Reklama

NBP nie rezygnuje

Dzisiejsza sesja europejska nie przynosiła dużych zmian na rynku eurodolara. Po nocnym spadku byki próbowały redukować straty, lecz kiepski klimat inwestycyjny nie sprzyjał większym ruchom. Każde silniejsze wybicie szybko było kontrowane przez podaż. Niewiele zmienił końcowy odczyt indeksu PMI dla strefy euro.

Wyniósł on 48,5 pkt, czyli o 0,1 pkt więcej niż oczekiwano. Jednak to nadal odczyt poniżej bariery 50 pkt oddzielających rozwój od recesji. Poza tą publikacją inwestorom brakowało impulsów, które mogłyby złagodzić nieco napiętą sytuację wokół kryzysu zadłużenia. Przytłaczająca wizja bankructwa Grecji powstrzymywała dziś uczestników rynku przed większą aktywnością. Dodatkowo informacja o zmniejszeniu w minionym tygodniu aktywności EBC na rynku obligacji krajów PIIGS poskutkował ustanowieniem przez eurodolara nowym minimum.

Reklama

Sytuacja nie poprawiła się także po tym jak do handlu dołączyli inwestorzy zza oceanu. Od początku indeksy z Wall Street przybrały czerwony kolor, co osłabiło byki z rynku głównej pary. Sytuacja zmieniła się dopiero po publikacji lepszych od prognoz danych na temat aktywności amerykańskiego przemysłu. Poprzez to w miarę upływu czasu do łask inwestorów wracały bardziej ryzykowne aktywa, w tym i waluty.

Bank centralny broni złotego

Początek dzisiejszych notowań nie był najlepszy dla rodzimej waluty. Utrzymująca się wysoka niepewność rynkowa wynikająca z obaw o przyszłość Grecji i innych zadłużonych krajów nie sprzyjała ryzykownym aktywom. Poprzez to pary złotowe oscylowały w ciągu przedpołudnia na wyższych poziomach. Pomógł im w tym także słabszy od oczekiwań odczyt indeksu aktywności w polskim sektorze przemysłowym. Sprzedających rodzimą walutę ograniczały dziś jednak dwa czynniki.

Po pierwsze próby byków wyciągania eurodolara z dołka oraz perspektywa interwencji Narodowego Banku Polskiego. Ten pierwszy element nie odniósł dziś wielkiego sukcesu. Tego samego jednak nie można powiedzieć o drugim, bowiem około godziny 14:00 NBP po raz kolejny interweniował na rynku walutowym sprzedając euro. Ta informacja wywołał natychmiastową reakcję na krajowym rynku.

Kurs pary EUR/PLN spadł do poziomu 4.3750, natomiast pary USD/PLN do 3,2850. Po tak silnym spadku nastąpiło odreagowanie. Nie trwało ono jednak zbyt dugo i pod koniec handlu na Starym Kontynencie wspierany dobrymi danych z USA złoty znów zwiększał swoją siłę. O godzinie 16:15 za jedno euro płacono 4,3870 zł, a za dolara 3,2880 zł.

Michał Mąkosa

Dowiedz się więcej na temat: waluty | NBP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »