Reklama

Wątpliowości budzi nawet konsensus

Dane napływające z amerykańskiej gospodarki potwierdzają przyspieszenie wzrostu w trzecim kwartale. Następuje ono po rozczarowującej pierwszej połowie roku stojącej pod znakiem anemicznej ekspansji. Przypomnijmy, że tempo wzrostu uplasowało się na pułapie 1,4 proc. w ujęciu zannualizowanym.

Wzrost napędzają wydatki konsumenckie, którym sprzyja bardzo dobra kondycja rynku pracy. Dodatnią kontrybucję powinien wykaże również eksport netto. Stabilne są wydatki publiczne a słabością rażą inwestycje. Negatywną kontrybucję (ponownie) powinny wykazać zapasy.

Samo ożywienie nie budzi wątpliwości. Pytania dotyczą skali odbicia. Dane za lipiec były jednoznacznie pozytywne. Wraz z upływem czasu publikacje zaczęły jednak rozczarowywać, co jednoznacznie potwierdzają indeksy zaskoczenia publikacjami makroekonomicznymi, które ostro zanurkowały. Z tego względu dzisiejsza publikacja obarczona jest sporym ryzykiem. Obliczane przez oddziały Fed z Nowego Jorku i Atlanty modele mierzące tempo wzrostu w czasie rzeczywistym wskazują na dynamikę tylko minimalnie przekraczającą 2 proc.

Reklama

Wśród znaków ostrzegających przed niższym odczytem należy wymienić fakt, że tak zwana bazowa sprzedaż detaliczna (kategorie pokrywające się z danymi uwzględnianymi przy obliczaniu konsumpcji w rachunkach narodowych) wypadła w ostatnim kwartale blado. Jej annualizowana dynamika to zaledwie 0,3 proc., czyli najmniej od 2013 roku. Po uwzględnieniu inflacji spożycie indywidualne również nie imponuje siłą. Co więcej, część modeli może przeszacowywać pozytywny wpływ eksportu netto na tempo wzrostu. Należy to wiązać z bardzo wysoką dynamiką eksportu płodów rolnych i żywności. Wiążemy to z faktem, że za pasem był kolejny rekordowy sezon zbiorów kukurydzy i soi i znaczna część producentów opróżniała silosy zalewając globalny rynek surowcem, w celu zwolnienia miejsca w magazynach na nowe zbiory.

Przechodząc do reakcji rynku na dane należy nadmienić, że poprzeczka oczekiwań jest zapewne znacznie wyżej postawiona niż mediana prognoz Bloomberga. Jeszcze przed tygodniem kształtowała się on na poziomie 2,5 proc., dziś wynosi 2,6 proc. Znaczna część instytucji wyraźnie podniosła swoje szacunki pod wpływem opublikowanych w tym tygodniu danych o handlu zagranicznym. W tym świetle można domniemywać, że konsensus jest bliższy 3 proc. Dodajmy jeszcze, że w drugiej kolejności inwestorzy patrzeć będą na indeks kosztów pracy, który jest bardzo dobrą miarą presji płacowej w gospodarce.

Dlatego też wyłącznie rewelacyjny odczyt dynamiki PKB będzie w stanie wyraźnie wesprzeć dolara. Wynika to z faktu że rynek USD jest wykupiony a prawdopodobieństwo podwyżki stóp w grudniu implikowane przez rynek pieniężny przekracza 72 procent. Największego ruchu należy oczekiwać po USD/JPY. W wypadku słabości wzrostu korektę w kierunku 1,10 przedłużyć szansę ma też eurodolar. Waluty surowcowe mają mniejszy potencjał do odreagowania. W średnim terminie oczekujemy przeceny całej trójki AUD, NZD, CAD. Cztery z ostatnich pięciu sesji kończyło się na Wall Street pod kreską. Ceny ropy WTI cofnęły się od długoterminowych szczytów o ponad 6 proc. W takim środowisku trudno oczekiwać by kapitał płynął szerokim strumieniem na rynki wschodzące. Dlatego też spodziewamy się podtrzymania kursu EUR/PLN na podwyższonych pułapach. Nie widzimy jednak przestrzeni do trwałego wyjścia ponad 4,35.

Bartosz Sawicki

.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »