Reklama

Niemcy rozczarowały

Dzisiejsza sesja na parze EUR/USD przebiegała dość burzliwie, raz inicjatywę przejmowały byki, raz niedźwiedzie. Obecnie przewodzi strona podażowa, a kurs eurodolara oscyluje na poziomie 1,2683.

Tak jak w poprzednich dniach, w centrum uwagi rynków pozostaje Grecja. Wczoraj na spotkaniu ministrów finansów Strefy Euro, zgodnie z prognozą nie podjęto decyzji o wypłacie kolejnej transzy pomocy dla tego kraju. W piątek rząd w Atenach musi wykupić swój dług za 5 mld euro.

Dziś Grecja i Włochy sprzedawały swoje papiery dłużne. Grecja zaoferowała swoje za łączną wartość 4,0625 mld EUR, w tym 4-tygodniowe bony o wartości 2,7625 mld EUR (które osiągnęły rentowność 3,95 proc.) oraz 13-tygodniowe bony o wartości 1,3 mld EUR (rentowność 4,2 proc.). Natomiast rząd w Rzymie sprzedał 12-miesięczne bony o wartości 6,5 mld EUR (rentowność 1,762 proc.). Na pierwszy rzut oka wydają się to pozytywne doniesienia, lecz niestety w gruncie rzeczy są to złe informacje, gdyż potwierdzają tylko potrzeby finansowe obu państw, również kwestią czasu pozostaje, kiedy Grecja otrzyma kolejną transzę pomocy.

Reklama

Dziś kiepska informacja dobiegła do nas również z Niemiec. Indeks instytutu ZEW, który obrazuje nastroje wśród analityków i inwestorów w odniesieniu do sytuacji gospodarczej w Niemczech, wyniósł -15,7 pkt., co jest wartością gorszą od prognozowanej -9,8 pkt. Wszystkie te czynniki nie sprzyjają klimatowi inwestowania w bardziej ryzykowne waluty jak EUR czy PLN, co w takiej sytuacji naturalnie powinno wspierać notowania USD.

Lekkie odreagowanie na koniec

Złoty pozostaje pod dużą presją podażową, zarówno na parze EUR/PLN jak i USD/PLN pozostaje w trendzie wzrostowym. Jednak od około dwóch godzin nasza waluta próbuje odrabiać straty. Obecnie kurs euro wynosi 4,1739, natomiast dolar wyceniany jest na 3,2860.

Trzeba jednak zauważyć, że przecena złotego na razie nieco spowolniła, być może rysuje się nawet lekka korekta. Duże znaczenie dla postrzegania polskiej waluty przez inwestorów jako atrakcyjną będą miały jutrzejsze dane z Polski, a mianowicie indeks cen towarów i usług konsumpcyjnych. Od jego poziomu w dużej mierze zależy przyszła polityka RPP w kwestii dalszego luzowania polityki pieniężnej. Naturalne jest, że niska inflacja zachęca banki centralne do obniżania stóp, natomiast wysoka powoduje nastawienie na bardziej jastrzębią politykę.

Michał Palenciuk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »