Reklama

Rynek wie swoje?

Czy rynek wie swoje, jeśli chodzi o najnowsze, zaskakująco duże ruchy wzrostowe na eurodolarze? Może wie, ale błędnie. Może po prostu jest rozgrywany przez grube ryby, podpuszczające spekulantów, przesadnie wierzących w mądre interpretacje tzw. fundamentów.

Teorie są różne. Z jednej strony kłótnia z rynkiem nie ma sensu, bo przecież on nie tyle zatwierdza scenariusz, co go generuje. Z drugiej strony, trzeba przyznać, że wczorajszy ruch na głównej parze, podbity też i dzisiejszym, jest cokolwiek niewspółmierny do faktycznego przekazu Mario Draghiego. Szef EBC mówił wczoraj głównie o luźnej polityce i konieczności jej utrzymania, o niskich stopach i całej reszcie - a tylko mimochodem o lepszej sytuacji gospodarczej. A jednak wykres z rejonów 1,1180 dobił do 1,1390, jeśli brać pod uwagę dzisiejsze maksima. Szaleństwo to spróbował skorygować Vitor Constancio z EBC. Po pierwsze, podkreślił on, że wciąż widać słabość i ospałość europejskiej gospodarki, większą nawet niż dotąd myślano. Po drugie, zapewnił, że rynek źle zinterpretował wczorajsze słowa Draghiego i że wcale nie były one tak rewolucyjne.

Reklama

Ale... kto wie? My cały czas powtarzaliśmy, że w "dalszej części roku" (a pisaliśmy to np. przed paroma tygodniami i wcześniej) po rynku będą krążyć jastrzębie sygnały z EBC. A to Draghi zostanie jakoś zinterpretowany, a to Weidmann coś powie, a to rynek odpowiednio zrozumie dane makro. Do tego mamy trend trwający od początku roku i mieszczący się w 2,5-letniej konsolidacji, której górne granice wypadałoby zakreślić. Zrobiono to rok temu - w początkach maja 2016 było ponad 1,16.

Z kolei Mark Carney, szef Banku Anglii, rzucił hasłem na rzecz zacieśniania polityki, mówiąc m.in., że być może konieczne będzie ograniczenie stymulacji monetarnej, jeśli gospodarka faktycznie będzie się rozwijać. GBP/USD wybił zatem do góry, z okolic 1,2795 do 1,2970. Podobnie funt-euro - z 1,1260 do 1,14. Funt zyskał.

W Hiszpanii pozytywnie wypadł odczyt dynamiki sprzedaży detalicznej za maj: +2,4 proc. r/r (prognozowano +1,9 proc. r/r). Indeks Nationwide (cen nieruchomości) w Wielkiej Brytanii za maj wzrósł o 1,1 proc. m/m, oczekiwano tylko +0,1 proc. m/m. Francuski indeks zaufania gospodarstw domowych za czerwiec zaprezentował się na poziomie 108 pkt, gdy oczekiwano tylko 103 pkt. Bezrobocie na Węgrzech spadło z 4,6 proc. do 4,4 proc.

Co w Polsce?

W Polsce dzieją się różne rzeczy, np. prowadzony jest temat afery Amber Gold (dziś przesłuchiwano ex-prezesa tego biznesu), a na krajowej giełdzie zawieszono notowania Petrolinvestu. Firma wypadnie z rynku - po wielu latach problemów finansowych i niemożności rozwinięcia autentycznej działalności.

Ale co ze złotym? W relacji do euro mieliśmy kurs 4,2480 w maksimach, w minimach notowano 4,22 - rozstęp był więc spory. Teraz jest 4,23. Tak czy inaczej, trend wzrostowy trwający od majowych minimów został potwierdzony. Złoty się broni jak może, ale jednak stopniowo traci. Nic dziwnego - po półrocznym wzmocnieniu trzeba coś oddać.

Dolar stoi po 3,72, w minimach dziennych było 3,71, w szczytach3,7470. Także i tu ruchy były spore. Na tej parze jest większa szansa na silnego złotego, albowiem para ta odbija eurodolara, a ten na razie rośnie i pewnie będzie jeszcze rósł, z dokładnością do lokalnych korekt. Z kolei w relacji do funta straciliśmy, w dołku dziennym było 4,7540, teraz jest 4,80, ale po drodze było i 4,84. Oczywiście w dużej mierze był to efekt słów Carneya.

Tomasz Witczak

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »