Reklama

Ograniczenie wydobycia ropy do 32.5 mln baryłek dziennie może być niewystarczające

Na zakończenie trwającego od poniedziałku Międzynarodowego Forum Energii w Algierii, nieoczekiwanie, podczas nieformalnego spotkania producenci ropy zrzeszeni w ramach kartelu OPEC osiągnęli porozumienie i zapowiedzieli ograniczenie dziennego wydobycia do poziomu 32.5-33.0 mln baryłek dziennie. Szczegóły porozumienia mają być przedstawione dopiero podczas formalnego spotkania 30 listopada, a czas do tego momentu ma być poświęcony na wypracowanie dokładnych ustaleń.

Wszystko wskazuje na to, że przez najbliższe tygodnie kraje te wydobywać będą maksymalne możliwe ilości. Dodatkowy czas jest potrzebny do tego, aby Iran, Nigeria czy Libia zdołały odbudować swoje wydobycie. Zmniejszenie produkcji najprawdopodobniej odbędzie się kosztem Arabii Saudyjskiej, która wydobywa rekordowe ilości ropy i zadeklarowała już możliwość ograniczenia produkcji. Warto jednak dodać, że kartel w sierpniu wydobywał 33.7 miliona baryłek, zatem ograniczenie o ok. 1 mln baryłek dziennie może okazać się niewystarczające do ograniczenia ogromnej nadpodaży na rynku i doprowadzenia do trwałego wzrostu notowań ropy naftowej.

Reklama

Tak więc wczorajsza euforyczna reakcja rynku wydaje się nieco przesadzona. Choć producenci ropy poczynili pewien krok w rozmowach to jednak, główny problem jakim jest nadpodaż surowca i stłumiony popyt pozostaje nierozwiązany.

Nieoczekiwane porozumienie krajów OPEC rynek akcyjny odebrał z dużym entuzjazmem. Po ok. 0.5 proc. wzrostach na Wall Strett w dniu wczorajszym, notowania kontraktów terminowych kontynuują zwyżki. Wydaje się, że do czasu kolejnej debaty prezydenckiej w USA dobre nastoje powinny być utrzymane, a atak amerykańskich indeksów na historyczne szczyty w dalszym ciągu jest możliwy, szczególnie, że po doniesieniach o możliwych działaniach naprawczych dla niemieckiego Deutsche Banku zelżały nieco obawy o potencjalną niewypłacalność. W ekstremalnej sytuacji pomocy bankowi miałby udzielić tamtejszy rząd.

Na rynku walutowym również mamy do czynienia ze spadkiem awersji do ryzyka. Najmocniej przecenianą z głównych walut jest uważany za bezpieczną przystań japoński jen, który traci dziś wobec dolara amerykańskiego prawie 1 proc., a notowania USDJPY podeszły pod poziom 102, gdzie przebiega dziesięciomiesięczna linia trendu spadkowego. Uwzględniając umiarkowane luzowanie polityki pieniężnej przez Bank Japonii wydaje się, że trend ten będzie w najbliższych tygodniach kontynuowany.

Przedstawiona w dniu wczorajszym rekonstrukcja rządu i dymisja Pawła Szałamachy, może w średnim horyzoncie być negatywnie odbierana przez rynki. Choć cała władza gospodarcza jest w tym momencie skupiona w rękach Mateusza Morawieckiego, to jednak jego bezpośredni nadzór nad Ministerstwem Rozwoju oraz Finansów, może oznaczać, że obecnym priorytetem rządu są działania rozwojowe, a utrzymanie finansów publicznych w ryzach zeszło na drugi plan.

Rafał Sadoch

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »