Reklama

Tak naprawdę czekamy na czwartek

Tu - czyli w okolicach 1,0570-80, jeśli chodzi o główną parę walutową, tj. eurodolara. Rynek prawdopodobnie nie podniesie notowań znacząco wyżej (1,0630 uważamy za lokalny opór dla ewentualnej korekty), ponieważ od czwartkowego posiedzenia EBC oczekuje się powszechnie wdrożenia nowej fazy luzowania ilościowego w Eurolandzie.

Innymi słowy, rynek spodziewa się, że Mario Draghi poszerzy lub przedłuży operację QE, a może też ogłosi wprowadzenie innych środków - i takie przewidywania są już w cenach. W czwartek eurodolar może się wydatnie obniżyć, jeśli Draghi zaskoczy czymś naprawdę mocnym - a więc, jeżeli da rynkom coś więcej niż obniżka stopy depozytowej o 10 pb i wydłużenie QE o pół roku (tj. do marca 2017).

Reklama

Jeśli natomiast spełni się to, co można uznać za rynkowe prognozy, to nie wykluczamy nawet lekkiej korekty i realizacji zysków. Ale uwaga: nie byłaby to zmiana trendu, w żadnym razie. Swoje do powiedzenia ma przecież za dwa tygodnie Fed, który prawdopodobnie zacznie ścieżkę podwyżek stóp.

To, czy zacznie, zależy jeszcze od piątkowych payrollsów (danych z rynku pracy), ale musiałyby one być naprawdę przygnębiające i zespolić się z innymi słabymi doniesieniami, by Fed wstrzymał się z ruchem.

Dziś euro nie miało wiele szans także i dlatego, że rano pojawił się arcy-słaby odczyt dynamiki sprzedaży detalicznej Niemiec. Miało być +0,4 proc. m/m i +2,9 proc. r/r, było -0,4 proc. oraz +2,1 proc. Inflacja CPI natomiast wpisała się w prognozy (0,1 proc. m/m, 0,4 proc. r/r).

Pojawił się odczyt Chicago PMI z USA. Bardzo rozczarował - miast ruchu z 56,2 pkt do 54 pkt, mamy w istocie 48,7 pkt, czyli spadek poniżej wartości granicznej dla wskaźników typu PMI (oddzielającej przewagę optymistów i pesymistów). Tym niemniej nie powinno to zakłócić ogólnego kierunku eurodolara, podobnie jak nie zakłóciły go np. bardzo niskie ostatnimi czasy wartości indeksu NY Empire State.

Orzeł biały

Pary EUR/PLN i USD/PLN idą w górę, w każdym razie ta druga (bo na pierwszej mamy raczej konsolidację) - ale dla orła z naszej złotówki oznacza to raczej lot ku przepaści.

Na wykresie USD/PLN możemy połączyć minima z połowy października (3,6770 - kto pamięta te czasy...?) i 19 listopada, by dostać ostrą linię trendu zwyżkowego. Jesteśmy już w rejonach 4,02 - 4,04 - a poważniejszej korekty nie widać. Aktualnie 3,99 - 4 zł byłoby okazją zakupową. O 3,9450 (dołek z 19 listopada) byłoby naprawdę ciężko.

Mieliśmy dziś dobry odczyt dynamiki PKB za III kw. (+3,5 proc. r/r bez sezonowości, +3,7 proc. r/r z nią), ale to jakoś nie napędza złotego. Nic dziwnego: istotne są teraz dwa kluczowe banki centralne. Mieliśmy też sygnał o listopadowej inflacji CPI (0,0 proc. m/m, -0,5 proc. r/r). Uzyskany wynik był niższy od prognoz, czyli r/r mamy nadal deflację. To może być czynnik za kolejną obniżką stóp w Polsce, co sugerował zresztą nowy minister finansów.

Na EUR/PLN notujemy 4,27. Nie boimy się raczej 4,30, ale na nic lepszego niż 4,2350 (lepszego dla kupujących) nie liczymy, a i ten poziom nie będzie łatwy do osiągnięcia. Zauważmy, że spadek EUR/USD nie pomaga złotemu nawet na EUR/PLN. Oczywiście, jeśli będzie on nagły i wywołany czynnikami nie tyle umacniającymi dolara, co osłabiającymi euro (a taki wymiar powinno mieć czwartkowe posiedzenie EBC), to możemy coś zyskać. Ale raczej tylko korekcyjnie. Druga nadzieja to ewentualne umocnienie w samej końcówce roku, na zasadzie realizacji zysków i korekty.

Tomasz Witczak

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »