Reklama

Niepokojące dane z Europy

Dzisiejsze europejskie notowania eurodolara można podzielić na trzy części: porannej nerwowości, południowego uspokojenia i popołudniowego odbicia. W pierwszej z nich czynnikiem determinującym wzrost awersji do ryzyka i rozchwianie nastrojów były dane makroekonomiczne.

Pogorszenie nastrojów, lecz nie do końca

Reklama

Inwestorzy od początku tygodnia oczekiwali na dzisiejsze wstępne odczyty indeksu PMI dla Strefy Euro jak i dla poszczególnych krajów. W stosunku do poprzedniego okresu oczekiwano nieco lepszych wyników. W rzeczywistości odczyty okazały się rozczarowujące. Widoczne to było zwłaszcza w przypadku danych z Niemiec, gdzie indeks dla sektora przemysłowego wyniósł 45,7 pkt., przy oczekiwanych 48 pkt. Nie zachwycił również odczyty indeksu instytutu IFO, który osiągnął poziom 100 pkt., co oznaczało wynik najniższy o 2,5 roku. W konsekwencji pogorszył się klimat inwestycyjny i sprzedającym wspólną walutę zyskali dużą przewagę. Kurs pary EUR/USD zredukował podejście pod poziom 1,30, które miało miejsce jeszcze przed otwarciem handlu w Europie i zanurkował do poziomu 1,2925. Tam też w miarę zbliżania się do połowy sesji nastąpiło czasowe ustabilizowanie się nastrojów. Chwila wytchnienia pozwoliła bykom na podjęcie próby skontrowania porannych spadków. Początkowe próby nie były jednak obiecujące. Kupującym brakowało bowiem impulsów aprecjacyjnych. Wystąpienie szefa EBC w niemieckich Bundestagu nie stanowiło odpowiedniej zachęty. Opublikowane w tym czasie dane kwartalne amerykańskich spółek również miały ograniczony wpływ na rynek eurodolara. Więcej aktywności pojawiło się dopiero po ogłoszeniu przez ministra finansów Grecji, że jego kraj otrzymał dodatkowy czas na osiągniecie celów fiskalnych. To w połączeniu ze zbliżającymi się danymi z USA stało się pretekstem do dalszych wzrostów. Notowania powróciły ponad wartość 1,2950 i ruszyły w stronę oporu na 1,30. Wstępny wynik indeksu PMI dla przemysłu amerykańskiego okazał się lepszy od wyniku sprzed miesiąca. Był jednak nieco gorszy od prognoz. Dane zostały potraktowane neutralnie, co w efekcie przysłużyło się kupującym, nie byli oni jednak w stanie bardziej rozbudować ruchu eurodolara na północ i w końcówce sesji cena euro wyniosła 1,2970 dolara.

Nowe szczyty na krajowym rynku

Pierwsze takty dzisiejszej sesji europejskiej przebiegały pod znakiem odrabiania strat przez pary złotowe. Nocne wzrosty na eurodolarze pomogły rodzimej walucie zmniejszyć skalę wtorkowej deprecjacji. W efekcie na starcie handlu kurs pary USD/PLN kształtował się na poziomie 3,1750, natomiast cena euro wynosiła 4,1250 zł. Sytuacja zmieniła się po opublikowaniu danych ze Strefy Euro oraz Niemiec. Inwestorów z krajowego rynku w szczególności interesowały wyniki zachodniego sąsiada Polski. Słabszy indeks PMI dla sektora usługowego i przemysłowego oraz spadek indeksu instytutu IFO zaowocowało wzrostem obaw o kondycję największego partnera handlowego. W efekcie złoty stracił mocno na wartości. Kurs USD/PLN w krótkim czasie przebił wtorkowe szczyty i osiągnął poziom 3,2080. W tym samym czasie koszt zakupu euro podskoczył do 4,14 zł. Po przedpołudniowej fali przeceny sytuacja nieco się uspokoiła. Rodzima waluta korzystając z chwili odreagowania na eurodolarze zaczęła odrabiać poniesione straty. Ruch na południe nie trwał jednak długo. Presja podażowa na rodzimą walutę szybko doprowadziła do ponownych wzrostów. Rodzimej walucie nie pomagały popołudniowe wzrosty na głównej parze ani dane z USA. W końcówce sesji cena euro zlizała się do poziomu 4,15 zł.

Michał Mąkosa

FMC Management

Dowiedz się więcej na temat: deta | danie | Dana | europ

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »