Reklama

W finale tygodnia eurodolar zbliża się do ostatniego oporu

Co poznaliśmy w tym tygodniu? Przypomnijmy ważniejsze odczyty makroekonomiczne. Oto w poniedziałek pojawił się indeks instytutu Ifo, opisujący kondycję gospodarki niemieckiej na podstawie opinii analityków. Wynik to 108,3 pkt - podczas gdy prognozowano ruch ze 108,7 pkt do 107,5 pkt. Faktyczny rezultat był zatem optymistyczny.

We wtorek podany został amerykański PMI dla usług - wstępny za lipiec. Tu wynik był dość słaby, 50,9 pkt przy prognozie wzrostu z 51,4 pkt do 52 pkt. Zamiast zwyżki był więc spadek. Poniżej założeń wypadły też indeksy cen domów S&P/Case-Shiller (w obu ujęciach - dla 10 i 20 metropolii), natomiast fakty przebiły prognozy jeśli chodzi o Conference Board zaufania konsumentów oraz indeks Fed z Richmond (tu +10 pkt, a miało być -4 pkt), a także sprzedaż nowych domów. Wtorek był więc dla Amerykanów niejednoznaczny.

Reklama

W środę mogliśmy się przekonać, że PKB Wielkiej Brytanii za II kwartał wstępnie przeskoczył założenia (0,6 proc. k/k, 2,2 proc. r/r to fakty, prognozowano zaś 0,5 proc. k/k i 2,1 proc. r/r), natomiat bardzo słabo wypadły amerykańskie zamówienia za czerwiec. Poza tym środa pozwoliła nam poznać (wieczorem, o 20:00) decyzję FOMC na temat stóp procentowych. To znaczy: sama decyzja nie była żadnym zaskoczeniem (zmiany nie dokonano), ale gracze analizowali komunikat FOMC. Uznano go za dość gołębi, jakkolwiek był mocno zrównoważony i mimo wszystko Fed nie wycofał się z samej koncepcji zacieśniania polityki.

Ostatecznie jednak w środę wieczorem i w nocy wykres ruszył powyżej 1,1070, a w kolejnych dwóch dniach generalnie kontynuował ów rajd. Przebito zresztą linię spadkową, którą można wytyczyć przez połączenie szczytów z 14 i 15 lipca. Ale można również połączyć maksima z 3 maja oraz 9, 20 i 24 czerwca. W takiej perspektywie mamy właśnie test owej spadkowej prostej, a zarazem test okolic oporu. Mowa o obszarze (w przybliżeniu) 1,1165 - 1,1190, wytyczonym przez szczyty z 1, 5 czy 14 lipca.

Istnieje więc pewna szansa na to, że dolar trochę odzyska - z uwagi na opisane linie, jak też i po prostu z powodów korekcyjnych. Nie należy oczywiście bezkrytycznie podchodzić do zasady "wzrosło, to musi spaść", tym niemniej trzy białe świece, w tym dwie duże, skok z 1,0965 do 1,1170 w parę dni - to się domaga korekty.

Dolar stracił dziś na eurodolarze być może w wyniku reperkusji tego, co działo się na USD/JPY (podobny proces odbył się na EUR/JPY). Oto bowiem amerykańska waluta osłabiła się kosztem jena - i to mimo tego, że generalnie Bank Japonii pogłębił "luźność" polityki monetarnej. Ogłoszono np. wzrost zakupów funduszy ETF (inwestujących na japońskiej giełdzie) z 3,3 bilionów jenów rocznie do 6 bilionów. Postanowiono także o powiększeniu programu pożyczek dolarowych dla firm japońskich z 12 miliardów USD do 24 miliardów (tj. ok. 2,5 bilionów jenów). Okazało się jednak, że skup państwowych obligacji, a więc wzrost bazy monetarnej (dodruk pieniądza, mówiąc potocznie) zostanie utrzymany na poziomie 80 bilionów jenów rocznie. To rozczarowało rynki, podobnie jak fakt, że nie obniżono stopy procentowej do jeszcze bardziej ujemnej.

W efekcie USD/JPY przebył drogę z okolic 104,85 do 102,60 (gdy piszemy te słowa). Dzień cechuje się mocną świecą koloru czarnego. Ale jeśli mielibyśmy wracać do eurodolara, to pojawił się też inny czynnik, dużo ważniejszy niż przeniesienia z klimatu japońskiego. Oto bowiem podano odczyt dynamiki PKB Stanów Zjednoczonych za II kwartał - i wynik annualizowany to 1,2 proc., gdy tymczasem zakładano 2,6 proc. Do tego rezultat za I kw. obniżono z 1,1 proc. do 0,8 proc.

W tej sytuacji nie dziwi ostry wzrost eurodolara. Małym pocieszeniem jest indeks Chicago PMI na poziomie 55,8 pkt przy prognozie 54,1 pkt, szczególnie że np. indeks Uniwersytetu Michigan, też istotny, miał spaść z 93,5 pkt do 90,5 pkt, a doszedł aż do 90 pkt. Do tego dość gołębio wypowiedział się John Williams z Fed: m.in., że dynamika rozwoju gospodarczego dramatycznie spowolniła, stopy procentowe będą w przyszłości niższe, a to, co będzie trzeba uznać za 'normalne' stopy będzie na dłuższą metę niższe niż kiedyś. Trajektoria ewentualnych powyżek będzie płytsza niż myślano itd.

Coraz mniejsze znaczenie będzie mieć więc ta bardzo generalna teza, o której nieraz pisaliśmy - że mianowicie EBC czy BoJ nawet nie mówią o możliwości zacieśnienia polityki, a Fed przynajmniej jeszcze o tym opowiada albo też dopuszcza taki scenariusz. To prawda, ale rynek od dawna jest bardziej sceptyczny niż np. oficjele Fed jeśli chodzi o możność podwyżek. Jeśli dziś zostanie przebity opór na eurodolarze i jeśli ten ruch będzie kontynuowany po weekendzie, to rzeczywiście trzeba będzie znacząco zmodyfikować wizję przyszłości. Jeśli jednak poziom jeszcze wytrzyma i jeżeli pojawią się w przyszłym tygodniu jakieś czynniki pro-dolarowe (np. dobre dane z USA czy kłopoty Eurolandu), to trend trwający od 3 maja powinien się potwierdzić - tyle że dalsze spadki pary będą raczej mozolne. Okolica 1,0915 - 1,0950 może ograniczać proces umocnienia USD.

Co do Europy, to na fali jest teraz temat kłopotów bankowości włoskiej, w Polsce odbiło się to wyprzedażą akcji Pekao - po tym jak najpierw UniCredit sprzedał pakiet 10-procentowy, a potem (w obecnym tygodniu) Bloomberg puścił news o tym, że rozważana jest sprzedaż całej puli posiadanej przez Włochów. Co więcej, dziś o 22:00 podane będą wyniki stress-testów banków europejskich (obejmujące 51 instytucji).

Gwałtowny ruch na eurodolarze znacząco umocnił naszą walutę do amerykańskiej. Oto na USD/PLN mamy już 3,9060. W tym tygodniu pożegnaliśmy konsolidację, która ciągnęła się od końcówki czerwca, kiedy to sytuacja zaczęła się klarować po szoku post-brexitowym. Naturalnie 3,90 jawi się jako dobre wsparcie i jeśli na EUR/USD wytrzymają opór oraz linia spadkowa, to i u nas się to odpowiednio przełoży, tj. przełoży na wzrost kursu. Ale i wtedy za opór będzie mogła uchodzić okolica 3,9250 - 3,93, zatem złoty będzie i tak względnie mocny jak na okres po wiadomym referendum.

Na EUR/PLN tydzień temu przetestowano wsparcie na 4,35. W tym tygodniu wykres poruszał się raczej konsolidacyjnie i w wąskim zakresie, a słabsze (dla złotego) momenty były m.in. skutkiem niedobrej atmosfery na GPW u progu tygodnia, gdy wyprzedawano walory Pekao. Wtedy złoty tracił też trochę do dolara, mimo że główna para walutowa była stabilna.

Co do GBP/PLN, to mamy tu obecnie mniej niż 5,16. Ba, nastąpił dziś nawet test okolic 5,1455, czyli tak naprawdę było to mocne badanie minimów uformowanych trzy tygodnie temu. Na razie okolica ta wytrzymała napór graczy podbijających wartość złotego.

Tomasz Witczak

Dowiedz się więcej na temat: tym

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »