Reklama

Waluty: Złoty będzie się osłabiał

Zdaniem analityków HSBC w ostatnich tygodniach złoty był najsilniejszą walutą w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Sądzimy jednak, że złoty znajdzie się pod presją w drugim kwartale.

Sprawdź: PROGRAM PIT 2015

Reklama

Polski złoty radził sobie w ostatnich miesiącach dobrze, ale naszym zdaniem ten stan się nie utrzyma. Na początku 2015 roku kurs złotego uległ gwałtownemu osłabieniu, by w ciągu pierwszego kwartału i wczesnego drugiego kwartału wrócić do poprzedniego stanu. Następnie, począwszy od połowy drugiego kwartału, waluta była stopniowo wyprzedawana. Podobny rozwój sytuacji obserwujemy w 2016 roku. Historia lubi się powtarzać, naszym zdaniem złoty ponownie będzie "tracił grunt", począwszy od połowy drugiego kwartału.

Naszym zdaniem do osłabienia sympatii w stosunku do złotego wśród inwestorów mogą przyczynić się trzy czynniki:.

1. Decydenci mogą zacząć wycofywać się ze swojej obecnie relatywnie "jastrzębiej" pozycji, jeśli kurs złotego w dalszym ciągu będzie się umacniać;

2. Obecne odpływy na rachunku obrotów bieżących, w formie wypłat dywidend, mogą wzrosnąć w nadchodzących miesiącach;

3. Dalszy rozwój sytuacji związanej z przewalutowaniem kredytów hipotecznych w walutach obcych prawdopodobnie spowoduje pogorszenie nastrojów wokół złotego.

Kombinacja tych trzech katalizatorów prowadzi do wniosku, że w drugim kwartale złoty ponownie będzie pod presją.

W związku z tym przewidujemy wzrost kursu EUR-PLN do poziomu 4,40 na koniec bieżącego roku. Szacujemy, że w międzyczasie złoty będzie osiągać także gorsze wyniki względem innych walut koszyka Europy Środkowo-Wschodniej.

Obniżka stóp byłaby możliwa wtedy, gdy strumień pieniądza z krajów o ujemnych stopach zagroziłby stabilności systemu finansowego, ale wydaje się to mało prawdopodobne - oceniła w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Grażyna Ancyparowicz z RPP. Dodała, że NBP powinien wspierać politykę rządu, jeśli nie powoduje to kolizji z jego misją.

................

Inwestorzy nie wierzą bankom centralnym? Od pewnego czasu klarownie zarysowane kierunki polityki pieniężnej głównych banków centralnych świata zaczynają się nieco zacierać. Niejednoznaczne często deklaracje przedstawicieli tych instytucji powodują zaś, że inwestorzy kierują się własnymi poglądami nie tylko na perspektywy sytuacji na rynkach finansowych, ale także na działania władz monetarnych. Tak sytuacja ma swoje dobre strony. Jaskrawych przykładów potwierdzających tezę o rosnącej niezależności inwestorów w ocenie kierunków polityki pieniężnej i jej efektów, w ostatnim czasie nie brakuje. W dodatku dotyczą one najpotężniejszych sterników światowych finansów, czyli amerykańskiej rezerwy federalnej, Europejskiego Banku Centralnego oraz Banku Japonii. Od dawna na rynkach kierowano się żelazną zasadą "nie walcz z Fed", a każde od niej odstępstwo najczęściej kończyło się dla buntownika bardzo niepomyślnie. Fed rzecz jasna był wielokrotnie krytykowany za swoje działania, ale z reguły nie stawiano przeciw jego decyzjom pieniędzy. Tymczasem od grudnia ubiegłego roku, czyli od chwili gdy Janet Yellen ogłosiła decyzję o pierwszej od niemal dziesięciu lat podwyżce stóp procentowych i zapowiedziała kolejne tego typu posunięcia w 2016 r., inwestorzy demonstrują zupełny brak wiary w te deklaracje. Gdy tuż po grudniowym posiedzeniu oficjalnie mówiło się o czterech, a nawet pięciu podwyżkach stóp w Stanach Zjednoczonych, notowania instrumentów pochodnych wskazywały, że rynek bardzo nisko wycenia prawdopodobieństwo takiego scenariusza, licząc jedynie na dwie podwyżki. Obecnie, gdy Fed zapowiedział zwolnienie tempa zaostrzania swej polityki i deklaruje gotowość do dwóch podwyżek, inwestorzy także przesunęli swoje oczekiwania, spodziewając się co najwyżej jednego ruchu stóp w górę. Odważniejsi obstawiają terminy przyszłoroczne. Efekt jest taki, że za zupełnie nieaktualne uznaje się niedawne prognozy, zakładające wymianę euro za dolara w stosunku jeden do jednego, a gra na umocnienie się amerykańskiej waluty straciła na popularności. Można powiedzieć, że Fed sam sobie winien, przesuwając moment rozpoczęcia normalizacji polityki pieniężnej pod rozmaitymi pretekstami, najpierw czekając na poprawę na rynku pracy, później wyglądając inflacji, by wreszcie wykręcać się niepewną sytuacją na rynkach finansowych i w globalnej gospodarce. Sytuacja nie jest rzecz jasna tak prosta i oczywista, zarówno w odniesieniu do gospodarki światowej, jak i amerykańskiej, a zmiany stanowiska Fed, dostosowujące się do warunków i danych makroekonomicznych, w pełni zrozumiałe. Efekty elastycznej polityki rezerwy federalnej również należy ocenić pozytywnie. Słabszy dolar i niski wciąż koszt pieniądza korzystnie wpływają na dynamikę wzrostu gospodarki Stanów Zjednoczonych, a w połączeniu z drożejącą ropą naftową, oddala zagrożenie wiszące na gospodarkami krajów rozwijających się i zależnych od cen surowców. Z analogiczną sytuacją mamy do czynienia w strefie euro, gdzie inwestorzy ignorują działania Europejskiego Banku Centralnego, podejmującego coraz bardziej radykalne działania, zmierzające do stymulowania gospodarki i wzrostu inflacji. Mimo niedawnego zwiększenia skali i zakresu operacji skupowania obligacji, obniżenia podstawowej stopy procentowej do zera i przesunięcia stopy depozytowej do poziomu minus 0,4 proc., euro zyskuje na wartości, a indeksy głównych giełd ani myślą iść w górę. Jesienią 2014 r. sama zapowiedź rozpoczęcia skupu obligacji uruchomiła 40 proc. zwyżkę na giełdach i osłabiła wspólną walutę do poziomu najniższego od kilkunastu lat. Dziś wiara w skuteczność działań EBC, mających wspierać gospodarkę, jest nieporównanie słabsza. W najbardziej spektakularny sposób rozbieżność między intencjami i działaniami banku centralnego a reakcjami rynku, uwidoczniła się w Japonii. Po niedawnym sprowadzeniu jednej ze stóp depozytowych poniżej zera, jen umocnił się wobec głównych walut do poziomu najwyższego od października 2013 r., a indeks tokijskiej giełdy zdecydowanie zniżkuje, zmierzając w kierunku dołka z połowy lutego i zachowując się najgorzej spośród wskaźników głównych światowych parkietów, przypominając wcześniejszy scenariusz giełdy w Szanghaju, po załamaniu z połowy ubiegłego roku. Ta dość nietypowa sytuacja, w której mamy do czynienia z tak zasadniczymi rozbieżnościami między bankami centralnymi a rynkami, będąca w dużej części wynikiem coraz bardziej niestandardowych działań władz monetarnych, nie będzie trwała wiecznie. Należy mieć nadzieję, że powrót do stanu synchronizacji odbędzie się bez większych perturbacji. Roman Przasnyski Główny Analityk GERDA BROKER
Dowiedz się więcej na temat: była | złoty | PLN | rynek walutowy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »