Reklama

Napięcie nie opada

W czwartek w sprawie Grecji rozmawiać będą przedstawiciele Eurogrupy - rozmawiać między sobą i z Grekami. Mogłoby się wydawać, że nawet jeśli nic z tego nie wyjdzie, to będzie to jedynie kolejne spotkanie rzekomej "ostatniej szansy", po którym szans tych będzie jeszcze wiele, a rynek za każdym razem będzie bagatelizował ryzyko.

Mogłoby, ale jednak są pewne rysy na tym obrazie. Nie chodzi nawet o to, że problemy Grecji tak czy inaczej są autentyczne i poważne, ale też o fakt, że Grecy zapowiedzieli, iż nie zaproponują wierzycielom w czwartek żadnych nowych propozycji reform. Takie były jednoznaczne słowa ministra Warufakisa. W tej sytuacji Strefa Euro ogłosiła, że ma plan awaryjny, na wypadek, gdyby do kompromisu nie doszło i Grecja rzeczywiście zmierzałaby już ku jawnemu bankructwu. Plan ten, jak można się domyślać, zawiera m.in. kontrolę przepływu kapitału pomiędzy Grecją i resztą państw, co miałoby ograniczyć czy też uniemożliwić gwałtowny odpływ środków z Hellady. W piątek wierzyciele mieliby spotkać się, aby ustalić szczegóły przedsięwzięcia - przy założeniu, że czwartek nie przyniesie kompromisu. Nawiasem mówiąc, pojawiła się też pogłoska, że Grecja chciałaby opóźnić płatność dla MFW o niebagatelny okres 6 miesięcy...

Reklama

Poranne wybicie eurodolara nawet do 1,1330 wypada więc uznać za nietrafioną spekulację. Indeks ZEW z Niemiec mocno rozczarował, schodząc z 41,9 pkt nie do 37,1 pkt, ale do 31,5 pkt. Amerykański odczyt liczby pozwoleń na budowę domów za maj przebił prognozę, choć odczyt na temat rozpoczętych budów był słabszy od przewidywań i poprzedniego wyniku.

Ostatecznie to dolar dziś zyskał, przynajmniej na razie. Mamy kursy rzędu 1,1205 - 1,1225, jeśli chodzi o ostatnie minuty. Formalnie można powiedzieć, że trend zwyżkowy, biegnący od dołków 27 maja, jeszcze się utrzymuje, ale w istocie jest testowany. Nawet zejście tylko do 1,1160-65 będzie mocnym sygnałem, że euro traci szanse.

Środa i czwartek będą czasem wysokiego napięcia, bo z jednej strony nie jest do końca jasne, jaka będzie wymowa konferencji Janet Yellen, z drugiej zaś - co przyniesie czwartek. Owszem, możliwe jest, że rynek będzie chwilami, jeśli opisany wyżej trend się obroni, podbijał notowania euro dyskontując potencjalne porozumienie, ale mimo wszystko lepsza byłaby chyba postawa ostrożności, bo ewentualna przecena eurodolara przy negatywnym rozwiązaniu może być spora.

Na USD/PLN mamy 3,6930. Zgodnie z tym, co sugerowaliśmy, zbijanie notowań do 3,65 nie zostało zrealizowane, w istocie minima to 3,6745, cały czas obracamy się w strefie wsparcia. Złotemu grozi przecena w razie czy to jeszcze większego pogorszenia nastrojów greckich, czy jastrzębiej wymowy komunikatu Yellen.

Na EUR/PLN mamy 4,1420. Może wydawać się, że to oznaka jakichś głębszych pozytywnych zmian, w końcu byliśmy dziś grubo ponad dwa grosze wyżej. Problem w tym, że np. sam kiepski odczyt ZEW z Niemiec nie jest dobry dla Polski (jako gospodarki powiązanej z Niemcami), a umocnienie złotego po jego publikacji było po prostu przeniesieniem ruchu z eurodolara - euro się osłabiło, więc osłabiło się i do złotego. Takie ruchy nie naruszają jednak ani ogólnej tendencji zwyżkowej na parze, ani tym bardziej wrażliwości złotego na negatywne doniesienia z frontu greckiego. Także i tu wypada więc sądzić raczej, że obecne poziomy to okazje, a nie wstęp do wędrówki w kierunku np. 4,10. Teoretycznie jednak nawet zejście do 4,13 - 4,1330 lub 4,1230 mieściłoby się w obrębie trendu.

Tomasz Witczak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »