Reklama

Rynek łapie oddech

Wtorkowy poranek przynosi uspokojenie po sporej nerwowości podczas poniedziałkowego handlu. Los Evergrande dalej jest niepewny, ale niezależnie od tego, kryzys ten pokazuje dwie bardzo istotne kwestie.

To czy Evergrande upadnie czy nie, jest w tej chwili wyłącznie polityczną decyzją chińskiego rządu. Z rynkowego punktu widzenia takie epizody niepewności zazwyczaj kończą się dobrze. Nawet jeśli dojdzie do niewypłacalności droga do ewentualnego globalnego krachu jest bardzo daleka i mało prawdopodobna. Pekinowi może zależeć na "ukaraniu spekulacji" na rynku nieruchomości, bo władze wielokrotnie utyskiwały na wysokie ceny i zbyt dużą dźwignię finansową. Ale z pewnością nie zależy im na załamaniu kredytu dla firm mając na uwadze łączne zadłużenie korporacyjne na poziomie 160 proc. chińskiego PKB. Dlatego nawet w scenariuszu upadłości zapewne podjęte będą działania amortyzujące jego konsekwencje i musiałyby pójść bardzo źle aby wywołać większy rynkowy kryzys.

Reklama

Natomiast sytuacja ta powinna otwierać nam oczy na dwie kwestie - makroekonomiczną i rynkową. Makroekonomicznie Evergrande jest świetnym przykładem długiego okresu zbyt luźnej polityki pieniężnej, która prowadzi do złej alokacji zasobów w gospodarce. Ten argument jest najczęściej pomijanym (gdyż jest niewygodny) w dyskusji odnośnie potrzeby zacieśnienia polityki - w Polsce czy na świecie. Rynkowo z kolei inwestorzy jak nigdy uzależnieni są od interwencjonizmu. 

Proszę zwrócić uwagę na pytanie, które najczęściej pojawia się przy okazji Evergrande - czy zostanie uratowany przez rząd?! W jakim świecie my żyjemy, czy to jeszcze jest kapitalizm? (i wcale nie mam tu na myśli Chin, w USA firma już dawno dostałaby pomoc). Inwestorzy dziś kupują każdą najmniejszą przecenę aktywów bo a) nie chcą trzymać pieniędzy na nieoprocentowanych kontach przy 5 proc. inflacji b) są pewni, że w razie problemów władze i tak przyjdą z odsieczą. To sytuacja patologiczna, sprzeczna z fundamentami rynków finansowych. Jeśli na jakimś etapie ta "pomoc" jednak z jakiegoś powodu nie przyjdzie, będzie bardzo nieciekawie (choć to zapewne nie będzie przypadek Evergrande). 

Na razie rynek łapie oddech czekając na dobre wieści przed otwarciem rynków w Chinach w środę. To sprzyja walutom rynków wschodzących, choć złoty nadal jest słaby. O 10:00 euro kosztuje 4,6106 złotego, dolar 3,9331 złotego, frank 4,2431 złotego, zaś funt 5,3831 złotego.  

Przemysław Kwiecień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »