Reklama

Rajd na północ

Dziś rano dolar ma się słabo, a euro - nader dobrze. W istocie na wykresie głównej pary widzimy 1,1350. Dość przypomnieć, że dobę temu, tj. we wtorek rano, byliśmy poniżej 1,12. Ruch z wczorajszej sesji był więc imponująco duży.

O przyczynach pisaliśmy wczoraj po południu. Przede wszystkim rynek uwierzył, że EBC powoli, bardzo powoli, nader wstępnie, ale jednak przymierza się do jakiegoś zacieśnienia polityki monetarnej. W każdym razie udało się zasugerować graczom, że coś jest na horyzoncie. Co prawda Mario Draghi nie powiedział nic takiego, a nawet zapewniał, że QE będzie jeszcze trwać, zaś polityka niskich stóp jest konieczna - ale jednak dał też pewne optymistyczne oceny w kwestii sytuacji gospodarczej Eurolandu.

Poza tym w USA Janet Yellen nie wypadła zbyt jastrzębio, podkreślając np., że jej polityka podwyżek oprocentowania będzie "bardzo stopniowa", zaś inflacja jest nadal niska. Patrick Harker był może bardziej zdecydowany, ale to nie on jest szefem, a do tego sam siebie skontrował, przyznając, że swoje nastawienie może zmienić, jeśli inflacja nie będzie dość dobra. Na razie Harker optuje za jednym ruchem stóp w górę w tym roku - co zresztą też nie jest wielkim zaskoczeniem, ani też nie można tego nazwać szczególnie ostrym scenariuszem.

Reklama

Tak więc euro wygrywa i wykres ma szansę dobić do północych ograniczeń 2,5-letniej konsolidacji. A co potem? Czy uda się ją przebić? To jeszcze nie jest przesądzone. U progu maja 2016, nieco ponad rok temu, otarliśmy się o 1,16, ale później trend się odwrócił (na korzyść waluty USA).

Dziś w programie mamy m.in. brytyjski indeks cen nieruchomości Nationwide (o 8:00), hiszpańską sprzedaż detaliczną za maj (o 9:00) oraz dane z USA o saldzie towarowym (godz. 14:30) i o podpisanych umowach kupna domów (o 16:00). Ważne będą także słowa bankierów centralnych, a będzie ich dużo: wypowiedzą się J. Williams (Fed), Y. Mersch i V. Constancio (EBC), S. Poloz (Bank Kanady), M. Carney (Bank Anglii), Haruhiko Kuroda (Bank Japonii) i Mario Draghi (EBC).

Naturalnie dla eurodolara znaczenie będą mieć głównie dane z USA oraz wypowiedzi przedstawicieli Fed i EBC.

Osłabiony i wzmocniony

Potwierdzony wczoraj w wyraźny sposób trend wzrostowy na euro-złotym nadal jest w mocy. Widzimy już 4,2425 - strona wyprzedająca PLN robi to cokolwiek intensywnie. Kurs złotego spada i niewykluczone, że czeka nas mocna przecena po półrocznym wzmocnieniu. Zresztą już od maja 2017, od dołków na 4,1515, złoty się osłabia, z dokładnością do lokalnych poprawek.

Na dolarze mamy 3,7380. To dość ciekawe, bo pokazuje nam, że w porównaniu z wczorajszymi minimami straciliśmy - mimo tego, że dolar na głównej parze nadal jest słaby. Tak więc dojście do 3,7050 (dołki z początku czerwca) nie jest przesądzone, a tym trudniej będzie o przebicie tego poziomu.

Tomasz Witczak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »