Reklama

Spór z bankami przyciąga uwagę przed wieczornym szczytem europejskich polityków

We wczorajszym rannym komentarzu pisałem "bankowcy poprzez swoje stowarzyszenie IIF mówią jednak wyraźnie - 40 proc. to wszystko na co możemy się zgodzić. No chyba, że nie będzie to już "dobrowolne", a przymusowe działanie.

Niemniej wtedy agencje ratingowe odczytają to już jednoznacznie jako bankructwo Grecji - czy Europa jest na nie w pełni przygotowana?". O sporze związanym z różnymi stanowiskami dotyczące wysokości odpisów na greckich obligacjach wiadomo nie od dzisiaj.

Reklama

Wypowiedzi europejskich polityków wskazują też na to, iż nie zakładają oni nawet, że straty na greckich papierach mogłyby być mniejsze, niż 50 proc. Co ciekawe zdają się oni z dużym prawdopodobieństwem zakładać, że przytłaczająca większość instytucji finansowych zgodzi się na taką operację - takie założenia przyjęli chociażby eksperci Trojki wizytujący ostatnio Ateny i sporządzający raport końcowy z wyników kontroli, czy też Niemcy, którzy dzisiaj poprzez głosowanie w Bundestagu, dali jasno do zrozumienia, iż nie dopłacą nawet jednego euro więcej do EFSF ponad to, co zostało już ustalone (211 mld EUR), a sam EFSF nie będzie mógł pożyczać pieniędzy w Europejskim Banku Centralnym.

Dodatkowo w komunikacie po szczycie UE nie znajdą się też sformułowania sugerujące, iż ECB jest zmuszony do dalszych zakupów obligacji zagrożonych krajów euro na rynku wtórnym (słowem Niemcy bardzo starają się o to, aby ECB utrzymał swój wizerunek niezależnego banku centralnego). Jednocześnie najbardziej prawdopodobnym wariantem zlewarowania Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF), co najpewniej zostanie potwierdzone na szczycie (lub tylko zasugerowane), staje się pomysł powołania specjalnego wehikułu SPV, za pomocą którego do EFSF miałby zostać zaprzęgnięty kapitał prywatny.

Niemniej wymieniani Brazylijczycy już są temu niechętni, podobnie może być z Norwegią, a udający się w piątek do Pekinu, szef EFSF, Klaus Regling, może spotkać się z dość chłodnym podejściem ze strony Chińczyków. Z kolei zasoby Międzynarodowego Funduszu Walutowego, o których wspominał jeszcze we wtorek wieczorem, szef Eurogrupy, J.C.Juncker są przecież ograniczone.

W efekcie kompleksowy plan dla strefy euro, szumnie zapowiadany przed kilkoma tygodniami przez tandem Merkel-Sarkozy, po raz kolejny okaże się zbiorem ogólników i to dość niepewnych. Najbardziej rzuca się w oczy wspomniana na początku kwestia odpisów na greckich obligacjach, która jak widać stała się podstawą do szeregu innych założeń. W dzisiejszym, rannym raporcie zwracałem uwagę, że "kompromis pewnie zostanie osiągnięty, zwłaszcza, że różnice nie są aż takie duże, a scenariusz zamiany "dobrowolności" na "przymus" i tym samym faktyczne uruchomienie procesu bankructwa Grecji może przynieść jeszcze więcej strat obu stronom.

Tyle, że do tego porozumienia nie koniecznie musi dojść dzisiaj." Okazało się jednak, iż niejako "przypomnienie" o tym fakcie przez agencję Bloomberg w godzinach popołudniowych stało się pretekstem do mocniejszej przeceny euro, wzrostu awersji do ryzyka (dolar zyskał do większości walut, a straciły głównie waluty emerging markets, w tym złoty). Późniejszy komunikat, tym razem ze strony Reutersa, który informował powołując się na rzecznika reprezentującego banki IIF (Instytutu Finansów Międzynarodowych), iż rozmowy są dalej prowadzone, a bankowcy szukają kompromisu, nie zdołał jednak w pełni uspokoić nastrojów.

Klimat się zepsuł - widać, że inwestorzy stali się bardziej ostrożniejsi i sceptyczni, co do tego, że europejscy politycy mogą zażegnać kryzys. Pozostaje, zatem wrócić do zadanego rano pytania - "czy inwestorom starczy cierpliwości?". Bo teoretycznie kolejne rozwiązania możemy poznać "już" przy okazji szczytu G20 w Cannes (3-4 listopada), czy też przy okazji spotkania Eurogrupy i Ecofinu (7-8 listopada).

EUR/USD: Wprawdzie udało się dzisiaj nieznacznie naruszyć opór na 1,3970 - ustanowione maksimum to 1,3974, ale nie można tego faktu uznać za sukces. W kolejnych kilkudziesięciu minutach rynek poszedł mocno w dół. Doszło do sforsowania strefy wsparcia na 1,3870-1,3900, która teraz będzie mocnym oporem. Jeżeli nie uda się w ciągu najbliższych kilkunastu godzin wrócić ponad nią, to trzeba będzie uznać, że większa sekwencja spadkowa na EUR/USD właśnie się rozpoczęła.

Teoretycznie mamy jeszcze wsparcie na 1,38, ale realnym celem dla tego ruchu stają się okolice 1,3650-1,3720. Wariant szybkiego spadku do 1,3550 wydaje się mniej prawdopodobny ze względu na przyszłotygodniowe posiedzenie FOMC i pojawiające się w ostatnich dniach "gołębie" wypowiedzi członków FED. Powrót powyżej 1,39 będzie natomiast świadczył o tym, że rynek spróbuje atakować poziom 1,40 (wariant mniej prawdopodobny w tym tygodniu).

Marek Rogalski

Powyższy materiał nie stanowi rekomendacji w rozumieniu rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczących instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców ( Dz.U. nr 206 z 2005 roku, poz. 1715). Nie jest również tekstem promocyjnym Domu Maklerskiego BOŚ S.A. Pełny raport można znaleźć pod adresem www.bossa.pl/analizy.

Dowiedz się więcej na temat: bank | politycy | waluty | polityków | W.E.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »