Reklama

Waluty: Czy Szwajcaria powie nie?

We wtorek w południe za szwajcarskiego franka trzeba było zapłacić 3,64 zł. Analitycy wskazują, że inwestorzy - mimo kompromisu w sprawie amerykańskiego długu - wciąż są niepewni sytuacji na światowych rynkach.

Jak poinformowali we wtorek rano analitycy Domu Maklerskiego TMS Brokers, zgodnie z przewidywaniami polska waluta coraz silniej reaguje na międzynarodowe nastroje. Rosnące obawy o możliwą obniżkę ratingu USA powodują odpływ kapitału z rynków emerging markets. Ich zdaniem, wysoki kurs franka nie zostanie utrzymany w dłuższym terminie, jednak może on bić kolejne rekordy.

"Europa potrzebuje sprzyjających okoliczności - uspokojenia na rynkach i wzrostu gospodarczego. Wzrost może być słabszy niż wcześniej zakładano, a Amerykanie skutecznie zadbali o to, by uspokojenia na rynkach nie było. W efekcie mamy znów wyprzedaż obligacji w Europie i nowe rekordy franka" - ocenił główny ekonomista X-Trade Brokers Przemysław Kwiecień. Jego zdaniem frank będzie zyskiwał, chyba że ze Szwajcarii napłyną fatalne dane lub do akcji wkroczy Szwajcarski Bank Narodowy.

Reklama

Eksperci wskazują, że na sytuację na rynkach ma wpływ także niestabilna sytuacja niektórych krajów strefy euro. Zdaniem analityka DM BOŚ Marka Rogalskiego, jeżeli Włochom, czy Hiszpanii zacznie grozić recesja, to będzie im bardzo trudno wyjść z rosnącej pętli zadłużenia. "Dodatkowo trzeba się też liczyć z tym, iż fakt ten będą chcieli skrupulatnie wykorzystać spekulanci - widać, że rentowności obligacji tych krajów znów idą mocno w górę" - argumentuje ekspert. Jak zauważa, opublikowane we wtorek rano dane o sprzedaży detalicznej w Szwajcarii wskazują, że wzrosła ona w czerwcu o 7,4 proc. rok do roku wobec spadku o 3,9 proc. w tym samym ujęciu w maju. "Nie ma tym samym argumentów dla interwencji na rynku franka" - podsumowuje.

Jak wskazał, w najbliższych dniach kurs złotego wyniesie powyżej 4 zł za euro i za dolara.

Zdaniem analityków nerwowo jest również na rynku ropy naftowej. Według analityk Domu Maklerskiego BOŚ Doroty Sierakowskiej wtorek rozpoczął się pozytywnym akcentem na skutek kompromisu zawartego w USA. Optymizm ten został jednak później przygaszony za sprawą "kiepskiego odczytu indeksu ISM dla przemysłu USA - najniższego od dwóch lat". "Dodatkowo, rynek spodziewa się wzrostu zapasów ropy" - tłumaczy. Jak poinformowała, wieczorem Amerykański Instytut Paliw ma przedstawić raport dotyczący tygodniowych zapasów paliw.

Wskazała, że kapitał uciekał także z rynku miedzi. W poniedziałek kontrakty na miedź notowane w Nowym Jorku, potaniały o 1,85 proc. do poziomu 4,4 dolara za funt metalu. W dół powędrowały także ceny złota (o 0,29 proc.) i srebra (o 1,59 proc).

OPINIA

Kredytobiorcy, którym zależy na tańszym franku szwajcarskim muszą się uzbroić w cierpliwość - na rynkach jest nerwowo i trudno prognozować, kiedy sytuacja się uspokoi. Dziś frank osiągnął najwyższy w historii kurs i przez chwilę kosztował 3 złote i 65 groszy. Ekonomista banku BZ WBK Piotr Bielski wyjaśnia, że kurs franka rośnie z powodu splotu niekorzystnych informacji z gospodarki światowej.

Problemem jest wciąż nierozwiązana sprawa zadłużenia Grecji, czy Portugalii, kłopoty zadłużeniowe Stanów Zjednoczonych, a także niepewność dotycząca tempa wzrostu gospodarczego na świecie. Piotr Bielski zwraca uwagę, że wobec spadku zaufania inwestorów do dolara zawęża się lista bezpiecznych inwestycji, co powoduje wzrost kursu franka szwajcarskiego i jena japońskiego. Około południa za franka trzeba płacić 3 złote i 63 grosze, za euro 4 złote i 1 grosz, a za dolara 2 złote 83 grosze.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »