Reklama

To właśnie dziś

To właśnie dziś - o 14:30 - poznamy tzw. payrollsy, czyli oficjalne dane z amerykańskiego rynku pracy. To, co będzie najważniejsze, to stopa bezrobocia oraz informacja o zmianie zatrudnienia (poza rolnictwem tudzież ogólnie w sektorze prywatnym).

Im lepiej - tj. im więcej nowych miejsc pracy przy niskim bezrobociu - tym silniejszy może się okazać dolar. Aktualnie, krótko po piątej, jest on w pobliżu 1,1120-30. Oznacza to zresztą, że trochę skorygował swój kurs po wczorajszym umocnieniu. Impulsem do tego umocnienia były z jednej słowy słowa Mario Draghiego o gotowości do podejmowania dalszych działań (takich, które można utożsamić z luźną polityką), z drugiej zaś nowe projekcje makroekonomiczne EBC (niższe PKB, niższa przewidywana inflacja). Poza tym pozytywnie wypadły odczyty dla amerykańskiego sektora usług (PMI i ISM). PMI trochę wzrósł (miał spaść), zaś ISM spadł mniej niż zakładano.

Reklama

Notowano więc wczoraj nawet minima rzędu 1,1090. Dziś kurs lekko wraca, co jest po prostu znakiem realizacji zysków, krótką korektą techniczną. Co dalej? Jeśli payrollsy wypadną dobrze, to rynek znów rozegra scenariusz wyższych stóp we wrześniu (dolarowych, rzecz jasna). Wtedy moglibyśmy spodziewać się nawet rajdu w okolice 1,0950 - 1,10. Tam mniej więcej przebiega łagodna linia trendu wzrostowego, idąca od 13 marca.

Jeśli trend jest wzrostowy, to wypada, by linia ta została potwierdzona, tj. nastąpiło odbicie. Stanie się tak niemal na pewno wtedy, gdy faktyczna decyzja Fed będzie polegała na utrzymaniu obecnych stóp, a podwyżka kosztu pieniądza mimo wszystko zostanie przesunięta na grudzień. Może się okazać, że tak będzie - pomimo dobrych danych makro. Powody? Np. swego rodzaju wojna walutowa, jaka się powoli rozwija, implikowana przez to, co dzieje się w Chinach. Plus chęć utrzymania pozorów ożywienia czy to w USA ogólnie, czy na amerykańskich giełdach. Plus standardowe podejście, jakie często zwycięża w FOMC - "poczekajmy, trzeba zobaczyć, czy dane są stabilne, czy to nie efekty przejściowe" itd.

Czy to wszystko okaże się dopiero 17 września? Być może tak, ale być może już wcześniej pojawią się pewne sygnały kontrujące dolara. Po pierwsze, payrollsy mogą być słabe (gorsze od prognoz), wtedy sprawa rozjaśniłaby się niemal od razu. Po drugie, może znów dojść do jakiegoś większego tąpnięcia na chińskiej giełdzie czy w chińskich danych makro (np. w najbliższy wtorek 8 września poznamy tamtejszy bilans tudzież dynamikę eksportu i importu). Istotne mogą być też kolejne dane z USA, np. o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej (15 września). I wreszcie - ważne będzie to, czy sytuację będą komentować w jakiś sposób przedstawiciele Fed / FOMC (choć wydaje się, że na najbliższych kilkanaście dni nie zostały przewidziane oficjalne wystąpienia).

Ogólna perspektywa jest więc taka: jeśli payrollsy poważnie rozczarują, to wykres zapewne już zacznie powoli zawracać, przynajmniej do 1,1210, jeśli nie 1,13 - 1,1330. Gdy payrollsy będą przyzwoite (zwłaszcza, jeśli mocno przebiją prognozy), to ruszymy na 1,0950 - 1,10, może nawet nastąpi ostre testowanie tego obszaru, włącznie z otarciami o 1,08 - 1,0820 (o ile nie będzie jakichś wstrząsów np. chińskich). I wreszcie: jeśli stopy naprawdę zostaną podwyższone, to ten stan rzeczy się utrzyma i nawet będziemy szli dalej na południe. Jeśli jednak FOMC okaże się ostrożny i nic nie zrobi, co wciąż jest mocno prawdopodobne, to całe to testowanie powinno zakończyć się powrotem na północ i utrzymaniem jeszcze przez dobrych kilka tygodni obecnej tendencji.

A poza tym dziś w programie jeszcze rewizja PKB strefy euro za II kwartał - wyniki poznamy o godzinie 11:00.

Na złotym

Wczoraj po południu pisaliśmy, że być może te poziomy, jakie wtedy osiągano na EUR/PLN, to dobry moment, by kupować euro, w razie gdyby sprawy miały się później rozwijać mniej pomyślnie. Innymi słowy, były to wartości rzędu 4,20. Dziś faktycznie cena wróciła w zakres niedawnej konsolidacji, mamy 4,2170 (i tak nie najgorzej).

Co dalej? Niewykluczone, że rynek uznał wczorajsze minima za test linii trendu wzrostowego (choć byłoby to spore przybliżenie) i będziemy mieli kolejną fazę zwyżki kursu. To możliwe, jeśli EUR/USD nie będzie na razie mocniej spadał, tj. jeśli payrollsy wypadną mało zachęcająco. Jeżeli jednak euro mocno straciłoby na głównej parze, to mamy szansę - na EUR/PLN - przynajmniej na silny test okolic 4,1850 - 4,19, a może i na 4,1720-40. Cóż, pokaże nam to dopiero godzina 14:30. Wydaje się, że są perspektywy na taki scenariusz.

USD/PLN oczywiście idzie odwrotnym tokiem - jest powyżej 3,79, co oznacza powolne rozbijanie kilkudniowej konsolidacji i otwiera perspektywę na kursy rzędu 3,8130-45. Pozytywne dla PLN jest mimo wszystko to, że spadła trochę rentowność polskich obligacji 10-letnich, do 2,981 proc.

Tomasz Witczak

Dowiedz się więcej na temat: waluty | dziś

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »