Reklama

Strach trzęsie rynkami

Poniedziałkowe notowania na rynku walutowym jak i giełdowym raziły inwestorów mocną czerwienią. Od pierwszych transakcji podczas sesji europejskiej główne indeksy schodziły na coraz niższe poziomy. W ślad za nimi zmierzał także eurodolar. Wspólna waluta była dziś mocno wyprzedawana przez uczestników rynku.

Czynników, które trzęsły dziś rynkami finansowymi było wiele, a ich wzajemne powiązania powodowały spotęgowanie efektu narastającej niepewności. Główną przyczyną ciągle pozostawał brak porozumienia ws. utworzenia kolacji rządowej w Grecji. Wokół tego tematu szybko narosło sporo spekulacji, dotyczących zwłaszcza zwycięscy ewentualnych kolejnych wyborów parlamentarnych. Spór w stolicy Aten podgrzany został dodatkowo przez Europejski Bank Centralny, który oficjalnie wypowiedział się o możliwości wykluczenia Grecji ze Strefy Euro. To w następstwie mocno zagęściło atmosferę na rynku długu. Rentowność hiszpańskich 10-letnich obligacji podskoczyła do najwyższego poziomu od XI 2011 roku. W tym samym czasie mocno podrożały niemieckie papiery dłużne.

Reklama

Widać zatem, że inwestorzy szukali dziś bezpiecznych miejsc dla swoich środków. Do zwiększenia skali zawirowań na dzisiejszej sesji wpływ miały także wydarzenia polityczne w Niemczech i przegrana chadeków w wyborach w Nadrenii Północnej-Westfalii. To wszystko sprawiło, że notowania eurodolara osunęły się w ciągu sesji z poziomu 1,2890 do wartości 1,2835 w końcówce handlu na Starym Kontynencie. Intra-sesyjne minimum wypadło jednak jeszcze niżej na 1,2830. Jak na razie nie widać szans na to by sytuacja szybko uległa poprawie. Przy tak dużym nagromadzeniu negatywnych emocji potrzeba bowiem silnego pozytywnego impulsu, który dałby szansę bykom powrotu na rynek.

Nowe szczyt na parach złotowych

Przecena ryzykowniejszych aktywów nie ominęła także złotego. Od rana rodzima waluta dynamicznie traciła na wartości. Zarówno parze USD/PLN jak i EUR/PLN udało się przebić przez górne ograniczenie kanałów wzrostowych, co sprzyjało spotęgowaniu tempa wzrostów. Czynnikami, które ułatwiły dziś bykom wyjście na wyższe poziomy znajdowały się na szerokim rynku. Kłopoty Greków z utworzeniem koalicji rządzącej, napięcia wokół Hiszpanii i ich papierów dłużnych nie sprzyjały złotemu. Pod koniec sesji londyńskiej za euro trzeba było zapłacić 4,3050 zł, natomiast za dolara 3,3555 zł. Oprócz czynników zewnętrznych na słabości złotego złożyła się także wypowiedź członka Rady Polityki Pieniężnej Adama Glapińskiego, który stwierdził, że nie należy kontynuować cyklu podwyżek. To utwierdziło uczestników rynku, że zeszłotygodniowe zacieśnienie polityki monetarnej było tylko jednorazowym działaniem.

Michał Mąkosa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »