Reklama

Strach ma wielkie oczy

On wtorkowego wieczoru oraz w zasadzie przez cały wczorajszy dzień obserwowaliśmy rynek w trybie risk-off. Zyskiwały aktywa bezpieczne, natomiast te obiecujące wyższe rentowności były wyprzedawane. Kolejny raz może się jednak okazać, że strach może być jedynie pretekstem do tego, aby kontynuować dotychczasowe trendy były kontynuowane.

On wtorkowego wieczoru oraz w zasadzie przez cały wczorajszy dzień obserwowaliśmy rynek w trybie risk-off. Zyskiwały aktywa bezpieczne, natomiast te obiecujące wyższe rentowności były wyprzedawane. Kolejny raz może się jednak okazać, że strach może być jedynie pretekstem do tego, aby kontynuować dotychczasowe trendy były kontynuowane.

Rynek finansowy został uderzony informacjami o wzroście napięcia pomiędzy Stanami Zjednoczonymi oraz Koreą Północną. Informacje spływające ze świata mówiły o tym, że koreański reżim dysponuje zminiaturyzowanymi ładunkami jądrowymi, które mogą być przenoszone w międzykontynentalnym rakietach. Nie trzeba było długo czekać na komentarz ze strony Stanów Zjednoczonych, a konkretnie od prezydenta Donalda Trumpa. Przekaz Trumpa mówił przede wszystkim o wielkiej sile ognia, strachu oraz gniewu, z czym może spotkać się Korea Północna, jeśli jej działania będą kontynuowane. Słowa Trumpa spotkały się z krytyką, gdyż Korea Północna stanowi w tym momencie najbardziej nieobliczalne państwo na świecie i takie komentarze mogą ją jedynie nakłonić do radykalnych działań. Już kilka godzin później Korea Północna poinformowała o tworzeniu planów ataku rakietowego na wyspę Guam na Pacyfiku, która stanowi terytorium Stanów Zjednoczonych. Te informacje zostały oficjalnie przekazane wczorajszego wieczoru przez agencję informacyjną z Korei Północnej.

Reklama

Rynki finansowe uległy jednak stabilizacji. W dalszym ciągu utrzymuje się względna siła takich aktywów jak frank szwajcarski, jen, czy złoto, choć w większości rynków, ruchy zostały zredukowane. Rynek powoli przechodzi do normalnego trybu i w przypadku braku dalszej eskalacji konfliktu, sytuacja ta może doprowadzić jedynie do wzmocnienia obecnych trendów.

Dzisiaj czekamy przede wszystkim na dane z Wielkiej Brytanii, które pokażą w jakim stanie znajduje się produkcja przemysłowa w kraju. Dane te ostatnio rozczarowywały, co mogło być wynikiem stosunkowo wysokich cen wejściowych. Jest to efekt ogromnej deprecjacji funta, która miała miejsce po głosowaniu Brytyjczyków w sprawie brexitu. Z kolei amerykański dolar, odzyskawszy nieco wigoru czeka na dane inflacyjne. Dzisiaj poznamy inflację producencką w której wypadku mamy zauważyć lekkie odbicie, co powinno również czekać inflację konsumencką, która opublikowana będzie jutrzejszego dnia. Z drugiej strony przemówienia Evansa, czy Bullarda z Fed wskazują na to, że presja inflacyjna w Stanach Zjednoczonych jest obecnie bardzo słaba.

Złoty w zasadzie kontynuuje swoją słabość, co jest po części wynikiem dalszych mieszanych nastrojów na rynkach. O godzinie 09:30 za euro musieliśmy płacić 4,2638 zł, za dolara 3,6342 zł, za franka: 3,7693 zł, za funta: 4,7252 zł.

Michał Stajniak

analityk rynków finansowych

Wszelkie decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie powyższych informacji lub analiz podejmowane są wyłącznie na własne ryzyko. Powyższa informacja nie stanowi rekomendacji indywidualnej, a jakiekolwiek przedstawione w niej dane i analizy nie odnoszą się do indywidualnych celów inwestycyjnych, potrzeb ani indywidualnej sytuacji finansowej osób, którym zostały przedstawione.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »