Reklama

W oczekiwaniu na inflację

Wzrost inflacji w USA w tym roku jest z pewnością jednym z ważniejszych fenomenów ekonomicznych. Jak na razie ma on umiarkowany wpływ na rynek, ponieważ Fed zdecydował się kompletnie to zjawisko zignorować. Powell rzucił na szalę resztki swojej wiarygodności argumentując, że wzrost inflacji jest jedynie przejściowy. Czas więc, aby zaczęła spadać.

Sytuacja makroekonomiczna w USA faktycznie jest bardzo nietypowa - nie można porównać jej w zasadzie do żadnego poprzedniego okresu, a zatem faktycznie trajektoria zmian cen jest dość trudna do przewidzenia na dłuższą metę. Na krótką metę stało się to, co stać się musiało (choć i tak zaskoczyło to wiele osób, w tym Fed) - interwencjonizm gospodarczy finansowany dodrukiem doprowadził do eksplozji popytu, a podaż ograniczona nadal różnego rodzaju restrykcjami nie nadąża, co prowadzi do wzrostu cen. 

Najlepiej widać to na rynku używanych samochodów, których ceny bardzo często w ciągu kilku miesięcy podskoczyły w USA o 30-40 proc.! Owszem, pojazdy zabytkowe, limitowane serie, bywają obiektem spekulacji, ale by był nim Ford Escape czy Chevrolet Silverado?! Świat stanął na głowie, chciałoby się powiedzieć. Dziś ekonomista w USA musi patrzeć nie tylko na siłę nabywczą i nastroje konsumenta, ale także śledzić portale z używanymi autami... Gdyby nie owe szaleństwo inflacja w USA wynosiłaby około 4 proc., czyli nadal dość dużo. 

Reklama

Jednak rynek oczekuje, że powoli zacznie ona spadać. Ceny samochodów zdają się już nie rosnąć, a "baza" z poprzedniego roku (kiedy inflacja odbijała od dna) sprzyja spadkowi inflacji. Dlatego oczekuje się dziś spadku inflacji z 5,4 do... 5,3 proc. Nadal jednak otwartym jest pytanie, w jakim stopniu firmy narzekające na bezprecedensowy wzrost kosztów (co pokazał choćby PPI w piątek) będą je w stanie przenosić na konsumenta. Jeśli będą, spadek inflacji może nie być tak szybki jak chciałby Fed. Powell zagrał va banque - jeśli jego wizja się nie sprawdzi, na rynku może być gorąco, dlatego dane o inflacji nadal zdecydowanie warto śledzić. Publikacja dziś o 14:30.

Poniedziałek przyniósł znaczną poprawę nastrojów, głównie w Europie, choć tak naprawdę nie było ku temu jakiejś oczywistej przyczyny. Wydaje się, że w tym tygodniu główne rozdania dopiero przed nami i dzisiejsza publikacja danych o inflacji będzie ich początkiem. Złoty, pod rosnącym ciężarem krajowej polityki pieniężnej, nie wykorzystał dobrych nastrojów i dziś rano traci. O 9:30 euro kosztuje 4,5544 złotego, dolar 3,8502 złotego, frank 4,1799 złotego, zaś funt 5,3393 złotego.  

Przemysław Kwiecień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »