Reklama

"Strach" wraca na rynki i osłabia euro

To był na prawdę nerwowy początek tygodnia. Na rynku głównej pary walutowej poniedziałkowa sesja europejska najpierw przyniosła udany test oporu na 1,33 USD, a następnie szybki zwrot i spadek kursu EUR/USD w okolice wsparcia na 1,305.

Jak można przypuszczać wzrost euro do 1,332 USD mógł wynikać głównie z sytuacji technicznej (nieudane zejście pary poniżej wsparcia na 1,315 USD podczas zeszłotygodniowego handlu), bowiem wczorajszy kalendarz publikacji makroekonomicznych nie zawierał na tyle istotnych danych mogących dać potencjalny impuls do wzrostów. W poniedziałek w centrum uwagi inwestorów znajdowały się przede wszystkim wybory parlamentarne we Włoszech. Nadzieje, że uda się stworzyć koalicję kontynuującą proces reform (czyli tandem Monti-Bersani) dodatkowo wspomagały wspólną walutę. Obawy, że może być trudno stworzyć koalicję i kontynuować niezbędne reformy wciąż się jednak wyczuwało, co ograniczało skalę aprecjacji euro wobec dolara.

Reklama

Jeszcze przed zamknięciem lokali wyborczych na rynek zaczęły napływać pierwsze telefoniczne sondaże, z których wynikało, że w Izbie Deputowanych wygrywa centrolewica - ugrupowanie faworyzowane przez rynki finansowe. Kolejne godziny przyniosły jednak rozczarowanie i obawy o końcowy wynik wyborów. W rezultacie może okazać się, że żadne z dwóch konkurencyjnych ugrupowań nie będzie miało na tyle istotnej przewagi by samodzielnie rządzić, co więcej problematyczne mogą okazać się jakiekolwiek koalicje. Obawa, że nie powstanie stabilny rząd i Włosi będą musieli powrócić do urn negatywnie wpłynęła na nastroje rynkowe.

W reakcji na doniesienia z Rzymu natychmiast spadły ceny włoskiego długu. Rentowność papierów o 10-letnim terminie zapadalności podskoczyła do 4,5%. Z kolei euro zaczęło silnie tracić w stosunku do dolara, po tym jak jeszcze w pierwszych godzinach sesji zyskiwało niemal 1%. Kurs EUR/USD zszedł do najniższego poziomu od sześciu tygodni. Sporą zmienność widzieliśmy też na rynkach akcji. Choć poniedziałkowa sesja na Wall Street zaczęła się bardzo obiecująco i w pierwszych godzinach notowań indeksy zyskiwały na wartości, jej końcówka przebiegała już bardzo nerwowo, a na finiszu wskaźniki mocno traciły. Ostatecznie na zamknięciu poniedziałkowej sesji indeks Dow Jones spadł o 1,55% (co jest największą przeceną od 7 listopada), wskaźnik S&P500 zniżkował o 1,83%, zaś Nasdaq zamknął dzień o 1,44% spadkiem. Z kolei The Chicago Board Options Exchange Volatility Index, czyli tzw. "indeks strachu" wzrósł o ponad 35% do poziomu ponad 19,20 pkt. co jest największym jego skokiem od sierpnia 2011 r.

W poniedziałek początkowo silne wzrosty odnotowano też na parze USD/JPY. Japoński jen w reakcji na spekulacje, że nowym prezesem Banku Japonii (BoJ) może zostać H.Kuroda - zwolennik zdecydowanego łagodzenia polityki pieniężnej - zbliżył się do oporu na 94,8 osiągając najwyższy poziom od 33 miesięcy. Co więcej, jak wynika z nieoficjalnych informacji, wiceprezesem może zostać K.Iwata, który w przeszłości silnie krytykował bank centralny za niewystarczająco łagodną politykę pieniężną. Jeśli Bankiem Japonii rzeczywiście pokierują zwolennicy agresywnego łagodzenia polityki pieniężnej presja spadkowa na jenie będzie się nasilała. Z technicznego punktu widzenia obecnie kluczowym oporem jest poziom 95 jenów i jeśli go przebijemy to znajdziemy się w przedziale 95-100 jenów za dolara. Tymczasem wzrost awersji do ryzyka spowodowany obawami o sytuację polityczno-gospodarczą Włoch - członka eurolandu, który postrzegany jest przez pryzmat potencjalnych problemów z regulacją zobowiązań i bardzo dużego deficytu publicznego - umocnił jena na powrót do 91,0 na parze USD/JPY i 119 na parze EUR/JPY. Nadal jednak oczekuje się powrotu do słabego jena, a wczorajszy ruch można interpretować w kontekście korekty ostatnich wzrostów notowań par jenowych.

Złoty zyskuje na wartości wspierany kolejnymi publikacjami makroekonomicznymi. Wciąż odczuwa się też pozytywny wpływ na naszą walutę decyzji Fitch o podniesieniu perspektywy dla oceny kredytowej Polski.

Po poniedziałkowej publikacji danych na temat sprzedaży detalicznej (wzrost w styczniu o 3,1% r/r wobec spadku o 2,5% w grudniu i oczekiwanych 0,9%) i zeszłotygodniowych doniesieniach o poprawie kondycji sektora przemysłowego (wzrost produkcji o 0,3% r/r wobec minus 14,2% w grudniu i oczekiwanego spadku o 3,15%) coraz częściej pada pytanie: czy polska gospodarka najgorsze ma już za sobą i jak w świetle tych publikacji zachowa się RPP podczas przyszłotygodniowego posiedzenia? Te bezsprzecznie lepsze od oczekiwanych dane to dowód, że silne grudniowe osłabienie dotyczące sfery realnej nie było zapowiedzią trwalszego osłabienia gospodarki (tak uważa coraz więcej ekonomistów na rynku), lecz wynikało przede wszystkim z niekorzystnych czynników sezonowych (m.in. mniejszej liczby dni roboczych) jakie pojawiły się w grudniu.

Dodatnia styczniowa dynamika produkcji i dzisiejsze dane sprzedażowe będą niewątpliwie argumentem dla tych członków RPP, którzy widzą zawężające się pole do dalszych cięć stóp procentowych. W ocenie J.Hausnera (RPP) określanego przez rynek mianem "swing votera", który może decydować o ostatecznej decyzji Rady kolejne dane sugerują, że odwrócenie trendu spowolnienia polskiej gospodarki może być szybsze od spodziewanego i Rada powinna zacząć myśleć o zakończeniu cyklu obniżek stóp, aby nie znaleźć się w sytuacji, że w momencie gdy nadejdzie odbicie, będzie zmuszona mocno je podnosić. W podobnym tonie wypowiadał się też prezes NBP. W ocenie M.Belki odbicie polskiej gospodarce już się "prawdopodobnie zaczęło", a w tym roku wzrost PKB kraju powinien wynieść 2,0%. W wywiadzie dla Bloomberga Belka podkreślił, że "(...) najgorsze mamy już za sobą".

Prezes odmówił jednak odpowiedzi na pytanie, czy w Polsce dojdzie do dalszych cięć stóp procentowych, wskazując jednocześnie, że w tym roku inflacja średnioroczna powinna wynieść "około 1,5%". Jak można przypuszczać, to właśnie projekcja inflacyjna ostatecznie wpłynie na marcowy wynik posiedzenia RPP, które zaplanowane jest w dniach 5-6 marca. Niemniej jeszcze w piątek opublikowane zostaną dane odnośnie PKB w IV kwartale ub. roku (prognoza: 0,9% r/r). Po ich odczycie inwestorzy będą mogli z większą precyzją oszacować, co zrobi Rada na marcowym posiedzeniu.

W reakcji na dane GUS i wypowiedzi przedstawicieli RPP złoty umacniał się do południa wspierany dodatkowo sytuacją na rynku euro/dolara. Pod koniec sesji europejskiej kurs EUR/PLN spadł poniżej 4,145. Zmiany jakie na szerokim rynku przyniosła sesja amerykańska lekko osłabiły złotego i dzisiaj od rana euro oscyluje w okolicach 4,16 PLN.

Joanna Bachert

Niniejszy materiał ma charakter wyłącznie informacyjny oraz nie stanowi oferty w rozumieniu ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks Cywilny. Informacje zawarte w niniejszym materiale nie mogą być traktowane, jako propozycja nabycia jakichkolwiek instrumentów finansowych, usługa doradztwa inwestycyjnego, podatkowego lub jako forma świadczenia pomocy prawnej. PKO BP SA dołożył wszelkich starań, aby zamieszczone w niniejszym materiale informacje były rzetelne oraz oparte na wiarygodnych źródłach. PKO BP SA nie ponosi odpowiedzialności za skutki decyzji podjętych na podstawie informacji zawartych w niniejszym materiale.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »