Reklama

Poranna sytuacja złotego

Eurodolar umiejscowił się przy 1,0875, choć wczoraj wybijał się znacznie powyżej 1,09. Okazało się jednak, że jeden z lokalnych oporów (mniej więcej 1,0945-50) okazał się wystarczający, by utrzymać notowania w dotychczasowej konsolidacji. Innymi słowy, nie doszło do wybicia wykresu ponad 1,10.

Z drugiej strony, od dawna nie schodziliśmy poniżej 1,08 - a nawet gdy były takie zejścia (5 - 6 stycznia), to miały charakter jedynie efemeryczny. Obecnie sytuacja jest wyrównana, trzeba poczekać na kolejną serię danych. Otóż dziś o 14:30 poznamy indeks NY Empire State, o 15:00 wypowie się W. Dudley z nowojorskiego Fed, o 15:15 poznamy amerykańską produkcję przemysłową za grudzień, zaś o 16:00 indeks Uniwersytetu Michigan. Poza tym będziemy mieli okazję ujrzeć (o 11:00) bilans handlu zagranicznego strefy euro.

Reklama

Dane te mogą trochę pokierować parą, choć nie sądzimy, by przełamały półtoramiesięczną konsolidację. Co się tyczy innych spraw, to być może uspokoi się nieco sytuacja na giełdach europejskich, bo koncern Renault poinformował, że dotychczasowe wyniki rewizji w jego placówkach nie dały podstaw, by sądzić, że w autach tej marki montowano urządzenie, które umożliwiałoby oszustwa przy testach ekologicznych. Innymi słowy, Renault twierdzi, że nie powtarza scenariusza Volkswagena. Tymczasem wczoraj, na fali możliwych obaw, traciły akcje nie tylko tej firmy (spadły o 20 proc.), ale też innych motoryzacyjnych - np. o 8 proc. potaniały walory Peugeot.

Złoty liże rany

4,0350 na USD/PLN to wysoki kurs, ale przynajmniej nie wykracza on ponad ubiegłoroczne szczyty, ani nawet nie przebija poziomu 4,05, muśniętego 6 stycznia. Zawsze to jakieś drobne pocieszenie (choć wczoraj w szczycie różnice były już minimalne). Jest teraz szansa na drobną korektę w kierunku 4,0190 czy nawet niżej, o ile dolar nie wzmocni się pod wpływem popołudniowych danych.

Trochę gorzej sprawy mają się na EUR/PLN, gdzie widzimy dziś rano 4,39. Wczoraj wykres ewidentnie przebił dotychczasowe szczyty w pobliżu 4,37 - 4,3750 i zanotował 4,3930 (mniej więcej). Z jednej strony otworzyła się więc droga do 4,40 - i to jest bolesne dla kupujących euro, ale z drugiej strony za chwilę mamy już górną linię kanału trendowego, rozpoczętego w pierwszej połowie lipca (wzrostowego). To z kolei dawałoby szansę na powrót do niższych cen, w teorii zaś nawet uprawniałoby późniejszą wędrówkę do 4,25 (w przeciągu kilkunastu sesji).

Ten scenariusz jest możliwy, o ile np. za kilka dni (19 stycznia) chiński odczyt PKB okaże się niezły i nie dojdzie do jakiejś kolejnej poważnej paniki w Chinach; o ile niepokoje polityczne na linii Polska - UE nie przełożą się na gospodarkę; o ile z nowego składu RPP nie napłyną sugestie obniżki stóp (ale raczej nie napłyną).

Tomasz Witczak

Dowiedz się więcej na temat: Okaże się | waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »