Reklama

Różne reakcje na tą samą inflację

Inflacja to temat, który od kilku miesięcy nie schodzi z ust obserwatorów rynku, ale też gospodarstw domowych. Wzrost cen obserwowany jest na całym świecie, jednak reakcje banków centralnych na to zjawisko są różne. Część instytucji (MNB, CNB) otwarcie wskazuje na inflację, jako przyczynę rekalibracji polityki pieniężnej. Inne podkreślają podażowy charakter inflacji i stoją na stanowisku, że obecny wzrost cen ma charakter tymczasowy/przejściowy. W tym przypadku prawda zapewne leży gdzieś po środku.

Na początek, faktem jest, że za dynamiczny wzrost cen w dużej mierze odpowiadają czynniki będące poza kontrolą władz monetarnych (ceny paliw czy energii), jednak przy odczytach zarówno głównego wskaźnika, jak i wskaźnika bazowego (oczyszczonego z szoków podażowych) daleko poza celem, a nawet poza dopuszczalnym pasmem odchyleń od celu, bank centralny powinien zrobić wszystko, aby zakotwiczyć oczekiwania inflacyjne. Do takich wniosków doszły mniejsze banki centralne, które rozpoczęły już proces normalizacji polityki pieniężnej.

Po wtorkowym odczycie CPI na poziomie 5,4 proc. r/r na krajowym rynku ponownie rozgorzała dyskusja na temat działań RPP w kontekście wysokiej inflacji. W samej Radzie obserwujemy rozłam. Profesor Gatnar po raz kolejny wyraził swoje zaniepokojenie, podczas gdy inny przedstawiciele (Żyżyński, Ancyparowicz) trzymali się dotychczasowej retoryki o przejściowym charakterze wzrostu cen. Około 2 godziny po publikacji na jednym z portali społecznościowych uaktywniło się biuro prasowe NBP, które komentując ostatnie wystąpienie szefa Fed Powella w Jackson Hole, stwierdziło że mimo rekordowej inflacji zmiany w polityce pieniężnej w USA nie są przesądzone. Czas takiego wpisu jest co najmniej zastanawiający, ale jak mniemam jest to jedynie komentarz otoczenia makroekonomicznego. Niemniej czas publikacji mocno niefortunny, gdyż wprowadził dodatkową niepewność, gdyż prezes NBP często podkreślał w trakcie konferencji, że RPP uważnie przygląda się działaniom dużych banków centralnych.

Reklama

W mojej opinii wielu członkom Rady Polityki Pieniężnej odczyty będące tak daleko poza celem NBP, a nawet zbliżające się do granicy pasma odchyleń w prognozach DA NBP zaczynają doskwierać i jastrzębia frakcja zdaje się coraz bardziej otwarcie o tym mówić. Protokół z ostatniego posiedzenia decyzyjnego pokazuje jednak, że znalezienie większości dla podwyżki stóp procentowych może być trudno, co z kolei sprawia, że na zmiany w polityce monetarnej przyjdzie jeszcze poczekać.   

Rynek coraz mniej wierzy jednak w zdolność RPP do utrzymywania luźnej polityki pieniężnej przy wysokiej inflacji i relatywnie dobrej sytuacji gospodarczej. Złoty umocnił się wyraźnie względem głównych rywali i w środę rano kwotowany jest następująco: 4,5240 względem euro, 3,8350 w stosunku do dolara oraz 5,2710 w relacji do funta.

Maciej Madej, analityk, DM TMS Brokers

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »