Reklama

Pięć grudniowych dni

Na razie rynek obstawia grudniową podwyżkę stóp w USA, zaś analitycy ankietowani przez Reuters's, a było ich ponad stu, sądzą, że potem - w roku 2018 - nastąpią jeszcze trzy ruchy w górę.

Dłuższy czas

Reklama

Tak naprawdę będziemy mówić o dłuższym okresie, aby mieć bardziej ogólną perspektywę. Zacznijmy bez skrępowania: od roku 2015.

Wtedy to, w roku 2015, u jego początków, eurodolar wszedł w szeroką konsolidację 1,04 - 1,17 (w przybliżeniu, rzecz jasna), która obowiązywała do połowy roku 2017. Różne rzeczy działy się po drodze: EBC wszczął operację QE, Fed zaczął podwyższać stopy procentowe itd.

Najnowsza faza trwa od końcówki lipca 2017. Zakres wahań to 1,1560 - 1,21 (znów w ogólności) i można w jego obrębie wyróżnić także pośrednie, średnio- i krótkoterminowe wsparcia, opory czy quasi-trendy. Słowem: szeroka konsolidacja.

W ostatnim czasie, tydzień temu, Senat USA zaakceptował tax bill Republikanów, acz musimy pamiętać, że odbiega on od wizji Trumpa, od jej detali. Poza tym w tle przewija się temat Korei Północnej, ale mało kto się nim już przejmuje - nie dlatego, by nie był poważny sam w sobie, ale dlatego, że nic mądrego nie da się tu wymyślić.

Na razie rynek obstawia grudniową podwyżkę stóp w USA, zaś analitycy ankietowani przez Reuters's, a było ich ponad stu, sądzą, że potem - w roku 2018 - nastąpią jeszcze trzy ruchy w górę.

Dolar zatem się umacnia. Dziś wykres pary kreślił minima rzędu 1,1730. Potem poszedł trochę w górę, jakkolwiek to raczej "kupuj plotki, sprzedawaj fakty", a nie jakaś negatywna reakcja, albowiem dane z rynku pracy USA nie były złe: np. zmiana zatrudnienia za listopad przebiła prognozy. Z drugiej strony, obniżono w ramach rewizji wyniki październikowe, więc koniec końców było po prostu dobrze, ale zwyczajnie. Co więcej, płaca godzinowa nieco zawiodła: m/m przyrosła o 0,2 proc., oczekiwano 0,3 proc.

Ogólnie jednak "dolar jest w mocy", choć indeks Uniwersytetu Michigan zawiódł: 96,8 pkt przy prognozie 99 pkt. Pojawił się więc dobry moment do korekty i temu bynajmniej nie przeczymy.

Na złotym

Euro-złoty osunął się w ostatnich tygodniach w rejon 4,18 - 4,22. To konsolidacja, po prostu. Dziś notowano 4,1935 w minimach i był to poziom świadczący o sile złotego. Relatywnej, rzecz jasna. Rynek chyba ciepło przyjął zmianę premiera, bo tzw. rynki finansowe (radykalni i sfrustrowani sceptycy lubią utożsamiać je z iluminatami, lucyferianami, ludźmi-jaszczurami i innymi stworami, a przynajmniej różnymi "możnymi tego świata") preferują kandydatów ze środowiska bankowego, mających odpowiednie wykształcenie, "wychowanie" i kontakty.

A taki jest Mateusz Morawiecki, nawet jeśli funkcjonuje w ramach rządu, który - do pewnego stopnia - idzie "na noże" z Unią Europejską.

Tak więc euro-złoty krąży w konsolidacji. Taki stan rzeczy mamy też na USD/PLN, ale tam myślimy raczej o szerokim pasie 3,52 - 3,69, obowiązującym od lipca. Otóż parę dni temu odbiliśmy się od jego dolnej granicy i np. dziś wieczorem widzimy 3,5640 (a bywały wyceny i dwa grosze wyższe).

Gdy piszemy te słowa, nie ma jeszcze żadnych medialnych informacji o aktualizacji naszego - polskiego - ratingu przez Fitch. Niewykluczone, że agencja nie dokona żadnej rewizji. Tak czy inaczej, nie było tu obaw: ostatnio ta właśnie firma podwyższyła prognozy PKB Polski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »