Reklama

Oczywisty temat

...czyli tak naprawdę wciąż nie do końca wiadomo, co. Innymi słowy - jak się skończy cała ta sytuacja. Są jednak pewne tropy i poszlaki. Przede wszystkim wyjście Grecji ze strefy euro staje się coraz bardziej prawdopodobne. Premier Cipras pokazał, że społeczeństwo obdarza go dość dużym zaufaniem (20-procentowa przewaga rzeczników opcji "nie" w referendum) - ale to powoduje, że tym bardziej nie może teraz ustępować w negocjacjach.

Nie zmienia to jednak faktu, że ma przedstawić wkrótce nowe propozycje. Co więcej, z resortu finansów Grecji wystąpił dotychczasowy jego szef - Waroufakis. Zrobił to jednak z pewnego rodzaju dumą, podkreślając, że czyni tak tylko z uwagi na kuluarowe wieści, iżby jego obecność była niemile widziana przez kredytodawców.

Reklama

W Grecji w dalszym ciągu zamknięte są banki. Wydaje się, że na razie tamtejszy rząd może jeszcze w miarę bezpiecznie polegać na ogólnych nastrojach, które bardziej niż przeciw niemu wymierzone są przeciwko zachodnim wierzycielom. Mało tego, Cipras miał dziś, jak donoszą media, rozmawiać z prezydentem Rosji, Putinem.

Prawdopodobnie Rosja będzie zainteresowana greckimi aktywami w przypadku ich prywatyzacji, choć nie zainwestuje w dług. Dla Greków jest to pewne wyjście - można też mniemać, że także społeczeństwo z większą sympatią przyjmie interesy Rosjan niż prywatyzację na rzecz Niemców i innych inwestorów zachodnich.

Na EUR/USD dzień zaczął się nisko, przy 1,10. Później, podobnie jak tydzień temu, nastąpiła korekta, ale nie wzbiła się ona powyżej 1,11. Co więcej, po południu mamy znów niższe poziomy, rzędu 1,1030 - 50. Dodajmy, że odczyty PMI i ISM dla usług w USA wpisały się w prognozy.

Co wydaje się być najbardziej prawdopodobne? Chyba to, że Grecja niejako wymusi korzystne dla siebie ustępstwa na Zachodzie. Dlaczego? Dlatego, że sytuacja, w której to Grecja kapituluje, mogłaby doprowadzić do zbyt dużego politycznego wrzenia na ulicach w tym kraju, na co rząd Syrizy nie może sobie pozwolić. Ba, nawet i dla Zachodu niekoniecznie byłoby to korzystne.

Z drugiej strony, wyjście kraju ze strefy nie ma za bardzo podstaw prawnych, wydaje się, że w takiej sytuacji państwo będzie musiało opuścić po prostu UE - a to już znacznie bardziej problematyczna sytuacja. Tym niemniej, także scenariuszu wyjścia nie można wykluczyć.

Najbliższe dni będą jednak zapewne pełne napięcia, eurodolar powinien oscylować pomiędzy 1,10 a 1,12, zaś bardziej klarowne informacje negatywne mogą nawet powoli pchać go ku 1,08.

Co ze złotym?

Choć USD/PLN wystartował mniej więcej z takich poziomów jak tydzień temu, to jednak korekta nie była już tak silna - nie było mowy o okolicach 3,72, notowano najwyżej wartości niewiele ponad 3,78. Co więcej, w kolejnych godzinach kursy zaczęły wracać na północ, ku 3,81. Widać, że to nie żarty, jeśli chodzi o Grecję - napięcie jest duże. Powoli przebija się to nawet na stabilny dotąd wykres EUR/PLN, gdzie notujemy 4,2070, a bywały i wyższe poziomy. Okolice 4,22 i następnie 4,25 można uznać za opory.

Tomasz Witczak

Dowiedz się więcej na temat: ze | waluty | tym

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »