Reklama

Premier w cieniu amerykańskich danych

Dobre dane dotyczące amerykańskiego PKB są osłodą na koniec tygodnia dla inwestorów, którzy wcześniej musieli przełknąć kolejne porcje zacieśnienia monetarnego fundowanego przez Chiny, a następnie Indie. Dzisiejsze wystąpienie premiera Tuska na rynku walutowym nie zrobiło większego wrażenia.

Ogłoszony dziś plan naprawy finansów publicznych, jak i wczorajsze dane dotyczące PKB w Polsce nie miały bezpośredniego wpływu na notowania złotego. Obydwie informacje są jednak pozytywne w tym sensie, iż kształtują dobry sentyment dotyczący polskiej waluty. Kierunek notowań nadal ustalany jest na rynkach globalnych. W rezultacie złoty tracił w pierwszej części tygodnia, kiedy na rynek napływały informacje z Chin, a w piątek odrabiał straty wobec lepszych danych z USA.

Reklama

Co do samych danych, wzrost amerykańskiego PKB na poziomie 5,7% może być nieco mylący. Tak wysoka liczba wynika po pierwsze z metodologii podawania danych (są to dane anualizowane, w ujęciu R/R PKB wzrósł zaledwie o 0,1%). Po drugie, wzrost w poprzednim kwartale napędzany był przede wszystkim poprzez zmianę stanu zapasów (odpowiadały za ok. dwie trzecie wzrostu). Czynnik ten traktowany jest jako jednorazowy i oznacza, że w perspektywie kilku kolejnych kwartałów należy oczekiwać wzrostu na znacznie niższym poziomie (2-2,5%). Mimo wszystko reakcja rynków finansowych była pozytywna - zyskiwały przede wszystkim akcje. Pozytywnym zaskoczeniem były również miesięczne dane dotyczące aktywności przedsiębiorstw oraz nastrojów amerykańskich gospodarstw domowych. Choć nie są to kluczowe dla rynku dane, dołożyły się do pozytywnego wrażenia po danych o PKB i pomogły m.in. notowaniom złotego.

W piątek, jak i w całym minionym tygodniu, notowaniom złotego szkodził umacniający się wobec euro dolar. Amerykańska waluta zyskuje pomimo determinacji Fed (potwierdzonej środowym komunikatem) w utrzymywaniu super luźnej polityki monetarnej. Wzmacnia ją analiza techniczna, jak i słowa wiceprezesa Fed Donalda Kohna, który zasugerował bankom zwrócenie uwagi na ryzyko stopy procentowej i tym samym dał rynkom do zrozumienia, iż stopy w USA nie pozostaną bliskie zeru w nieskończoność.

Po wzroście notowań do poziomu 4,11 we wtorek, pod koniec tygodnia euro kosztuje 4,04 złotego. Dolar kosztuje 2,90 złotego, wobec tygodniowego maksimum na poziomie 2,93. Niezależnie od tego, czy piątkowe dane skończą korektę na amerykańskiej giełdzie (co znacznie przyspieszyłoby przełamanie poziomu 4 złotych za euro), kończący tydzień był udany dla złotego. Pomimo generalnie niesprzyjających warunków zewnętrznych zyskał on w relacji do euro, podczas gdy konkurenci z regionu (czeska korona, węgierski forint) tracili.

Przemysław Kwiecień

Dowiedz się więcej na temat: deta | W cieniu | danie | Dana | amerykański | PKB

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »