Reklama

Sandy, dane i wybory w USA

Wydarzeniem mijającego tygodnia na rynkach finansowych był niewątpliwie huragan Sandy, który zamknął amerykański rynek akcji na dwa dni. Mimo zakłóceń, które spowodował rynki zareagowały spokojnie.

Dzięki kolejnym lepszym danym z amerykańskiej gospodarki nastroje nawet się poprawiły, choć temat Grecji psuł nieco nastroje i perspektywy dla euro. Huragan jest już jednak za nami i USA bez zwłoki przechodzą do tematu wyborów prezydenckich, które mogą mieć bardzo duże znaczenie dla notowań - również złotego.

Opublikowany w piątek raport rządowy z amerykańskiego rynku pracy był zwieńczeniem szeregu zazwyczaj korzystnych publikacji danych z USA. Co prawda stopa bezrobocia lekko wzrosła (z 7,8 do 7,9%), ale należy to traktować jako korektę silnego spadku (z 8,1%) w miesiącu poprzednim. Dane o zatrudnieniu (pochodzące z innego badania) były za to bardzo dobre - wzrosło ono o 171 tys. wobec oczekiwań na wzrost o 125 tys., a do tego dane za wrzesień skorygowano o 34 tys. w górę. Jeśli dołożyć do tego publikowane wcześniej lepsze wskaźniki aktywności ekonomicznej i nastrojów konsumenckich, otrzymujemy wyraźne potwierdzenie poprawy sytuacji ekonomicznej w USA. Inna sprawa, iż naszym zdaniem te pozytywne wiadomości zostały już przez rynki dawno zdyskontowane, dlatego nie powinny prowadzić dalej do wzrostów cen akcji i umocnienia złotego.

Reklama

Podobnie euforii nie powinno budzić rozwiązanie dla Grecji, które powinno pojawić się w najbliższych dniach. Wiadomo już, iż kraje strefy euro będą chciały przeprowadzić restrukturyzację tylnymi drzwiami (o czym pisaliśmy w piątkowym komentarzu porannym) i trudno uznać to za szczególny powód do radości. Gdyby jednak okazało się, iż wypracowanie kompromisu przeciąga się, na rynkach mogłoby zrobić się nerwowo.

W przyszłym tygodniu Grecja będzie jednak na drugim planie. Uwaga zostanie zdominowana przez wybory prezydenckie, które odbędą się we wtorek. Wbrew pozorom ich wynik będzie dla rynków bardzo ważny. Gdyby wygrał Mitt Romney, powinno dojść do wyraźnego umocnienia dolara i spadków na rynkach akcji, gdyż istniałoby duże ryzyko, iż Republikanin nie przedłużyłby kadencji przewodniczącemu FOMC. Faworytem jest jednak Obama.

W przyszłym tygodniu czeka nas także kilka posiedzeń banków centralnych, w tym decyzja RPP. Uważamy, iż Rada wreszcie obniży stopy i nie będzie to miało wpływu na rynek, chyba że obniżka wyniosłaby 50 bp (co byłoby uzasadnione, ale czego Rada raczej nie zrobi). Tym razem mniejsze emocje powinno budzić posiedzenie EBC, gdyż Bank czeka na moment obecny na ruch Hiszpanii (która musi oficjalnie poprosić o pomoc aby EBC mógł zacząć interweniować). Być może na kolejną ekspansję zdecyduje się natomiast Bank Anglii, choć dla złotego będzie miało raczej wpływ marginalny. Naszym zdaniem, jeśli we wtorek nie będzie niespodzianki złoty do końca roku może pozostawać w konsolidacji. Europa ewidentnie stara się odkładać problemy na później, a lepsze dane z USA powstrzymują większą korektę na Wall Street. W piątek o godzinie 15.30 euro kosztowało 4,11 złotego, dolar 3,20 złotego, frank 3,41 złotego, zaś funt 5,13 złotego.

Przemysław Kwiecień

główny ekonomista

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »