Reklama

Rynek zaczyna dyskontować potencjalny "plan C"

We wczorajszym wystąpieniu w parlamencie, premier May nie przedstawiła konkretnego planu działań w temacie brexitu. Dała jedynie do zrozumienia, że rząd będzie chciał bardziej współpracować z parlamentem, odrzuciła też możliwość przeprowadzenia drugiego referendum, oraz odroczeniu terminu wyjścia z UE. Theresa May nie odcięła się też od scenariusza "bezumownego" brexitu, na co w ostatnich dniach nalegała opozycyjna Partia Pracy.

Dolar nie ma większego pola do umocnienia w krótkim terminie...

Reklama

Nie poznaliśmy też ewentualnego, nowego planu dotyczącego uniknięcia tzw. backstopu w temacie Irlandii Północnej - May zapewniła jednak, że nie będzie zmieniać zapisów z Porozumienia Wielkopiątkowego sprzed ponad 20 lat. W odpowiedzi na brak konkretów ze strony May, opozycyjna Partia Pracy zgłosiła poprawkę, która może pozwolić parlamentowi na działania mające doprowadzić do uniknięcia scenariusza "bezumownego" Brexitu.

Jeremy Corbyn dał do zrozumienia, że chciałby, aby parlament już 29 stycznia przegłosował konkretne rozwiązania.

Dzisiaj agencje zacytowały też słowa ministra ds. brexitu, który twierdził, że rząd nadal pracuje nad rozwiązaniami w temacie backstopu, które zostaną przedstawione do UE i odbywa się to przy "wsłuchiwaniu się w różne głosy". Stephen Barclay dodał tez, że UE powinna mieć też interes w tym, aby nie doszło do "chaotycznego" Brexitu i jest to w dużej mierze powód ekonomiczny.

Opinia: We wtorek rano dolar nadal pozostaje mocny na większości zestawień, co można tłumaczyć dwoma kwestiami. Po pierwsze - inwestorzy z USA nie byli wczoraj aktywni (Dzień Martina Luthera Kinga), co sprawiło, że nikt nie miał za bardzo chęci zmieniać obowiązującego od kilku dni trendu, a po drugie - nie było ku temu powodów.

Z informacji, jakie napłynęły w godzinach wieczorno-nocnych przebiły się dwie - pierwsza to wątek związany z brexitem, ale tu bierność i polityczna słabość (a jednak!) premier May paradoksalnie pomaga, a nie szkodzi funtowi (o tym więcej dalej), a druga to najnowsze, globalne projekcje Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Szczerze, MFW dokonał jakiejś radykalnej rewizji swoich oczekiwań wobec światowej gospodarki (zaledwie o 0,2 p.p w tym roku i 0,1 p.p. w przyszłym), a sam fakt, że jest pesymistyczny w ocenach, nie powinien być żadnym zaskoczeniem. Jaka jest sytuacja na świecie, każdy przecież widzi od kilku tygodni.

Tym samym informacje z MFW można potraktować, jako pretekst do przesunięć podczas płytszego, azjatyckiego handlu. Niemniej w gronie najsłabszych walut G-10 znalazł się dolar australijski, który jest dość wrażliwy na zachowanie się juana i generalnie wątek chiński. W przekazie MFW jedno może być ważne - eksperci tej instytucji słusznie zauważają, że gospodarka może się jeszcze zdestabilizować, jeżeli podejmowane próby złagodzenia napięć w kluczowych obszarach, okażą się nieudane.

Tymczasem na razie nie można być optymistą ani wobec relacji handlowych USA-Chiny, ani też w temacie Brexitu. W pierwszym przypadku kluczowe będą wyniki negocjacji zaplanowanych na 30-31 stycznia w Waszyngtonie, a w drugim to, co wydarzy się w Izbie Gmin 29 stycznia.

Po tym, jak w zeszłym tygodniu premier May wygrała wotum zaufania, mogło się wydawać, że jej pozycja jest silna. Okazuje się jednak, że lider laburzystów, Jeremy Corbyn również jest wytrawnym politykiem.

Efekt jest taki, że szefowa rządu nie zaprezentowała wczoraj niczego nowego, co można by nazwać planem "B" na brexit. Co najwyżej możemy mówić o "A+", ale chyba po tym jak "wersja A" została odrzucona przytłaczającą większością głosów, próby jej modyfikacji są bezsensowne.

Krytycznie na to wszystko patrzy też strona unijna, która coraz częściej będzie zadawać pytanie - czego tak właściwie chcecie i gdzie jest wasz plan, mapa drogowa na brexit, nad którą możemy dyskutować?

W efekcie rynek zaczyna dyskontować potencjalny "plan C", który być może (lub nie) będzie przedmiotem głosowania w Izbie Gmin już 29 stycznia, o ile parlament będzie miał rzeczywistą możliwość przejęcia procesu brexitu od rządu.

Tak zwany "plan C" to de facto działania zmierzające do zawieszenia brexitu i rozpoczęcia przygotowań do przeprowadzenia drugiego referendum. W sytuacji, kiedy Brytyjczycy nie są w stanie przedstawić spójnego planu przyszłych działań, UE nie zgodzi się raczej na odroczenie brexitu o kilka miesięcy, gdyż to niczego nie zmieni. Zmierzamy do tego, że na stole pozostają dwie opcje - "bezumowny"

Brexit 29 marca, albo brak brexitu. To może powodować, że coraz więcej uczestników rynku zacznie zwracać uwagę, że funt jest "niedowartościowany". Bo i mało kto zakłada, że możemy mieć rzeczywiście "bezumowny" Brexit... W sytuacji wyboru pomiędzy "regułami demokracji", a "załamaniem się gospodarki", politycy wybiorą pierwszy wariant.

Na wykresie GBPUSD widać, że popyt nie "pozwolił" wczoraj na zejście w okolice 1,2800, a wystąpienie May sprowokowało do wzrostów. Widać, że trend wzrostowy nadal obowiązuje i mamy szanse na powrót w stronę okolic 1,30, które były testowane w zeszłym tygodniu. Sprzyjać temu mogą też niezłe dane makro opublikowane dzisiaj.

Euro pozostaje natomiast pod nieznaczną presją ostatniego przekazu Międzynarodowego Funduszu Walutowego, ale większe znaczenie mają oczekiwania związane z czwartkowym posiedzeniem Europejskiego Banku Centralnego.

Rynek obawia się, że Draghi podobnie jak zrobił to ostatnio w Parlamencie Europejskim, uderzy w "pesymistyczne tony" redukując oczekiwania na zmiany w polityce monetarnej. Tylko, czy to nie zostało już zrobione (jak wyżej?). Wydaje się, że jeżeli ECB nie zasygnalizuje w czwartek jakichś konkretnych działań w temacie TLTRO (tanich pożyczek dla banków), to euro może odbić po ostatniej przecenie.

Ruch ten będzie tłumaczony tym, że ECB nie jest na tyle "pesymistyczny", jaki mógłby być... Technicznie EURUSD jest już blisko wsparć przy 1,1335-40 (dolne ograniczenie kanału wzrostowego), które raczej nie powinno zostać złamane. Tak może się ewentualnie stać w przyszłym tygodniu, jeżeli okazało by się, że amerykańsko-chińskie rozmowy handlowe w dnach 30-31 stycznia nie przyniosłyby konkretów.

Na koszyku dolara BOSSA USD widać, że rynek ma raczej ograniczone pole do dalszych wzrostów. Z drugiej strony przestrzeń do kontynuacji odbicia daje chociażby tygodniowy oscylator RSI 9. Taka rozbieżność może sugerować, że o ile dolar w najbliższych dniach miałby pole do korekty zwyżek z zeszłego tygodnia, to raczej będzie ona płytka, a przyszły tydzień może przynieść próbę zwyżki, ale otoczeniu silnych emocji.

Sporządził: Marek Rogalski - główny analityk walutowy DM BOŚ

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »