Reklama

Rynek nie wierzy w podwyżki w USA

Nie ma wątpliwości, że J. Yellen zawiodła rynki. Jeszcze przed wczorajszym przesłuchaniem przed Komisje Bankową niektórzy liczyli, że po środowym wystąpieniu, które wywołało niepokój na rynkach, prezes amerykańskiej Rezerwy Federalnej będzie chciała wlać nieco optymizmu w serca inwestorów. Niestety również we czwartek tak się nie stało.

Co prawda Janet Yellen potwierdziła, że Fed wciąż planuje stopniowo podnosić stopy procentowe, ale nie spróbowała przekonać inwestorów, że stanie się to już na marcowym posiedzeniu, na co jeszcze liczyła część inwestorów. Co więcej w odpowiedzi znacząco spadło prawdopodobieństwo na chociaż jedną podwyżkę w Stanach Zjednoczonych w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Obecnie szansa na wystąpienie takiego zdarzenia wynosi trochę ponad 11 proc. W czasie sesji pytań dużo miejsca poświęcono również możliwości wprowadzenia ujemnych stóp procentowych w USA. Chociaż istnieje dużo wątpliwości, czy jest to w ogóle możliwe pod względem prawnym, to Yellen nie wykluczyła ich użycia, na co bardzo negatywnie zareagowały notowania banków na Wall Street.

Reklama

Dla dolara, który znacząco się osłabił w ostatnich dniach zarówno do euro jaki i do japońskiego jena, bardzo ważne mogą się okazać dzisiejsze dane dotyczące sprzedaży detalicznej. Konsensus zakłada wzrost odczytu do poziomu 0,1 proc. m/m w styczniu w porównaniu do spadku o 0,1 proc.

w grudniu. Wzrost sprzedaży detalicznej byłby pozytywnym sygnałem dla wzrostu konsumpcji, która jest jednym z głównych motorów napędowych wzrostu PKB w USA w ostatnich kwartałach. W odpowiedzi mogą ponownie nieco wzrosnąć oczekiwania na podwyżkę stóp przez Fed na ten rok, co byłoby z kolei pozytywnym czynnikiem dla dolara.

Podczas sesji na Starym Kontynencie w centrum uwagi znajdą się wstępne dane dotyczące wzrostu PKB w strefie euro w IV kwartale 2015 roku. Rynek oczekuje odczytu na poziomie +0,3 proc. k/k, czyli tyle samo co poprzednim okresie. Niemniej jednak słabszy odczyt prawdopodobnie spowoduje osłabienie się euro oraz będzie skłaniał Europejski Bank Centralny do użycia kolejnych instrumentów z e swojego arsenału polityki monetarnej do interwencji na rynku, aby pobudzić gospodarkę, a co sygnalizowali przedstawiciele banku w swoich wypowiedziach.

W ostatnich dniach na miano głównego bohatera na rynkach zasłużył sobie japoński jen, który jest najsilniejszy w stosunku do dolara od października 2014 roku. Kurs na tej parze utrzymujący się poniżej 115 może jednak skłaniać Bank Japonii do interwencji na rynku walutowym uzasadniając to tym, że jego waluta umacnia się głównie przez pogorszenie sentymentu na rynkach światowych, a nie przez faktyczną zmianę fundamentów japońskiej gospodarki. Z drugiej strony od czasu wprowadzenia reform gospodarczych w ramach tak zwanej "Abenomiki" w 2011 roku kurs na parze wzrósł z poziomu 80 do ponad 110, co sprawiło, że jen może być znacznie niedowartościowany w stosunku do dolara.

Obecne na stroje na rynkach raczej nie powinny wspierać polskiej waluty. Chociaż większość głównych banków centralnych prowadzi ekspansywną politykę pieniężną, to jednak inwestorzy boją się inwestować w rynki wschodzące, a do takich zalicza się złoty. Z drugiej strony polska waluta częściowo umocniła się w stosunku do początku tygodnia. Przed godziną 09:00 za euro musieliśmy płacić: 4,41 zł, za dolara: 3,90 zł, za funta: 5,66 zł, za franka: 4,00 zł.

Michał Dąbrowski

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »