Reklama

Słabe dane z polskiej gospodarki i lepsze z amerykańskiej

Pierwsza część dzisiejszych notowań eurodolara przebiegała pod znakiem obrony wsparcia na 1,29. Próby ataku podejmowane przez stronę podażową nie przynosiły jednak spodziewanych efektów. Sprzedający nie potrafili skorzystać z porannego nie najlepszego sentymentu globalnego, ani z negatywnych informacji napływających na rynek.

W tym przypadku mowa jest o prasowych doniesieniach jakoby Grecji potrzebowała więcej czasu niż początkowo zakładano na uporządkowanie sytuacji w swoich finansach, a także o nie najlepszym wyniku aukcji hiszpańskich bonów skarbowych, które osiągnęły większą rentowność przy spadku stosunku popytu do podaży. Również obniżka prognoz gospodarczych dla strefy euro oraz Hiszpanii sprzyjała bardziej deprecjacji wspólnej waluty.

Reklama

Warto jednak podkreślić, że dzisiejsza nieskuteczność sprzedających wynikała również z tego, że stronie popytowej nie brakowało argumentów do obrony. Do tego grona można zaliczyć oświadczenie po kwartalnym posiedzeniu Ludowego Banku Chin. Wynika z niego, że władze monetarne z Kraju Środka są gotowe dostosowywać politykę pieniężną do zmieniających się warunków gospodarczych. Można to zatem traktować jako gotowość do obniżki stóp procentowych, bądź stopy rezerw obowiązkowych. W efekcie przez pierwsze godziny sesji siły rynkowe pozostawały w równowadze. Dopiero w miarę zbliżania się do sesji amerykańskiej przewaga zaczęła uwydatniać się po stronie byków.

Oddalenie się od poziomu 1,29 stało się impulsem do przetestowania nocnych maksimów. Cel ten został osiągnięty wraz z otwarciem rynków zza oceanem. Kupujący nie byli jednak w stanie w szybki tempie przejść na wyższe poziomy i w końcówce handlu na Starym Kontynencie kurs eurodolara utknął na poziomie 1,2950. Kolejną szansę na wzrost dał jednak o wiele lepszy odczyt indeksu zaufania konsumentów wg. Conference Board.

Mimo słabych danych złoty zyskuje

Początek wtorkowej sesji na krajowym rynku przebiegał pod znakiem osłabienia złotego. Mocniej rodzima waluta traciła względem amerykańskiego dolara, co było podyktowane sytuacją na głównej parze. W tym czasie kurs EUR/PLN pozostawał bardziej stabilny i oscylował tuż pod poziomem 4,15. Wzrost ceny zagranicznych waluty, poza czynnikami zewnętrznymi był podyktowany obawami o wynik danych gospodarczych z Polski. Część rynku obawiała się tego, że słabe odczyty mogą podbić oczekiwania ws. luzowania polityki monetarnej. Nie doszło jednak do realizacji tego scenariusza. Dane okazały się nieco gorsze od prognoz, co potwierdziło fakt spowalniania wzrostu gospodarczego. Jednak efekt ten jest już obserwowany od dłuższego czasu i większość oczekiwań wobec działań RPP została zdyskontowana.

Potwierdzać to może także brak reakcji na komentarz do wyników Anny Zielińskiej-Głębockiej, która potwierdziła dziś, że możliwość obniżki stóp będzie dyskutowana już w październiku. Nie oznacza to jednak, że wtedy też zapadnie pozytywna decyzja. To w efekcie zaowocowało przedpołudniowym spokojem na notowaniach par złotowych. Więcej aktywności pojawiło się dopiero w drugiej części sesji. Poprawa na rynku eurodolara pozwolił złotemu na aprecjację. Kurs USD/PLN spadł poniżej poziomu 3,20, a euro potaniało do wartości 4,1290. Za poprawą sytuacji na parach złotowych stało dobicie na eurodolarze oraz lepszy odczyt indeksu nastrojów konsumentów w USA, który zaskoczył wynikiem zdecydowanie wyższym od prognoz analityków.

Michał Mąkosa

Dowiedz się więcej na temat: obrony | polska gospodarka | waluty | lepsze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »