Reklama

W co gra FED?

Ben Bernanke poddał wczoraj w wątpliwość oczekiwania rynku związane z jesiennym ograniczeniem programu QE3 - i to wystarczyło do tego aby doprowadzić niemal do panicznego pokrywania dolarowych pozycji przez inwestorów (chociaż duży ruch był efektem małej płynności na styku sesji amerykańskiej i tokijskiej).

Czy jednak słowa szefa FED rzeczywiście negują możliwość zmian w programie QE3 jeszcze w tym roku? Wydaje się, że temat ten będzie jeszcze wracał - najbliższą okazją będzie posiedzenie FED zaplanowane na 31 lipca. Wcześniej, bo już w przyszłą środę szef Rezerwy Federalnej będzie "opowiadał" w Kongresie o stanie amerykańskiej gospodarki. Być może przy okazji rozwinie wątek związany ze stopą bezrobocia - wczoraj stwierdził, że jej spadek w ostatnich miesiącach "wyolbrzymia poprawę na rynku pracy".

Szef FED prowadzi z rynkami finansowymi bardzo sprytną grę - w dużym skrócie polega ona na wykonaniu trzech kroków naprzód i dwóch do tyłu. W efekcie jesteśmy dalej, chociaż niektórzy odnoszą wrażenie, że tak nie jest. Posiedzenie FED z 19 czerwca miało na celu usankcjonowanie oczekiwań związanych z możliwym ograniczeniem programu QE3 - rynki nie dostrzegły jednak (lub nie chciały tego zobaczyć), że FED wspomniał o warunkach, które muszą zostać spełnione, aby program skupu aktywów mógł być ograniczony. Teraz zaczął je rozwijać, chociaż na samym początku było jasne, że proces będzie raczej powolny i przede wszystkim "ostrożny" - dla rynków finansowych i gospodarki.

Reklama

Z wczorajszej publikacji czerwcowych "minutek" wynika, że w FOMC jest już zgoda, że program QE3 powinien być ograniczony - zwraca się jednak uwagę na kryteria, jakie powinny być ku temu spełnione. Głównym oczywiście pozostaje rynek pracy i tym samym późniejsze słowa Bena Bernanke podczas konferencji NBER, że stopa bezrobocia na poziomie 7,6 proc. może pokazywać jego nazbyt optymistyczny obraz, pokazują, że bank centralny chce zwracać uwagę na szerszy kontekst, a ten rzeczywiście może nie być tak jednoznaczny - warto chociażby prześledzić wskaźniki regionalne na przestrzeni ostatnich miesięcy. Bernanke dość sprytnie rozegrał wczoraj też kwestię inflacji, przypominając, że wciąż pozostaje ona zbyt niska, a mandat FED wymusza także obserwowanie tego wątku - to teoretycznie argument za tym, aby nie spieszyć się z wycofywaniem płynności z rynków. W efekcie słowa, że "w możliwej do przewidzenia przyszłości potrzebna jest wysoce akomodacyjna polityka", są tylko dopełnieniem tych zdań.

To nie oznacza jednak, że program QE3 nie może być ograniczony i to już podczas wrześniowego posiedzenia FED, chociaż skala tego ruchu może nie być duża (do 10 mld USD z obecnych 85 mld USD). Dla rynku, który od wczoraj zdaje się, że mocno zrewidował swoje oczekiwania, będzie to zadowalający ruch. Tym samym Ben Bernanke realizuje to, co zdaje się zaplanował - komunikacja z rynkami finansowymi ma na celu nie dopuszczenie do nadmiernego odpływu kapitałów z rynku obligacji (i tym samym wzrostu rentowności), oraz ograniczeniu ryzyka stworzenia ... bańki spekulacyjnej na rynkach akcji.

Wróćmy jednak do tego, co dzieje się na rynkach walut. Nocne osłabienie się dolara było nieco przesadzone i korekta tego ruchu obserwowana w dalszej części sesji azjatyckiej i w pierwszych godzinach europejskiego handlu jest naturalna. Teraz rynek ma czas na "analizę" wczorajszych słów Bena Bernanke i realną ocenę tego, na ile to rzeczywiście zmienia koncepcję ograniczania QE3. W dzisiejszym kalendarzu istotne będą jedynie dane nt. cotygodniowego bezrobocia w USA o godz. 14:30 - oczekiwania zakładają spadek wniosków do 340 tys.

Nie zapominajmy też, że świat (to znaczy rynek) nie kręci się tylko wokół FED. Dzisiaj rano mieliśmy posiedzenie Banku Japonii (tak jak oczekiwano nie wniosło nic nowego, BOJ podtrzymuje dotychczasową politykę i czeka na jej efekty), a wczoraj wieczorem prezydent Portugalii wezwał partie polityczne do znalezienia "narodowego porozumienia", ale i też nie wykluczył przedterminowych wyborów. Jeżeli wygra je opozycja to program reform może zostać zahamowany. To kolejny element nowej układanki dla krajów PIIGS, o której wspominałem wczoraj (na liście są już ze swoimi problemami Grecja, Włochy i Hiszpania).

Rzut oka na wykres koszyka BOSSA USD w ujęciu tygodniowym pokazuje, że zakładany od wtorku ruch na osłabienie dolara został już zrealizowany - mam tu na myśli test poziomu 69,56 pkt. w godzinach nocnych. Stało się to znacznie szybciej, niż można było tego oczekiwać. To sugeruje jednocześnie, iż najbliższe dni nie przyniosą pogłębienia tego, co widzieliśmy w nocy, a jedynie konsolidację wokół tych poziomów.

Wykres tygodniowy BOSSA USD

W przypadku EUR/USD oznacza to, iż nie należy się spodziewać złamania poziomu 1,3206, jaki został ustanowiony w nocy na fali dynamicznego osłabienia się dolara względem wszystkich walut. Rynek może jednak próbować ponownie się do niego zbliżyć, chociaż bardziej realny będzie tutaj test strefy 1,3135-60, do którego może dojść podczas najbliższych kilkunastu godzin. Tym samym nie zakładajmy, że w tym tygodniu EUR/USD spadnie poniżej 1,30. W średnim terminie podejścia EUR/USD w okolice 1,3160, a być może i nawet 1,32 (choć nie dzisiaj), warto będzie wykorzystywać do ponownego rozegrania na spadki w perspektywie kilku tygodni.

Wykres dzienny EUR/USD

Marek Rogalski - Główny analityk walutowy DM BOŚ

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »