Reklama

Tydzień wysokich obaw

Pierwszy dzień tygodnia na rynku głównej pary walutowej upłynął spokojnie. Po silnych piątkowych spadkach byki drobnymi posunięciami odrabiały poniesione straty.

Jednak puste kalendarium makroekonomiczne oraz duża niepewność ws. przyszłości Grecji i gospodarki USA ograniczyły aktywność inwestorów, którzy z większymi ruchami postanowili wstrzymać się do publikacji istotnych danych, których kumulacja przypadła na środę i czwartek. Mimo jednak tego stronie popytowej pod koniec dnia udało się wyciągnąć kurs eurodolara do poziomu 1,4420. Następny dzień był kontynuacją odbicia, choć jego tempo podobnie jak w poniedziałek nie było duże.

Reklama

Początkowy impuls dała bykom informacja o zwołaniu na ten dzień nieformalnego spotkania ministrów finansów strefy euro, gdzie miano poruszyć temat kryzysu w Grecji. Spekulacje na temat ewentualnych wstępnych rozwiązań pozwoliły eurodolarowi na dotarcie do poziomu 1,4450. Długo jednak się tam nie utrzymał i w miarę zbliżania się do publikacji danych za oceanu wspólna waluta traciła na wartości. Było to przede wszystkim spowodowane doniesieniami, że oczekiwane przez inwestorów spotkanie ministrów finansów może nie spełnić pokładanych w nim nadziei. To w połączeniu z kiepskimi danymi ze Stanów Zjednoczonych spowodowało spadek eurodolara do poziomu 1,4410.

Fatalne dane, duże spadki

Środa na rynku głównej pary walutowej przyniosła duże spadki. Pierwszym czynnikiem, który inwestorzy zdyskontowali na niekorzyść wspólnej waluty były słowa Baracka Obamy. Prezydent Stanów Zjednoczonych stwierdził, że jeśli dopuszczalny limit zadłużenia jego kraju nie zostanie podniesiony, to może się to skończyć nową zapaścią finansową. Dzięki temu od początku sesji europejskiej kurs eurodolara przemieszczał się w dół.

Czynnikiem, który zwiększył tempo spadków był wynik przewidzianych na ten dzień odczytów makroekonomicznych. Wzrost inflacji konsumenckiej w USA do poziomu 3,6% r/r, niższy od oczekiwań napływ kapitałów długoterminowych, a także fatalny odczyt aktywności przemysłowej w stanie Nowy York, który spadł do poziomu -7,79 pkt. podniosły znacznie awersję do ryzyka spychając kurs eurodolara z poziomu 1,44 do wartości 1,4160. Na niewiele się zdały nieco lepsze odczyty produkcji przemysłowej w strefie euro jak i za oceanem. Rynkiem zaczęły bowiem rządzić niedźwiedzie, które wspierane były także ciągłym niepokojem ws. przyszłości Grecji.

Lepsza końcówka

Silną środową przecenę wspólnej waluty zatrzymał dopiero poziom 1,41. Na początku czwartkowych notowań byki oparte o to silne wsparcie próbowały odrabiać poniesione straty. Jednak ciężar greckich problemów, protesty społeczne i brak porozumienia między rządem z Aten a opozycją ws. reform stanowiły zbyt duże wyzwanie dla strony popytowej. Także doniesienia o możliwości przeniesienia terminu przyznania nowego bailoutu na wrzesień i niezbyt udana aukcja hiszpańskich obligacji ściągnęły kurs do wartości 1,4070. Sytuację odwróciły dopiero pierwsze od dłuższego czasu lepsze dane z amerykańskiego rynku nieruchomości, gdzie ponad oczekiwania wzrosła liczba pozwoleń na budowę domów, do 612 tys. i liczba rozpoczętych budów do 560 tys.

Pomógł także rynek pracy, gdzie spadła liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, choć wynik 414 tys. nadal nie zachwyca. Jednak głównym czynnikiem, który dodał obozowi byków sił były prasowe doniesienia o porozumieniu MFW i KE ws. pomocy dla Grecji i słowa komisarze UE Oli Rehna, który liczy, że już na niedzielnym spotkaniu ministrów finansów zostaną przyjęte kluczowe założenia dla nowego bailoutu. To wszystko umocniło wspólną walutę i pozwoliło by piątkowe notowania rozpoczęły się z poziomu 1,42.

Niemcy zmiękli

Mimo lepszych nastrojów eurodolarowi nie powiodło się w czwartek przebicie oporu na 1,42. Udało się to dopiero w piątek, podczas spotkania kanclerz Niemiec Angeli Merkel z prezydentem Francji Nicolasem Sarkozy. Spotkanie to miało na celu ustalenie kompromisu pomiędzy dwoma sprzecznymi stanowiskami. Niemcy chcieli przymusowego uczestnictwa prywatnych inwestorów w koszcie nowej pomocy dla Grecji. Francuzi zaś forsowali dowolności w tym temacie, podobnie zresztą jak EBC.

W ostateczności niemiecka strona zmiękła i stanęło na opcji znad Sekwany, co rynki przyjęły z zadowoleniem, a kurs eurodolara wzrósł do wartości 1,4290. Tam też pozostawał, aż do publikacji danych z USA. Wstępny odczyt indeksu Uniwersytetu Michigan wyniósł 71,8 pkt, czyli słabiej niż oczekiwano, to jednak nie miało dużego wpływu na notowania eurodolara.

Niewielka zmienność

Początek tygodnia na rynku par złotowych przebiegał spokojnie. Złoty nieznacznie zyskiwał wobec dolara i euro, lecz płynność rynku nie była zbyt duża. Wynikało to przede wszystkim z zachowawczej postawy inwestorów, którzy w obliczu niepewnej przyszłości, co do nowego pakietu pomocowego dla Grecji, a także kondycji amerykańskiej gospodarki ograniczyli swoje inwestycje. Poprzez to wtorkowe notowania para USD/PLN kończyła na poziomie 2,72, zaś para EUR/PLN na 3,93.

Silny skok inflacji

Kolejne dni okazały się znacznie gorsze dla rodzimej waluty. Złoty na fali kiepskich danych z USA i pogarszającej się sytuacji na głównej parze walutowej począł się deprecjonować. W ciągu środowych notowań kurs pary USD/PLN dotarł do poziomu 2,78, zaś para EUR/PLN zanotowała wartość 3,9450. Sytuację tą tylko chwilowo odwrócił odczyt indeksu cen dóbr i usług konsumpcyjnych w Polsce, który osiągnął poziom 5% r/r. Wartość ta mocno zaskoczyła rynki i była najwyższa od 10 lat. Powodem tak wysokiego odczytu były przede wszystkim wysokie ceny energii i żywności, które w dużej mierze są niezależne od działań polskiej strony, w tym między innymi RPP.

Dlatego też taki odczyt nie wywołał jastrzębich komentarzy ze strony członków tego organu, choć oczekiwania na lipcową podwyżkę wzrosły, pomimo zapowiadanej wcześniej przerwy w zacieśnianiu polityki monetarnej. Kolejny dzień przyniósł kontynuację osłabienia. Gorsze globalne nastroje, spora dezinformacja ws. Grecji, zamieszki na ulicach Aten skutecznie podnosiły awersję do ryzyka na czym tracił polski złoty. Obawy były na tyle silne, że wzrosty obu par w pewnym momencie przypominały panikę. Wyprzedaż rodzimej waluty doprowadziła kurs euro - złotego do poziomu 3,99, zaś dolar - złoty przetestował wartość 2,83.

Lepsza końcówka

Uspokojenie na rodzimym rynku walutowym przyniosły dopiero popołudniowe dobre dane z USA i powrót wzrostów na główną parę walutową. Poprzez to złoty zyskał nieco na sile kończąc czwartkowe notowania na poziomie 2,80 złotego za dolara i 3,9750 złotego za euro. Lekko niższe wartości polska waluta notował także w piątek. Dobre informacje płynące ze spotkania Merkel - Sarkozy poprawiły klimat inwestycyjny i zachęciły inwestorów do kupowania ryzykowniejszych aktywów. Dużego wpływu na notowania nie miały za to dane na temat dynamiki produkcji przemysłowej w Polsce i inflacji PPI. Pod koniec piątkowej sesji europejskiej za dolara trzeba było zapłacić 2,7750, zaś za euro 3,9735.

Michał Mąkosa

Dowiedz się więcej na temat: obawa | waluty | dane makroekonomiczne | rynki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »