Reklama

Nasza waluta zyskała do euro i dolara

To, że wczoraj notowano na głównej parze wyjścia w rejon 1,1115-20 i nawet wyższe (zależnie od tego, na jaką platformę patrzymy oraz czy interesuje nas kurs bid, ask czy uśredniony) - mogło sugerować, iż względna siła dolara dopala się i zaczyna wygrywać euro.

Było to jednak złudzenie, zresztą już wczoraj po południu pisaliśmy o przedwczesnym ruchu. Dość powiedzieć, że dziś rano, ok. 6:30, lokujemy się przy 1,1060-65. Tymczasem nad ranem naszego czasu Loretta Mester z Fed pojawiła się w Australii na konferencji biznesowo-finansowej w Sydney. Opisała tam i podsumowała działalność Fed, ale odniosła się również do spraw bieżących. Jej zdaniem, czynniki fundamentalne wspierające rozwój gospodarczy USA pozostają mocne - a są to kwestie takie jak akomodacyjna polityka monetarna, rozwój rynku nieruchomości, ciągły postęp na rynku pracy oraz niskie ceny ropy. Mester zakłada, że bezrobocie w ciągu najbliższych dwóch lat będzie nieco poniżej 5 proc., a inflacja będzie stopniowo wracać do 2-procentowego celu Fed.

Reklama

Mester przyznała i przypomniała, że na czerwcowym posiedzeniu FOMC oczekiwania członków tego Komitetu co do przyszłości stóp procentowych spłaszczyły się, a warunku ekonomiczne pozwalają jedynie na bardzo stopniowe podwyższanie oprocentowania. Co więcej, momenty takich ewentualnych podwyżek jak zawsze będą zależeć od napływających danych makro. Z drugiej strony, Mester mimo wszystko jawi się jako dość jastrzębia - stwierdziła ona m.in., że jej wsparcie dla czerwcowej decyzji FOMC (czyli dla braku zmian) nie odzwierciedla jakiejś szczególnej zmiany w jej oglądzie spraw. Ścieżka stopniowych podwyżek powinna być kontynuowana (no cóż, na razie ta ścieżka ma tylko jeden krok, ten z grudnia 2015 - moglibyśmy cokolwiek złośliwie przypomnieć).

Mester była jednak przeciwna podwyżce w czerwcu z uwagi na niepewność związaną z brytyjskim referendum, którego wynik mógł zwiększyć (i jak wiemy - zwiększył) płynność i chaos na rynkach finansowych. Generalnie jednak, zdaniem Mester, jest jeszcze zbyt wcześnie na pełną ocenę całościowych skutków Brexitu.

Ogólnie rzecz biorąc, przemówienie Mester było może bardziej treściwe niż kilka ostatnich wystąpień członków FOMC, ale jak zwykle mieliśmy tu sporo wzajemnie znoszących się słów, zaś ewentualny jastrzębi przechył jest bardzo łagodny. Tym niemniej pozostaje faktem, że jeśli ktokolwiek w gronie większych banków centralnych ma podwyższać stopy, to jest to Fed. Stąd też dolar może utrzymywać, a okresami nawet zwiększać swą siłę, choć wędrówka do 1,05, do dolnych ograniczeń półtorarocznej konsolidacji - wydaje się wątpliwa, jeśli chodzi o kolejnych kilka miesięcy. Tym niemniej powrót do 1,16 jest równie mało prawdopodobny.

O 9:00 poznamy produkcję przemysłową Węgier za maj, a także bilans handlu zagranicznego Chin. O 11:00 podana będzie produkcja przemysłowa Strefy Euro za maj, zaś o 14:30 dynamika cen importu i eksportu w USA. O 15:00 wypowie się R. Kaplan z Fed w Dallas, zaś o 16:00 Bank Kanady określi stopy procentowe. O 16:30 poznamy raport tegoż banku na temat polityki monetarnej, o 17:15 zacznie się jego konferencja prasowa. O 20:00 czas na Beżową Księgę - ważny raport gospodarczy Fed.

Podano właśnie dane o majowej produkcji przemysłowej w Japonii. Są dość słabe: -2,6 proc. m/m (liczono na -2,3 proc.) oraz -0,4 proc. r/r (miało być -0,1 proc.). Nikkei 225 wciąż jednak jest na plusie.

Złoty - silniejszy, ale tylko trochę

W nocy na EUR/PLN można było chwytać poziomy rzędu 4,3950 - a teraz mamy 4,40. Jasne, to większa siła złotego niż przy maksimach z ostatnich dni, bo te lokowały się ponad 3 grosze wyżej, ale oczywiście jakiegoś wielkiego przełomu nie ma.

Analogicznie na USD/PLN jesteśmy przy 3,9760, a były i nieco niższe wartości. Rejon 3,97 - 3,9720 można uznać za lokalne wsparcie, niżej mamy 3,9360-70 z przełomu czerwca i lipca.

Tymczasem jutro mamy posiedzenie Banku Anglii, z czym niektórzy wiążą pewne nadzieje - takie mianowicie, że w obliczu Brexitu ów bank poluzuje politykę monetarną, na czym mógłby zyskać złoty i inne waluty wschodzące. Mogłoby to nam pomóc do euro, ale i do funta, jakkolwiek na GBP/PLN od paru dni rozwija się mocne odbicie. Okolica 5,15 okazała się silnym wsparciem, już jesteśmy przy 5,2880, a było i 5,30. Być może 5,30 wystąpi jako opór, a jego siła będzie zależeć właśnie od jutrzejszego posiedzenia BoE.

Tomasz Witczak

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »