Reklama

Pro-dolarowy tydzień z korektą w finale

Najpierw, jeszcze w minionym tygodniu, swoje zrobił Mario Draghi, czyli szef Europejskiego Banku Centralnego. W czwartek 22 października zasugerował dość wyraźnie, że EBC w razie czego gotów jest do dalszego luzowania pieniężnego - czyli np. do wydłużenia lub zwiększenia zakresu operacji QE. To odbiło się potężnym spadkiem eurodolara - z okolic 1,1350 do 1,1080.

Ale to nie było wszystko. Po trzech niepewnych sesjach, w czasie których gracze nie bardzo się kwapili do rysowania jakiejś sensowniejszej korekty, FOMC podbił dolara poraz kolejny, mianowicie przy pomocy swego komunikatu, wydanego w środę wieczorem. Komunikat ten był jak zwykle napisany ezopowym językiem i rozmaite twierdzenia wzajemnie się tam łagodziły czy redukowały - niemniej istotne było porzucenie paru niuansów, jeśli chodzi o sformułowania. Rynek odebrał to jako sygnał o jastrzębim charakterze i sprowadził EUR/USD jeszcze niżej, nawet do 1,09.

Reklama

Wczoraj sytuacja była dość niepewna, wahania trwały w zakresie 1,09 - 1,10, odczyt dynamiki PKB USA za III kw. był umiarkowanie przebojowy, brakło impulsów czy to do poważniejszej korekty, czy do dalszych spadków. Ostatecznie jednak świeca dzienna z czwartku okazała się wzrostowa, a dziś ceny wyraźnie wybiły się ponad 1,10. Może i odczyt o sprzedaży detalicznej w Niemczech nie był rewelacyjny, ale wczorajsze dane o inflacji wypadły trochę ponad prognozami. W sumie to trochę paradoksalne, że wyższa inflacja umacnia walutę, ale chodzi o to, że to właśnie przy niskiej inflacji EBC będzie gotów na dalsze luzowanie, a przy wysokiej szanse tego spadają.

Zresztą w dużej mierze szło też po prostu o zwykłą, cykliczną realizację zysków z wcześniejszych, spadkowych ruchów. W szczycie notowano dziś ok. 1,1070. Sesja zdaje się jednak dobiegać końca niżej, przy 1,1020. Może to oznaczać, że korygowania na razie wystarczy, choć nie zdziwią nas próby dobijania gdzieś do 1,1150 w przyszłym tygodniu, o ile będą ku temu jakieś preteksty fundamentalne. Dziś dwa indeksy z USA - Chicago PMI (dużo lepszy od prognoz) i Uniwersytetu Michigan (słabszy od założeń) poniekąd się zniosły.

Znając zamiłowanie Fed i innych banków centralnych do luźnej polityki, napędzającej wzrosty na rynkach finansowych i inwestycje niekoniecznie pożądane przez realny rynek, nie upieramy się, że w grudniu stopy dla dolara zostaną podwyższone. Bardzo możliwe, że nie. Ale istotne jest to, że rynek od czasu do czasu, jak to już wiele razy zapowiadaliśmy, będzie w to wierzył, będzie to obstawiał. Część obserwatorów widzi być może w członkach FOMC większych jastrzębi niż na to oni zasługują. Ważne jednak jest też i to, że w tym tygodniu rozbito trend wzrostowy, którym eurodolar biegł od dołków z 13 marca. To już naprawdę istotna zmiana, bo trend ten dotąd dobrze się bronił (np. 17 lipca). Teraz może być linią oporu, ale jeśli atmosfera będzie pro-dolarowa, to i tak myśleć powinniśmy raczej o 1,08 - 1,0850 w perspektywie kilkunastu dni.

Na złotym

W ubiegłym tygodniu złotemu tak na EUR/PLN, jak i na USD/PLN szkodziła atmosfera przedwyborcza. Pojawiły się też - tak w tygodniu przedwyborczym, jak i w aktualnym - pewne wypowiedzi przedstawicieli PiS (np. posła Kowalczyka), sugerujące możliwość luźniejszej polityki monetarnej czy też jakieś nastawanie na takową. Rzucono nawet hasło 6-letniego programu, w ramach którego NBP miałby generować pieniądze na kredyty, trochę jak EBC (ale NBP i RPP formalnie są ciałami niezależnymi). Poseł Kowalczyk powiedział też, że widzi możliwość obniżki stóp o jeszcze 50 pb.

Polsce po wyborach poniekąd pogroziły też agencje ratingowe Fitch i S&P, sugerując, że jeśli nowe władze naprawdę będą realizować swoje obietnice, to może to zaszkodzić gospodarce, a przez to - ratingowi.

Gdy Draghi zbił wartość euro 22 października, to złotemu pomogło to na EUR/PLN (na tyle, by wykres otarł się o okolice 4,2425 i 4,2365, jeśli brać pod uwagę także piątek). Potem złoty znów stracił, ale dziś - co jest dość ciekawe, patrząc na zwyżkę EUR/USD - znów zyskał. Atmosfera powyborcza trochę przycichła. Poza tym od dłuższego czasu sugerowaliśmy, że trend wzrostowy na EUR/PLN, trwający od 21 kwietnia, choć wciąż gra rolę, to jednak powoli zdaje się wytracać siły.

Na USD/PLN Draghi nie mógł pomóc, a wręcz przeciwnie. Kwestie wewnętrzne też zrobiły swoje. O ile 20 października kurs oscylował przy 3,75 i niżej, o tyle 28 października w szczycie notowano 3,9330. Owszem, dziś widzimy solidną korektę, bywały zejścia poniżej 3,85 - ale to chyba ta właśnie korekta, której od paru dni się spodziewaliśmy. Teoretycznie jest szansa na dobicie nawet do 3,8120-40, ale na razie nie liczymy na to. Wymagałoby to naprawdę konsekwentnie wzrostowych ruchów na EUR/USD.

Przyszły tydzień zaczną indeksy PMI za październik - finalne. W poniedziałek poznamy je m.in. dla Polski, Indii, Chin, Niemiec, Eurolandu czy USA. W środę analogiczna porcja, ale dla usług. Wtedy też poznamy decyzję RPP w sprawie stóp w Polsce (zapewnie nie ulegną zmianie).

Tomasz Witczak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »