Reklama

Selektywne podejście do faktów

Inwestorzy na rynkach tak bardzo byli głodni pozytywnych informacji, że są gotowi przymknąć oko na potencjalne czynniki ryzyka. Przeciwne w skutkach doniesienia związane z relacjami handlowymi USA i Chin tylko połowicznie znajdują odzwierciedlenie w handlu. Rynek ma nadzieję na "wspaniałe porozumienie", które jednak ma być negocjowane pod groźbą rozszerzenia ceł na wszystkie chińskie towary.

Inwestorzy na rynkach tak bardzo byli głodni pozytywnych informacji, że są gotowi przymknąć oko na potencjalne czynniki ryzyka. Przeciwne w skutkach doniesienia związane z relacjami handlowymi USA i Chin tylko połowicznie znajdują odzwierciedlenie w handlu. Rynek ma nadzieję na "wspaniałe porozumienie", które jednak ma być negocjowane pod groźbą rozszerzenia ceł na wszystkie chińskie towary.

W nocy inwestorzy zderzyli się z dwoma przeciwstawnymi komunikatami. Najpierw Bloomberg doniósł, że szykuje nałożenie ceł w wysokości 25 proc. na pozostałe chińskie towary warte ponad 250 mld USD, jeśli listopadowe negocjacje między prezydentami Donaldem Trumpem i Xi Jinpingiem nie przyniosą przełomu. Oznaczałoby to podwojenie restrykcji celnych i byłoby zaskakującym scenariuszem, biorąc pod uwagę, że według badań 40 proc. chińskich przedsiębiorstw nie zakładało eskalacji sporu handlowego. Dlaczego zatem nastroje na rynkach finansowych na otwarciu wtorkowego handlu w Europie zdają się wypełnione optymizmem? Wyjaśnienie leży w słowach prezydenta Trumpa z udzielonego stacji Fox wywiadu, gdzie stwierdził, że spodziewa się "wspaniałego porozumienia" z Chinami. Trump dodał jednak, że on chciałby zawrzeć umowę już teraz, ale nie wydaje mu się, aby Chiny były już na to gotowe. Z całego tego szumu kończymy z optymistycznymi nastrojami, jakby rynki to była karcianka, gdzie ostatnia wyrzucona karta neguje efekty poprzednich. Nie wiemy, co Trump do końca miał na myśli oraz czy jego "wspaniałe porozumienie" nie zawiera w sobie oclenia całego importu z Chin. Z kolei władze Chin już wcześniej sygnalizowały, że nie zamierzają prowadzić negocjacji z "pistoletem przystawionym do głowy". Warto o tym pamiętać w kolejnych tygodniach, kiedy nie powinno brakować zwrotów akcji w temacie wojen handlowych. Dziś jednak nadzieja triumfuje i pozwólmy jej trwać.

Reklama

Rynek akcji odbija, a na rynku walutowym lepszy sentyment wobec Chin oznacza umocnienie AUD i NZD przy rajdzie USD/JPY. Handlowy szum nakłada się na potencjalny chaos związany z rozliczeniami na koniec miesiąca, gdzie spodziewany jest silniejszy popyt na USD oraz podaż EUR i GBP. Przy odbiciu indeksów giełdowych wzrosty USD/JPY zdają się jeszcze bardziej racjonalnym wyborem, choć pewnym hamulcem może być wizja jutrzejszej decyzji Banku Japonii. Osobiście nie oczekuję niespodzianek od BoJ. W obliczu zawirowań rynkowych i niepewności o wpływ wojen handlowych jest mało realne, aby BoJ decydował się na dyskusję o zmianie nastawienia. Przy wyhamowaniu wzrostów rentowności obligacji skarbowych USA i stabilizacji USD/JPY nie ma też potrzeby modyfikować polityki w odniesieniu do rentowności japońskich 10-latek, dla których cel ustanowiony jest na okolice 0 proc.

Wtorkowy kalendarz może wydawać się bogaty, ale mało w nim powodów do ekscytacji. PKB za III kw. z Eurolandu ma wskazać spowolnienie do 1,8 proc. r/r z 2,1 proc. w II kw. z uwagi na rozczarowanie w wynikach przemysłu. Dla EUR to drugorzędna sprawa, gdyż waluta w pierwszej kolejności cierpi przez premię za ryzyko związaną z kłopotami fiskalnymi Włoch. Nawet zapowiedź kanclerz Merkel oddania przewodnictwa w CDU w grudniu nie jest istotna, jeśli Merkel planuje pozostać szefem rządu jeszcze przez dwa lata, co dla rynku walutowego oznacza niemal wieczność. Po południu uwaga skupi się na indeksie nastrojów konsumentów z USA z pytaniem, jak korekta na giełdach przekłada się na samopoczucie Amerykanów.

EUR/PLN pierwszy raz od początku września znalazł się na 4,33 i tak wyraźnie oddalił się od "miękkiego sufitu" na 4,32, który ograniczał od góry konsolidację notowań. Jeden grosz wydaje się niewiele, ale z perspektywy wypłaszczania handlu w ostatnich tygodniach jest to zmiana dość istotna. Słabość była widoczna także wśród innych walut regionu, co sugeruje czynnik zewnętrzny prawdopodobnie powiązany z końcem miesiąca. Reszta tygodnia nie zapowiada się zbyt korzystnie dla złotego. Święto w czwartek niesie ze sobą ryzyko wyprzedaży, jeśli zbiegnie się z awersją do ryzyka na rynkach globalnych (kto pamięta 15 sierpnia?). W piątek opublikowany zostanie indeks PMI dla polskiego przemysłu, gdzie widzimy ryzyko odczytu poniżej 50 pkt., co byłoby silnym sygnałem mijania szczytu cyklu koniunkturalnego i negatywnie będzie rzutować na walutę. Utrata przez złotego pozytywnego zaplecza danych makro może być bolesnym ciosem w obliczu wzrostu rynkowej awersji do ryzyka, pchając EUR/PLN w kierunku 4,35.

Konrad Białas

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »