Reklama

Pan dolar oddaje część z tego, co zarobił

W gruncie rzeczy obecne poziomy eurodolara - a to jest ok. 1,2295 - 1,23 - nie są dużo wyższe niż np. maksima z czwartku i piątku. Ale są wyraźnie wyższe od minimów, które wtedy przebiegały w okolicach 1,2215.

Tak więc jeśli patrzeć na to w ten sposób, to dolar oddaje część z tego, co zarobił. To po prostu korekta, realizacja zysków i ochłonięcie, choć oczywiście fundamenty mogą mieć pewien wpływ. Z drugiej strony, wartości dolara nie podniosła, a przecież w teorii powinna, wypowiedź Micka Mulvaneya, szefa komórki Białego Domu zajmującej się budżetem państwa, o tym, iż większy deficyt może podwyższyć stopy procentowe.

Spoza eurodolara można przytoczyć słowa Andy Haldane'a, głównego ekonomisty Banku Anglii, którego zdaniem nie ma obecnie pośpiechu w kwestii podnoszenia stóp. To jakby złagodzenie wpływu ostatniego posiedzenia BoE, które zostało odebrane jako jastrzębie, bo była tam mowa o tym, iż zacieśnianie polityki może się okazać szybsze i ostrzejsze niż dotąd się spodziewano na rynku. Cóż, GBP/EUR jest teraz przy 1,1270 - znacznie niżej niż w piątek rano, gdy kreślono nawet 1,1390, ale ta obniżka nastąpiła właśnie w piątek po 10:30 i po południu, na fali słabych danych o brytyjskiej produkcji przemysłowej.

Reklama

Dziś w programie nie ma zbyt wielu ciekawych danych. Miłośnicy egzotyki, śledzący różne oblicza światowej gospodarki, mogą o 13:00 poznać styczniową inflację CPI i grudniową produkcję przemysłową w Indiach. O 20:00 mamy z kolei dane o budżecie USA za styczeń. A co w kolejnych dniach?

Wtorek to m.in. polski bilans płatniczy, w środę mamy w programie PKB Japonii i wielu innych państw, jak Niemcy, Rumunia, Polska, Włochy czy Węgry. Poznamy wtedy też PKB (i produkcję przemysłową) Strefy Euro, a poza tym amerykańską sprzedaż detaliczną. W czwartek harmonogram zakłada m.in. produkcję przemysłową w Japonii i USA tudzież amerykańskie indeksy Philadelphia Fed i NY Empire State. W piątek ważne wątki to brytyjska sprzedaż detaliczna, polskie zatrudnienie i wynagrodzenie oraz indeks Uniwersytetu Michigan w USA.

Na złotym sprawy mają się...

...tak: EUR/PLN jest przy 4,18, a nawet nieco niżej, USD/PLN notuje 3,4015, zaś na funcie widzimy 4,7120. Złoty odzyskuje po uprzednim osłabieniu, na funcie jest to stymulowane także i tym, że w piątek rozczarowała brytyjska produkcja przemysłowa.

Ogólnie jednak nie sądzimy, by miał nas czekać, zwłaszcza na parach powiązanych z eurodolarem, czas wzmocnienia PLN. Przeciwnie, zdaje się raczej, że wkraczamy w dłuższą fazę osłabiania polskiej waluty. Nie jest pewne, czy potwierdzą się długoterminowe, wieloletnie tendencje wzrostowe (taką widać było zwłaszcza na USD/PLN, przez minima z lat 2011 i 2014) - być może nie w ścisłej formie. Tym niemniej parę rzeczy długofalowo jest przeciw PLN: to, że część graczy może zrealizować zyski z procesu aprecjacji trwającego przez cały rok 2017; to, że Fed i EBC mimo wszystko, z wszelkimi ograniczeniami, ale jednak zacieśniają politykę; to, że RPP jest łagodna i nie myśli o podwyżkach stóp; to wreszcie, że na eurodolarze zdaje się potwierdzać 10-letnia linia spadkowa. Sądzimy jednak, że ostatecznie rozstrzygnie się to w ciągu kilku tygodni, może nawet 2 miesięcy. Na razie to jedynie poszlaki - choć całkiem sensowne.

Tomasz Witczak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »