Reklama

Pięć ciekawych dni za nami

Ten tydzień (roboczy) kończy się na eurodolarze w okolicach 1,1420 - chyba że późny wieczór i noc przyniosą jeszcze jakieś zaskoczenia. Polska była wyłączona z gry we wtorek, tj. 3 maja, a to właśnie wtedy można było kupować dolary po 3,77 zł (przez moment), zaś główna para walutowa przekraczała chwilami linię 1,16.

Czy były ku temu jakieś przyczyny? Poniekąd tak - np. w poniedziałek indeksy PMI dla przemysłu Niemiec i Strefy Euro wypadły w miarę nieźle, podczas gdy w USA rozczarował indeks ISM dla tego samego sektora - zanotowano 50,8 pkt przy prognozie 51,5 pkt (a PMI wpisał się w założenia, więc nie mógł niczym pozytywnie zaskoczyć).

Z drugiej strony, już dawno temu twierdziliśmy, że tak naprawdę wzrosty eurodolara powinny być mocno ograniczone, jako że ostatecznie to właśnie EBC prowadzi teraz luźniejszą politykę niż Fed. Co prawda Fed zdaje się wzdragać przed podwyżkami stóp jak tylko może, ale jednak temat jakoś wisi w powietrzu, inaczej niż w EBC. Voila, wtorkowe wychylenie w górę przerodziło się finalnie w świecę typu odwrócony młot, a kolejne dni przyniosły powrót do 1,14. W tym korekcyjnym procesie nieszczególnie przeszkodziły takie akcenty jak słaby raport ADP na temat nowych miejsc pracy (156 tys. przy prognozie 195 tys.) czy nieco gorszy od prognoz PMI dla usług (ale ISM dla tego sektora przebił przewidywania).

Reklama

Tak naprawdę rynki czekały na piątek, czyli na payrollsy - dane z rynku pracy Stanów (te oficjalne, rządowe, w przeciwieństwie do prywatnego ADP). No i się doczekały - stopa bezrobocia nie wzrosła (pozostała na poziomie 5 proc.), poza rolnictwem przybyło jednak tylko 160 tys. nowych miejsc pracy, a w sektorze prywatnym 171 tys. Oba wyniki były wyraźnie gorsze od prognoz, które zresztą cokolwiek się zdezaktualizowały, bo obniżono wyniki marcowe. Płaca godzinowa wykazała zgodnie z prognozą dynamikę 0,3 proc. m/m. Wyglądać mogłoby to na utrzymanie dynamiki marcowej - ale tę zrewidowano do 0,2 proc.

W efekcie eurodolar trochę się osłabił i kwestia przebijania okolicy 1,1390 - 1,14 została na razie wstrzymana, niemniej osłabienie nie było dramatyczne. Trzeba jednak pamiętać, że w największej ogólności eurodolar idzie w górę już od początku grudnia 2015 - i choć trudno jest wyznaczyć proste linie po dołkach, to jednak mamy pewną tendencję. Owszem, od góry jest ona ograniczana przy 1,15 - 1,16, co sugeruje, że powoli trend się dopala, niemniej może się jeszcze tymczasowo dać we znaki. Będzie to też zależeć od wypowiedzi członków Fed, choć tak czy inaczej w czerwcu raczej mało kto spodziewa się zacieśnienia polityki przez FOMC.

Od początku kwietnia na USD/PLN mamy trend wzrostowy. Początkowo mógł się on wydawać jedynie fazą korekty w trendzie spadkowym, idącym od końcówki stycznia, ale po 20 kwietnia sytuacja stała się klarowna.

W tym tygodniu ów trend został bardzo silnie przetestowany, jako że 3 maja notowano zejścia nawet poniżej 3,77. O ile na EUR/USD uformował się odwrócony młot z czarnym korpusem, o tyle tutaj zwykły, z białym - w efekcie czego kilkudniowy klimat umocnienia złotego odwrócił się i ogólna, ponad miesięczna tendencja została potwierdzona.

Ba, wczoraj złoty został wręcz dobity, jako że osłabił się o kilka groszy i obserwowano szczyty rzędu 3,8850 (a dziś nawet wyższe). Słabe dane z USA (dzisiejsze) może i trochę pomogły, ale nie ma co przesadzać z ich efektem. "Piąteczek" jest mało relaksacyjny dla tych, którzy akurat musieli kupować dolary (chyba że kupowali pod kątem spekulacji na okoliczność dalszych wzrostów). Mamy teraz ok. 3,8780.

EUR/PLN jest przy 4,43 - widać tu mocne próby pokonania kilkunastodniowej konsolidacji, której dolne ograniczenie to ok. 4,3680.

Złoty traci po części z powodu przełożeń z głównej pary, a po części z powodu innych czynników. Rentowność obligacji 10-letnich systematycznie rośnie niemal od początku kwietnia, 13 maja agencja Moody's być może obniży rating Polski, napięcie polityczne w kraju nie zelżało, a poza tym traciły też ostatnio także inne waluty tzw. emerging markets - np. lira z Turcji czy rand z RPA.

RPP nie zmieniła stóp procentowych, a Marek Belka (była to dlań przedostatnia konferencja RPP, podczas której jest prezesem NBP) ogłosił, że NBP rozważa możliwość dokonania interwencji na rynku walutowym, gdyby złoty był wyraźnie za słaby. W każdym razie - taka opcja nie jest wykluczona. Za kadencji Belki interwencji było sześć. Zasadniczo jednak NBP i RPP akceptują płynność wahań kursu PLN.

Kandydatem na nowego prezesa polskiego banku centralnego jest Andrzej Glapiński, wskazany przez prezydenta Andrzeja Dudę. Glapiński był przez 6 lat członkiem RPP, później wszedł do zarządu NBP. Urodził się w roku 1950, w 1972 ukończył warszawską SGPiS (obecnie SGH). Działał w Porozumieniu Centrum, Ruchu Odbudowy Polski, ZChN i AW"S". Był ministrem w rządach J. K. Bieleckiego i J. Olszewskiego.

Tomasz Witczak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »