Reklama

Sporo do przetrawienia

Powracający na rynek inwestorzy, także na tym polu mają sporo do przetrawienia.

Zbliżające się wybory prezydenckie we Francji oraz brak istotnych odczytów makro będą sprzyjać utrzymywaniu się aury rozleniwienia, ale należy zachować czujność. Ostatni epizod wzmożonego napięcia geopolitycznego nie powinien być postrzegany jako definitywnie zamknięty, choć obawy i strach przed otwartym konfliktem przygasły (czego potwierdzeniem jest wyraźny wzrost amerykańskich indeksów w poniedziałek).

Reklama

Wart też zwrócić uwagę na serię danych z Chin, które wskazały, że w I kwartale wzrost był najsilniejszy od końcówki 2015 roku. Wyższa od prognoz dynamika PKB to efekt koniunktury na rynku nieruchomości, na którym pęczniała bańka. Spodziewamy się, że władze będą chciały schłodzić tę sferę gospodarki, co powinno przełożyć się na osłabienie tempa wzrostu w kolejnych kwartałach. To o tyle istotne, że nie pozwala optymistyczniej patrzeć m.in. na perspektywy AUD czy NZD. W tym pierwszym przypadku, publikowany dziś w nocy protokół z posiedzenia RBA zawierał sporą niespodziankę, pod postacią jasnego zakomunikowania, że władze monetarne z zaniepokojeniem monitorują sytuację na rynku pracy. Zwątpienie inwestorów w reflację napędzaną poluzowaniem fiskalnym w USA najmocniej uderzać będzie właśnie w australijską walutę, której szkodzić musi załamanie koniunktury na rynkach metali i rud. Dodatkowo należy odnotować, że istnieje gigantyczne pole do ograniczania długiej pozycji przez inwestorów, co sugeruje przestrzeń do osłabienia względem dolara kanadyjskiego czy nowozelandzkiego.

Ostatnie doniesienia z francuskiej sceny politycznej wskazują na słabnięcie poparcia dla kandydatki Frontu Narodowego, czyli Marine Le Pen. Zakładamy, że prezydentem Francji zostanie E. Macron, co wywoła rajd ulgi i otworzy drogę ECB do normalizacji polityki, a wspólnej walucie do kontynuacji odrabiania ubiegłorocznych strat. Do tych rozstrzygnięć pozostał jeszcze miesiąc. Po niedzielnej, pierwszej turze należy zwrócić uwagę, na osobę kontrkandydata Le Pen (pa najmniejsze szanse właśnie z Macronem, ale sondaże nie dają jej przewagi ani nad przedstawicielami Republikanów, centrum ani nawet skrajnej lewicy). Jeśli Le Pen będzie mieć rezultat poniżej 25 proc. po niedzielnym głosowaniu, to reakcja rynków będzie pozytywna (tym pozytywniejsza im wyższa frekwencja). Prawdziwą euforię wywołałaby klęska Le Pen i druga tura w składzie Fillon - Macron. Potężne załamanie indeksów, wyprzedaż euro i chaos na rynku obligacji wywołałoby natomiast wejście do drugiej tury Le Pen i Melechona. Na razie jednak eurodolar pozostaje zamknięty pomiędzy wzrostową linią trendu i 55- sesyjną średnią ruchomą.

Wybuch napięcia geopolitycznego i wygasanie wiary w reflację zepchnęły rentowność długu USA poniżej dotychczasowych, tegorocznych minimów. Wczorajsza sesja daje pewne nadzieje na ustabilizowanie sytuacji, ale należy wciąż ostrożnie podchodzić do kupowania dolara, w niepewnym środowisku szczególnie względem walut defensywnych (z JPY na czele).

Bartosz Sawicki

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »