać się dość mocny opór, na razie zresztą schodzimy niżej, do 1,1370-80.

W Niemczech mizernie wypadł kolejny odczyt makro - po zamówieniach w przemyśle, produkcji przemysłowej czy imporcie i eksporcie. Tym razem indeks ZEW wyniósł 1,9 pkt, choć zakładano, że spadnie - ale z 12,1 pkt do 6 pkt. Można podejrzewać, że osłabiło to euro, choć z drugiej strony atmosfera na rynkach jest taka, że nierzadko wszelkie słabe dane - skądkolwiek - służą raczej podbijaniu eurodolara w imię uciekania od wizji wyższych stóp w USA.

James Bullard z Fed powiedział dziś, że Rezerwa powinna zacząć stopniowo podnosić stopy, choć polityka dalej powinna pozostawać mocno akomodacyjna, co zabezpieczałoby gospodarkę USA przed ryzykami. Bullard będzie głosował w FOMC w roku 2016.

Na złotym

W połowie lipca, jak pamiętamy, EUR/PLN bardzo silnie skorygował swe notowania, ale dołki na 4,0960 pozwoliły - w połączeniu z minimum z 21 kwietnia - wytoczyć długą linię pro-wzrostową, czyli osłabiającą PLN. Do obrony tego poziomu doszło 21 i 22 września, gdy ceny zbliżały się już do 4,18. Trend wydawał się przegrany, ale przetrwał. Podobnie teraz: ostatnie dni sugerowały, że przychodzi czas zmian, ale strona grająca na rzecz mocniejszego euro desperacko próbuje powrócić do starej tendencji. Stąd dziś startowaliśmy ok. 4,22 i niżej, a szczyty to na razie więcej niż 4,24 - choć aktualnie mamy 4,2330.

Ów długotrwały trend jest coraz słabszy, to prawda, ale wciąż nie jest pewne, że to już jego ostatnie godziny czy nawet dni. W razie gorszych danych z Niemiec czy Chin - złoty może tracić. Chiny same w sobie nie są może tak dla nas istotne, ale pośrednio tak, z uwagi na Niemcy. Tak to opisywał ostatnio, o czym wspominaliśmy rano, wicepremier Piechociński. Z kolei szef resortu finansów Mateusz Szczurek podkreślał, że kurs PLN zależy głównie od EUR/USD - co jest prawdą, ale znowuż EUR/USD mocno reaguje na wydarzenia chińskie czy amerykańskie.

Na USD/PLN jesteśmy przy 3,72. Mimo dość wysokiego eurodolara osłabły trochę szanse na zejście poniżej 3,70, co teoretycznie mogłoby poprowadzić notowania nawet do 3,6780 czy 3,66. Można też zauważyć, że dołki z 15 maja, 24 sierpnia, 18 września i z wczoraj - są jednak coraz wyżej.

Tomasz Witczak

Dowiedz się więcej na temat: waluty | R.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »