Reklama

Od dziś rusza publikacja danych makro

Poniedziałek na rynku głównej pary walutowej przebiegał relatywnie spokojnie, głównie z powodu braku publikacji istotnych informacji makroekonomicznych oraz wolnego od pracy dnia w USA (Dzień Prezydenta).

W rezultacie kurs EUR/USD po otwarciu w okolicach 1,335 praktycznie przez całą sesję europejską oscylował wokół tego poziomu. Wspólna waluta nadal pozostaje pod wpływem ubiegłotygodniowej publikacji gorszych od prognoz danych o wzroście gospodarczym w Europie. Pojawiające się obawy o kondycję europejskiej gospodarki powodują, że na rynek co pewien czas powraca temat możliwych cięć stóp przez EBC, dodatkowo nasilając presję na euro. W słowach europejskiej finansjery nie wyczuwa się jednak obaw. Zdaniem niemieckiego członka ECB, J.Weidmanna, największa europejska gospodarka powinna odnotować wyraźne odbicie w I kwartale 2013r., po słabej końcówce ub. roku. Optymistą jest też J.Asmussen, którego zdaniem sytuacja w strefie euro jest obecnie lepsza, niż jeszcze 12 miesięcy temu. Rynek nie reaguje jednak na te optymistyczne słowa. Podejmowane wczoraj próby wzrostowego odbicia nie zdołały nawet doprowadzić do testu oporu na 1,34 USD.

Reklama

Po południu chwilowo wspólną walutę osłabił prezes EBC. W wystąpieniu przed komisją ds. gospodarczych i walutowych Parlamentu Europejskiego, choć praktycznie nie powiedział nic czego byśmy już nie wiedzieli, to jednak ponownie zwrócił uwagę, iż kurs wymiany euro nie jest celem polityki EBC, ale jest ważny dla wzrostu i stabilności i "(...) powinien odzwierciedlać fundamenty". M.Draghi podkreślił przy tym, że nominalny i realny kurs wymiany euro jest "zasadniczo zgodny z długookresową średnią", ale aprecjacja wspólnej waluty będzie stwarzać "ryzyko spadku" inflacji. W kontekście ostatnich słabych danych nt. PKB w IV kwartale M.Draghi powiedział jedynie, że początek roku będzie dla regionu słaby, ale później w ciągu kolejnych miesięcy powinno nastąpić stopniowe ożywienie, choć wciąż istnieją zagrożenia dla wzrostu gospodarczego. Zniżki wspólnej waluty były jednak ograniczone (kurs EUR/USD wsparł się na 1,3305), bowiem inwestorzy wciąż są skłonni kupować euro na spadkach, przede wszystkim za japońskiego jena, po tym jak weekendowy szczyt grupy G20 wbrew oczekiwaniom części uczestników rynku nie skrytykował otwarcie Japonii za "manipulowanie" kursem walutowym poprzez zbyt silne ingerowanie w jego notowania. W komunikacie grupa podtrzymała jedynie wcześniejsze deklaracje powstrzymania się od konkurencyjnej dewaluacji walut oraz protekcjonizmu. Co więcej, również w opinii MFW "nie ma wojny walutowej, jest tylko niepokój". Japonia, która dotychczas znajdowała się w ogniu krytyki może zatem odetchnąć z ulgą. Trend osłabienia jena pozostaje więc bez zmian. W poniedziałek kursy EUR/JPY i USD/JPY utrzymywały się w okolicach swoich wielomiesięcznych maksimów.

We wtorek przed południem poznamy dane dotyczące indeksu ZEW w Niemczech, który ostatnio pozytywnie zaskoczył poprawiając rynkowe nastroje. Tym razem tak już nie musi być, choć mediana prognoz wskazuje na wzrost do poziomu 35 pkt z 31,5 pkt. Uwaga rynku skupi się też na czwartkowej publikacji wstępnych odczytów indeksów PMI dla europejskich sektorów usług i przemysłu oraz piątkowej publikacji szczegółów dotyczących PKB za IV kwartał (spadek o 0,6% kw/kw) i indeksu Ifo dla Niemiec. Analiza tych informacji pozwoli jeszcze dokładniej ocenić, czy silne euro rzeczywiście niekorzystnie wpływa na gospodarkę Eurolandu i w jakiej jest ona obecnie kondycji. Nadal jednak nie oczekujemy, by doszło do istotnej aprecjacji euro/dolara w najbliższych dniach.

Niewiele podczas poniedziałkowej sesji wydarzyło się również na krajowym rynku walutowym. W oczekiwaniu na kolejne publikacje GUS złoty lekko umacniał się do euro wobec piątkowego zamknięcia. Skala spadku kursu EUR/PLN była jednak symboliczna, bowiem waluta nasza wciąż pozostawała pod wpływem danych o inflacji, które podgrzały oczekiwania na redukcje stóp procentowych. Para EUR/PLN trzymała się więc okolic 4,18-4,195 zaś USD/PLN 3,13-3,15.

GUS podał, że w styczniu 2013 roku przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 0,4% r/r (do 3680 PLN), zaś wobec grudnia 2012 roku zmniejszyło się o 10,5%. Analitycy ankietowani przez Agencję Thomson Reuters oczekiwali wzrostu o 0,95% r/r. GUS poinformował także, że w styczniu przeciętne zatrudnienie spadło o 0,8% (do 5,5 miliona osób). W skali miesiąca wzrosło natomiast o 0,6%. W tym przypadku ekonomiści zakładali, że zatrudnienie spadło o 0,9% r/r.

Poniedziałkowe publikacje pozostały jednak bez większego wpływu na rynek, choć potwierdziły osłabianie się polskiej gospodarki i w ocenie niektórych ekonomistów wspierają prognozy mówiące, że PKB w I kwartale może być ujemny.

Teraz uwaga graczy koncentruje się przede wszystkim na dzisiejszych danych o produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej za styczeń. W opinii większości uczestników rynku mogą one przesądzić o marcowej decyzji RPP, a potem najprawdopodobniej RPP przejdzie w tryb "poczekamy, zobaczymy".

Joanna Bachert

Niniejszy materiał ma charakter wyłącznie informacyjny oraz nie stanowi oferty w rozumieniu ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks Cywilny. Informacje zawarte w niniejszym materiale nie mogą być traktowane, jako propozycja nabycia jakichkolwiek instrumentów finansowych, usługa doradztwa inwestycyjnego, podatkowego lub jako forma świadczenia pomocy prawnej. PKO BP SA dołożył wszelkich starań, aby zamieszczone w niniejszym materiale informacje były rzetelne oraz oparte na wiarygodnych źródłach. PKO BP SA nie ponosi odpowiedzialności za skutki decyzji podjętych na podstawie informacji zawartych w niniejszym materiale.

Dowiedz się więcej na temat: dziś

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »